REKLAMA

Sprzedający będzie musiał udowodnić, że auto nie jest śmieciem. Też w to uwierzyliście?

Janusz Piechociński rzucił w sieć jedno zdanie o unijnym rozporządzeniu, które każe udowadniać, że auto nadaje się do jazdy. Zebrał 67 tysięcy wyświetleń i kilkanaście komentarzy. Tylko że prawie nic się nie zgadza.

Sprzedający będzie musiał udowodnić, że auto nie jest śmieciem. Też w to uwierzyliście?

Muszę zacząć od tego, że uwielbiam Janusza Piechocińskiego. Ten wybitny polityk, były wicepremier i minister gospodarki, były prezes PSL to dziś etatowy król polskiego Twittera. Niestrudzenie karmi naród statystykami, namierza spiski i tropi pułapki czyhające na jego współobywateli. Prawdziwy skarb narodowy.

I tak 16 sierpnia pan Janusz wrzucił komunikat, że oto wchodzi w życie rozporządzenie z nowymi obostrzeniami dla pojazdów używanych, a sprzedający będzie musiał udowodnić, że auto nadaje się do jazdy. Kropka. Podpisane: Rzeczpospolita. Zasięgi nabite, wątpliwości zasiane, a w komentarzach pytania, czy ważny przegląd już nie wystarczy.

Pytać można, ale pan Janusz nie jest od odpowiedzi. On – niczym prawdziwy mędrzec – daje nam wędkę, wskazuje drogę. Do odpowiedzi musimy dojść sami.

Pana Janusza oraz jego obserwujących niniejszym zapraszam do czytania Autobloga – całą sprawę opisywaliśmy już w dwa lata temu, a ostatnio w czerwcu, kiedy faktycznie budziła emocje. Wtedy nie trzeba będzie pisać dwóch zdań i straszyć followersów. Chyba że o to chodzi.

Co to za rozporządzenie

Mowa o unijnym rozporządzeniu w sprawie pojazdów wycofanych z eksploatacji, znanym też jako ELV (od angielskiego end-of-life vehicles). To nie są przepisy o pojazdach jeżdżących po drogach, tylko o tym, co będzie się działo z autem, gdy przyjdzie na nie czas i będzie nadawać się już wyłącznie na złom.

Nowe prawo reguluje, kto będzie taki samochód odbierać, w jaki sposób będzie rozbierany i ile materiału trzeba będzie z niego odzyskać. W praktyce chodzi zatem o gospodarkę odpadami, nie o Passata na osiedlowym parkingu.

Uzasadnienie tych regulacji jest prozaiczne: co roku w Unii mniej więcej 3,5 mln aut znika z ewidencji. Zamiast trafić do legalnych stacji demontażu, rozpływają się w szarej strefie albo wyjeżdżają na lewych papierach poza wspólnotę. Bruksela postanowiła tę dziurę załatać, zmieniając przy okazji starą dyrektywę z 2000 roku na twardsze rozporządzenie.

Na początku faktycznie można było się przestraszyć

Pierwszy projekt z 2023 roku napisany był tak szeroko, że pod definicję odpadu można było podciągnąć niemal każde auto ze zużytą częścią, a przy sprzedaży konieczne byłoby udowodnienie, że samochód nie jest wrakiem. Stąd dwa lata – skądinąd słusznej – internetowej histerii. W pierwotnym kształcie projektowane przepisy mogły skutkować absurdalnymi sytuacjami i znacznymi utrudnieniami dla wszystkich.

Tyle że przez dwa lata prac najostrzejsze zapisy solidnie spiłowano. W finalnej wersji samochód staje się odpadem dopiero wtedy, gdy jest technicznie nienaprawialny, a decyzję o opłacalności naprawy podejmuje właściciel. Z kolei zabytki zostały całkowicie wyłączone spod tych przepisów.

„Wchodzi w życie”

Piechociński pisze, że rozporządzenie właśnie wchodzi w życie. Tak jakby jutro ktoś miał zapukać do bram naszych garaży. I technicznie nie kłamie: Rozporządzenie 2026/1738 trafiło do Dziennika Urzędowego 24 lipca, a w życie formalnie weszło 13 sierpnia, czyli trzy dni przed wpisem pana Janusza. Wygląda więc na to, że wszystko się zgadza, ale pozory lubią mylić.

Nowe przepisy mają zacząć realnie obowiązywać od 1 września 2028 roku. Za dwa lata z górką. Do tego czasu w mocy pozostaje dotychczasowa dyrektywa, a dla kierowcy nie zmienia się kompletnie nic. Innymi słowy, były minister bije na alarm, ostrzegając o pożarze, który wybuchnie za dwa lata – i to głównie w fabrykach, a nie na naszych parkingach.

jak usunąć grata

Bo tu jest całe clou, którego w dwuzdaniowym wpisie zabrakło. Otóż przywoływany obowiązek udowodnienia, że pojazd nie jest wrakiem, dotyczyć będzie przede wszystkim podmiotów gospodarczych handlujących autami. Osoba prywatna będzie musiała podeprzeć się papierami tylko w dwóch sytuacjach: gdy auto ma orzeczoną szkodę całkowitą albo gdy jest sprzedawane przez internet, bez fizycznych oględzin i przekazania kupującemu.

Akurat ten drugi scenariusz ma duży sens, bo właśnie w ten sposób najłatwiej upłynnić wrak. Przy sprzedaży online kupujący nie widzi samochodu przed zapłatą. Może więc kupić coś, co realnie nadaje się tylko na złom, a na papierze i zdjęciach udaje sprawne auto. Przy transakcji „z ręki do ręki” kupujący sam ogląda i ocenia, a więc takiego obowiązku nie ma.

W praktyce więc cała groza nowych przepisów sprowadza się do tego, że handlarz nie sprzeda ci trupa jako „okazji”, a od 1 września 2031 roku takich wraków nie będzie się dało legalnie wywozić na wschód czy do Afryki.

Swoją drogą, dziwi mnie, że pan Piechociński nie sięgnął po resztę rozporządzenia. Bo nowe auta będą musiały zawierać coraz więcej plastiku z recyklingu (15 proc. w ciągu sześciu lat i 25 proc. w ciągu dziesięciu), a to może przynieść podwyżki. Widocznie Rzeczpospolita akurat tego wątku nie podjęła.

Ekspert od dwóch zdań

Piechociński jest ucieleśnieniem przeciętnego uczestnika debaty: coś usłyszy, streści na kolanie, doda znak zapytania albo suspens w postaci wielokropka i puszcza dalej. Dopóki rozmowa nie przekracza dwóch zdań, uchodzi za znawcę tematu. Kłopot w tym, że przy trzecim zdaniu trzeba by już wiedzieć, czym różni się wejście w życie od daty stosowania, a przy okazji zepsuć sobie zasięgi.

Bo trik działa dopóty, dopóki kilkadziesiąt tysięcy ludzi uda się chociaż na chwilę przekonać, że Unia znów zabiera im samochody. Nawet jeśli finalne prawo tego nie potwierdza. A największą ofiarą nie jest kierowca starego opla, tylko spokój tych, którzy wierzą internetowym ekspertom od dwuzdaniowych komunikatów.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.