REKLAMA

Jeździłem Skodą Peaq. To może być szczyt twoich marzeń

Nie jest to zwykła Skoda. Peaq do rozwiązań, które znamy, dokłada całkiem nowe podejście. To może być najfajniejsza Skoda w gamie, co nie znaczy, że klienci będą się o nią bić.

Jeździłem Skodą Peaq. To może być szczyt twoich marzeń

Taką Skodą jeszcze nie jeździłem, bo takiej dotychczas nie zrobiono. Wraz z modelem Peaq marka wkroczyła na obszar, na który dotychczas zapuszczali się głównie chińscy producenci. Jest to dobra, a zarazem niedobra wiadomość.

Niedobra, bo na olbrzymie elektryczne SUV-y, którymi można przewozić siedem osób, nie ma przesadnie wielu klientów. Zazwyczaj klienci poszukujący takich pojazdów wędrowali do marek chińskich, racząc się oferowanymi przez nie elementami bogatego wyposażenia. Cena takich samochodów bywa jednak nieco odstraszająca dla przeciętnego Kowalskiego.

Jeśli Skodzie uda się uporać z tym trudnym elementem i dobrze wycenić auto, będą powody do radości. Jest to największy pojazd tej marki – o 116 mm dłuższy od Kodiaqa. Ale nie tylko rozmiar go wyróżnia. Zastosowano tu inne podejście. Oprócz wygodnej obsługi postarano się również o to, by Peaq był trochę gadżeciarskim samochodem. Takim, którym można się pochwalić przed kolegami nie tylko dlatego, że ma skrobaczkę do szyb.

Chińska presja w segmencie

W Peaqu wyczuwam chińską presję. To auto ma już nie tylko zalety Skody, lecz także coś więcej. Dlatego przestronne wnętrze i duży bagażnik uzupełniono elementami z kategorii „chcę to”, podczas gdy w Skodach zazwyczaj królowały rozwiązania typu „bardzo rozsądnie jest to mieć”.

Wydaje mi się też, że gdyby to wnętrze i sposób obsługi funkcji pojazdu stały się wyznacznikiem dla innych modeli Skody, nikt by się nie obraził.

Masywna wewnętrzna klamka może nie jest spełnieniem marzeń, ale też nie robi niczego złego. Po prostu jest duża i umieszczono ją w innym miejscu, niż jesteśmy przyzwyczajeni.

Fizyczne przyciski, i to tak dużych rozmiarów, są już jednak trochę światem z marzeń w dobie sterowania wszystkim za pomocą ekranu. Nowy panel zawiera pokrętło do regulacji głośności oraz trzy duże przełączniki kołyskowe.

Za pomocą dwóch zewnętrznych (sporych rozmiarów) regulujemy temperaturę po obu stronach, a środkowym ustawiamy intensywność nawiewu. Czasami tak niewiele trzeba, żeby się ucieszyć.

Są tu oczywiście ekrany, w tym duży, ustawiony pionowo wyświetlacz systemu multimedialnego o przekątnej 13,6 cala.

Nagłośnienie firmy Sonos – miło i modnie – nie jest jednak głównym elementem z kategorii „chcę to”. Skoda Peaq pozwala również przyjemnie spędzić czas przy ładowarce i był to oficjalny przekaz, który padł podczas prezentacji.

Cóż umili nam ten pobyt? Pakiet Relax, a w nim wysuwane podnóżki pod łydki osób siedzących w pierwszym rzędzie. Jest też masaż, a nawet pewne innowacje. W systemie multimedialnym znajdziemy aplikację, która ma dbać o nasze samopoczucie.

Uchwyty na napoje w konsoli środkowej można odwrócić, tworząc z nich podporę dla stolika. Sam stolik wyjmujemy z podłokietnika, rozkładamy, a potem stawiamy sobie na nim coś.

Absolutnym wariactwem, jak na Skodę, nazwałbym możliwość obsługi pojazdu za pomocą Apple Watcha. Tym zegarkiem będziemy mogli otworzyć samochód. Jest też Camp Mode, przeznaczony do długiego przebywania w aucie. Dzieje się tu trochę.

Jedno takie miejsce w samochodzie

Ja i tak mam swojego faworyta – gadżet, dla którego chciałbym użytkować ten samochód. To dwa magnetyczne uchwyty na telefony, które nie pozwalają im ruszyć się nawet o milimetr.

Telefony ułożone obok siebie trzymają się mocno, łatwo się je zdejmuje, ładują się bezprzewodowo z mocą do 25 W, a co najważniejsze, można oba ustawić równiutko i symetrycznie. To idealne rozwiązanie, bo jest estetyczne.

W testowych egzemplarzach modelu Peaq było też mniej pomarańczowych akcesoriów wykonanych za pomocą drukarki 3D. Chyba producent bardziej stara się za ich pomocą promować model znajdujący się po drugiej stronie skali rozmiarów, czyli Epiq.

W Peaqu, oprócz możliwości obsługi Skody za pomocą Apple Watcha, znajdziemy również bardziej konwencjonalne rozwiązania typowe dla tej marki. Parasolka w drzwiach i skrobaczka w klapie bagażnika są obecne i wydają się już prawie oczywiste. Czyścik do przewodów ładowania jest nieco mniej oczywisty, ale również istnieje.

Mnie urzekło jeszcze miejsce na roletę bagażnika, które znajduje się w przednim bagażniku. Wygląda to tak, jakby mały bagażniczek o pojemności 37 litrów miał własną roletkę.

Do puli rzeczy mających tworzyć efekt nowoczesności należy również dorzucić panoramiczny dach z funkcją dynamicznego przyciemniania.

Nie możemy też zapomnieć o klameczkach. Klamki w Skodzie Peaq chowają się i wysuwają automatycznie, tworząc jednolitą powierzchnię ze skrzydłami drzwi. Można je również otworzyć mechanicznie, naciskając je z jednej strony.

Travel Assist 3.0

Przyznaję, że trochę wątpię w wizję w pełni autonomicznych samochodów, a przynajmniej w ich powszechność i rychłe nadejście tej ery. Kiedy jednak jadę samochodem z bardzo dobrze działającymi systemami wspierającymi kierowcę, moja niewiara trochę ustępuje.

Travel Assist 3.0 działa bardzo dobrze. To coś więcej niż zwykłe prowadzenie środkiem pasa ruchu i dostosowywanie prędkości. Auto dopasowuje prędkość do warunków drogowych, na przykład zwalniając przed zakrętami.

Samochód nie może jeszcze jechać bez naszej uwagi, a kierowca wciąż musi obserwować otoczenie i trzymać ręce na kierownicy. Na szczęście nie musi wywierać na nią nacisku, lecz jedynie jej dotykać. Jest to pewna ulga dla osób, które nie lubią prowadzić, a jednocześnie sposób na zwiększenie poziomu bezpieczeństwa.

System radzi sobie zarówno na autostradzie, jak i na drogach lokalnych. Nie ma jednak co sypać przed nim płatków róż, bo kierowca wciąż wykonuje większość tych manewrów szybciej i sprawniej. Działa to trochę tak, jakby samochód prowadził bardzo ostrożny kierowca, który nadmiernie zwalnia przed wszystkimi zakrętami.

Auto obsługuje one-pedal driving, ale wolałbym, żeby miało w standardzie pompę ciepła, która jest opcją. Domyślam się, że uczynienie jej elementem dodatkowo płatnym pomaga stworzyć wielkie auto elektryczne, które może być oferowane w dobrej cenie.

Galeria: 3 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

A ile potrwa pobyt na stacji ładowania?

Krótko, zgodnie z deklaracjami producenta. Nie ma producenta samochodów elektrycznych, który twierdziłby, że potrwa długo. Ale maksymalna moc ładowania to 160 kW.

Należy zauważyć, że auto powstało na platformie MEB+, wykorzystującej architekturę 400 V, co wpływa na maksymalną moc ładowania. Zależnie od wariantu ładowanie akumulatora NMC od 10 do 80 proc. ma trwać 27 albo 28 minut.

Galeria: 4 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Skoda Peaq obsługuje również ładowanie dwukierunkowe, dzięki czemu można zasilać z niej zewnętrzne urządzenia elektryczne, a przy sprzyjających warunkach nawet dom.

Do wyboru są dwa akumulatory: o pojemności 63 i 91 kWh. Poszczególne wersje dysponują mocą od 150 do 220 kW. Dostępny jest również napęd na cztery koła. Jestem niezwykle ciekawy, jaka będzie cena najtańszej odmiany. Do sprawdzonych rozwiązań dodano tu elementy, z których można się cieszyć.

Peaq może być nawet tą Skodą, którą chciałbyś jeździć najbardziej, ale jest bardzo dużym elektrycznym SUV-em, przez co nie będzie sprzedawał się tak jak Octavia. Jest wygodny, cichy, przyjemnie się go obsługuje, a jazdy testowe przyniosły nadzieję na niskie zużycie energii.

Dane techniczne:

  • liczba miejsc: 5 lub 7;
  • długość: 4874 mm;
  • rozstaw osi: 2965 mm;
  • pojemność bagażnika: 935 l w wersji pięcioosobowej;
  • zasięg: do 640 km, zależnie od wersji;
  • akumulatory: 63 kWh brutto (59 kWh netto) oraz 91 kWh brutto (86 kWh netto);
  • współczynnik oporu powietrza: 0,249;
  • pompa ciepła: opcjonalna;
  • masa holowanej przyczepy: do 2000 kg.
Grzegorz Karczmarz
Redaktor

Redaktor prowadzący Autoblog.pl. Współtworzy dział Porady, choć stanowczo woli dział Jednoślady, gdzie testuje wszystko, co ma dwa lub trzy koła. Najchętniej jeździłby na co dzień Piaggio Ape, bo uważa, że koła z doczepionym dachem to wystarczający środek transportu. W połowie życia postanowił zostać dziennikarzem motoryzacyjnym i mu się udało. Pracował i wciąż współpracuje z DEKRA, a gdy nie ma go na Autoblogu, to jeździ po Polsce przeprowadzając audyty.

Tagi: