REKLAMA

Silnik w moim gracie się rozbiegał. Tyle, że nie miał turbo

Z cyklu “awarie, które nie miały prawa się wydarzyć, chyba że Tobie” czas na spektakularne rozbieganie się silnika Diesla, który w teorii nie powinien się rozbiegać. Ale się rozbiegał.

Silnik w moim gracie się rozbiegał. Tyle, że nie miał turbo

Kilka miesięcy temu pisałem na łamach Autobloga tekst o tym, jak silnik w Yugo Florida zaczął spalać płyn hamulcowy. Teoretycznie taki rodzaj awarii był fizycznie niemożliwy, ze względu na separację hydrauliki układu hamulcowego i układu dolotowego, w praktyce nic jednak nie jest na tyle niemożliwe, aby jednak nie było możliwe.

Tym razem historia dotyczy Fiata Regaty z wolnossącym silnikiem Diesla, który pewnego słonecznego dnia raczył się rozbiegać i to nawet dwa razy w odstępie kilku godzin. W silniku bez doładowania nic takiego nie powinno mieć miejsca, przynajmniej teoretycznie.

Po zwiększeniu obciążenia podczas wyprzedzania stały się rzeczy niesłychane

Jak mówi klasyczna wejściówka w filmie dokumentalnym poświęconym poważnej katastrofie, nic nie zwiastowało późniejszego nieszczęścia. Wóz jechał sobie normalnie, bez żadnych niepokojących sygnałów, aż tu nagle zrobił brzdęk i już przestał jechać normalnie.

Tak to wyglądało z tyłu.

Pamiętam, że była to dla mnie pierwsza “przygoda” z tego typu awarią, dlatego mogłem od razu zweryfikować swoją wiedzę teoretyczną w praktyce. Silnik oczywiście nie reagował na gaszenie z kluczyka, co mnie w ogóle nie zaskoczyło. Po wysprzęgleniu rozkręcał się do jakichś 12 tysięcy obrotów, a po zwolnieniu sprzęgła zaczynał wyrywać kamienie z asfaltu, dlatego jdyną metodą było zdławienie go na piątym biegu i modlitwa, aby sprzęgło się nie poślizgnęło.

Silnik się rozbiegał, chociaż teoretycznie nie powinno się to wydarzyć

Do stwierdzenia faktu, że było to rozbieganie, nie potrzebny był żaden ekspert, bo wóz narobił wokół siebie tyle dymu i hałasu, jakby nadchodził Sąd Ostateczny. Zagadką była jednak przyczyna takiej awarii, ponieważ silnik nie posiadał turbosprężarki, a więc najbardziej oczywistego potencjalnego źródła problemu.

Technicznie rzecz ujmując, rozbieganie się silnika polega na niekontrolowanym dopływie paliwa, które ze względu na samoczynny zapłon natychmiast ulega zapłonowi. To z kolei powoduje wzrost obrotów silnika, które “ciągną” za sobą pompę wtryskową, tak że powstaje coś w rodzaju perpetuum mobile.

Owym paliwem najczęściej jest olej silnikowy, który przez nieszczelną turbosprężarkę trafia do układu dolotowego, gdzie wciągany razem z powietrzem do komory spalania traktowany jest na równych prawach z olejem napędowym.

Winnym zdarzenia była nieszczelna pompa podciśnienia

Pomijając cały proces dochodzeniowy, po odholowaniu na podwórko ostateczną diagnozą była pęknięta guma. Jak wiadomo, kiedy guma pęknie, to zazwyczaj na końcu są same kłopoty, nie inaczej było i tym razem. W ramach dygresji warto dodać, że Fiat został przeciągnięty na odcinku kilkudziesięciu kilometrów na lince przez Skodę 120.

Co dokładnie się stało? Z układem dolotowym silnika połączona jest pompa podciśnienia, która ma wspomagać pracę układu hamulcowego. Pechowo, znajdująca się wewnątrz niej membrana raczyła się przedziurawić, a następnie przepuszczać olej silnikowy. Ten zaś trafił podciśnieniowo do układu dolotowego i dalej już samo poszło.

Przed zdiagnozowaniem usterki, samochód po ostygnięciu udał się jeszcze na jazdę próbną, podczas której silnik ponownie się rozbiegał i zadymił całą wioskę. Szczęśliwie, tym razem również udało się go zgasić, zanim eksplodował.

Co ciekawe, silnik przeżył dwa cykle rozbiegania w odstępie kilku godzin i działa do tej pory

Kiedy silnik Diesla się rozbiega, często stanowi to dla niego koniec kariery przez nieodwracalne uszkodzenia, z urwanym korbowodem włącznie. O dziwo, chociaż to tandetny włoski “klekot”, motor z Regaty przeżył i zupełnie dobrze sobie poczyna, nawijając od tamtego momentu całkiem sporo kilometrów.

Gorzej z blacharską kondycją samochodu, ale to akurat nie ma żadnego związku z pracą silnika.

Michal Reicher
Redaktor

Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.