Kierowcy samochodów elektrycznych to owce. Strzygą ich na parkingach hotelowych
Kierowcy samochodów elektrycznych w poszukiwaniu prądu są w stanie zrobić wszystko. Nic dziwnego, że każdy próbuje wycisnąć ich portfele jak cytryny. Nawet parking hotelowy jest dla nich usługą premium.

Samochody elektryczne wbrew przewidywaniom sprzedają się całkiem nieźle i to nawet przy uwzględnieniu tego, że nie ma już do nich dopłat. Jednak nadal ich ładowanie nadal pozostawia wiele do życzenia.
Infrastruktura, chociaż się poprawia, to i tak potrzebuje jeszcze czasu i pieniędzy, żeby bezproblemowo odbywać wakacyjne podróże. Dlatego wybierając się gdzieś dalej warto wybrać hotel z możliwością ładowania. Tylko okazuje się, że to wiąże się z pewnymi problemami, które są nieznane użytkownikom samochodów spalinowych.
Mój kolega z redakcji wybrał się w tym tygodniu w podróż Audi Q4 e-tron, które sam wspominam z wielką sympatią. Jego relację możecie przeczytać TUTAJ, ale przy okazji zwróciliśmy uwagę na inną kwestię - parkowanie samochodem elektrycznym w hotelu. Zobaczyłem cennik i doszedłem do wniosku, że szukanie prądu wymaga poświęceń.
Parkowanie samochodem elektrycznym jest droższe. To przez ograniczenia
Zobaczcie na ten cennik hotelowy:

Za godzinę parkowania samochodem spalinowym zapłacicie 12 zł. Za ten sam okres postoju samochodu elektrycznego musicie zapłacić 25 zł. Doba w przypadku klasycznych silników to 120 zł, a w przypadku samochodu elektrycznego astronomiczne 250 zł.
Skąd się bierze taka różnica? Z prądu moi kochani.
Hotele niechętnie sprzedają energię elektryczną, bo nadal mamy pewien spór podatkowy, jak rozliczać taką sprzedaż. Niektórzy twierdzą, że to sprzedaż energii i powinno być opodatkowane 23 proc. VAT-em. Inni mówią, że to nadal usługa hotelowa i powinna podlegać pod 8 proc. VAT. Jeszcze inne interpretacje mówią, że na sprzedaż energii trzeba mieć zgodę Urzędu Regulacji Energetyki, ale to już kwestie natury filozoficznej.
Hotele zamiast tego wolą podnieść cenę za parkowanie, dzięki czemu nie mają problemu z zakwalifikowaniem sprzedaży energii, wszystko idzie jako jedna usługa hotelowa. W najlepszym razie samochód naładuje się 2,3 kWh w ciągu godziny, co będzie kosztować hotel jakieś 3 zł, no może 4 zł w wyjątkowych okolicznościach.
Tym samym mamy czysty zysk, a kierowca samochodu elektrycznego i tak się cieszy, że mu się auto samo ładuje przez noc. Nie ma tu przegranych, może tylko portfele użytkowników samochodów elektrycznych trochę cierpią, ale ci ludzie i tak muszą być twardzi, więc byle co ich nie zniszczy.
Dziennikarz Autoblog.pl. Poprzednio pisał dla serwisu Bezprawnik.pl, dla którego stworzył ponad 200 tekstów. Od 10 lat zajmuje się również kontrolą jednostek samorządowych, ale od zawsze jego marzeniem było pisać na tematy motoryzacyjne. Do redakcji dołączył w październiku 2020 r. Specjalizuje się w zdjęciach szpiegowskich, wizualizacjach, modelach marki BMW oraz zmianach w prawie, które bezpośrednio wpływają na motoryzacyjny świat. Obudzony w nocy potrafi wymienić zalety poszczególnych silników niemieckiej marki. Potrafi wydobyć z czeluści internetu informację na dowolny temat. Jeździ ostatnim klasycznym BMW, ale nocami marzy o BMW X6.