Rzeszów obniża ceny paliw. 7,50 zł zostaje w kieszeni
Prezydent Rzeszowa załatwił mieszkańcom 15 groszy rabatu na litrze paliwa. Na jednej stacji, wyłącznie dla zameldowanych i tylko przez cztery dni. Przy pełnym baku daje to oszczędność siedmiu złotych i pięćdziesięciu groszy.

Od środowego wieczoru do końca niedzieli posiadacze aktywnego Pakietu Mieszkańca płacą na stacji MPK w Rzeszowie przy ul. Lubelskiej o 15 groszy mniej za litr Pb95 i oleju napędowego. Na pylonie, przed którym nagrywał się prezydent Konrad Fijołek, widniało 8,11 zł i 9,11 zł. Po rabacie wychodzi 7,96 zł i 8,96 zł. Uzasadnienie też poszło w świat: miasto nie ma wpływu na to, co dzieje się w cieśninie Ormuz, ma za to wpływ na własny pylon.
Liczy się gest
Policzmy więc, ile można zaoszczędzić na tej hojnej propozycji rzeszowskich samorządowców. Pełny bak – dla równego rachunku niech to będzie pięćdziesiąt litrów – przemnożony przez 15 gr na litrze daje zawrotne 7,50 zł.
I to jednorazowo, bo przez cztery dni mało kto tankuje dwa razy do pełna. Siedem i pół złotego to w mieście wojewódzkim mniej więcej kawa, i to niekoniecznie ta lepsza.
Do tego dochodzi jeszcze warunek. Rabat należy się bowiem posiadaczom Pakietu Mieszkańca, a ten dostaje się za zameldowanie w Rzeszowie na pobyt stały albo czasowy na okres powyżej roku. A więc nie jest to obniżka ceny paliwa, tylko premia za meldunek i oddawanie miastu swoich podatków. Nagrodą jest kilkanaście groszy przy dystrybutorze.
Najzabawniejsze jest jednak to, że to działa. Według doniesień lokalnego reportera zaledwie w kilka godzin od ogłoszenia promocji wnioski o kartę złożyło ponoć siedemdziesiąt osób. Mógł to być oczywiście zbieg okoliczności. Bardziej prawdopodobne jednak, że spora część z tych osób poukładała sobie relacje z urzędem miasta za potencjalne 7,50 zł.
Taki sobie ten rabat, Panie Prezydencie
Zwykłe, komercyjne stacje dawały w tym roku więcej i to bez meldunku: w niektórych sieciach można było zatankować nawet o 50 gr na litrze taniej, korzystając z aplikacji i promocji lojalnościowych. Rzeszowski samorząd przegrywa więc z programem lojalnościowym sieci paliwowej, i to nie o włos.
Słabo wypada też porównanie z sąsiadami. Kwotą Rzeszów owszem wygrywa, tylko że do stawki dołączył ostatni i na najkrócej. W Krośnie karta mieszkańca daje 10 groszy na stacji Grosar od 23 marca. W Przemyślu lokalna karta daje 10 groszy na stacji MZK od lutego i będzie działać do 31 grudnia. Obie zniżki są mniejsze, ale liczone w miesiącach, a nie w dniach.
W Przemyślu jest zresztą smaczek, którego Rzeszów nie przebije: karta mieszkańca działa tylko przy kasie, a kto zapłaci w tankomacie, dostaje 15 groszy rabatu. Bez karty, bez meldunku i bez kwoty minimalnej, całą dobę przez siedem dni w tygodniu. Czyli karta mieszkańca daje 10 groszy, podczas gdy Tankomat daje każdemu 15. Meldunek okazuje się więc mniej wart niż naciśnięcie kilku przycisków przy kasie samoobsługowej.

No i jest jeszcze Chełm. Tamtejsze MPGK prowadzi własną, bezobsługową stację od stycznia 2024 roku. Prezydent miasta wylicza, że wobec stacji ogólnopolskich sieci różnica sięga od 30 do nawet 50 groszy na litrze.
W marcu 2026 roku było to 6,61 zł za Pb95 wobec 6,99 zł na miejscowym Orlenie. 38 groszy różnicy, którą karta mieszkańca powiększała o kolejne pięć. Według prezesa MPGK stacja od pierwszego dnia przynosi zysk i jest rentowna.
Jedyny problem z Chełmem jest taki, że aktualną cenę paliwa zna wyłącznie kierowca stojący przy al. Armii Krajowej. Na stronie chełmskiego MPGK cen nie ma. Miasto uruchomiło więc własną stację, żeby pokazać konkurencji, jak się robi uczciwe ceny, a potem zrobiło z cennika tajemnicę.
Za co właściwie te 15 groszy?
Rzeszów jest jedynym miastem wojewódzkim w Polsce z dodatnim przyrostem naturalnym, ma dodatnie saldo migracji i najniższą medianę wieku wśród stolic województw. Ludzie się tam wprowadzają i rodzą tam dzieci. Miasto dopłaca im więc do paliwa za to, że mieszkają tam, gdzie i tak chcieli mieszkać.
Na drugim biegunie jest Łódź, która w ciągu 21 lat straciła blisko 130 tys. mieszkańców – z 785 tys. do 655 tys. Miasto Włókniarzy ma największy bezwzględny ubytek ludności spośród polskich miast. Jeżeli rabat na paliwo ma być rekompensatą za miejsce zamieszkania, to proporcje są oczywiste. Skoro Rzeszów oddaje swoim 15 groszy, Łódź powinna dopłacać do litra jakieś 1,50 zł.
I nawet to nie byłby jakiś porażający rekord, bo różnica między stacją przy autostradzie a punktem oddalonym o kilkanaście kilometrów potrafi sięgać 1,30 zł na litrze. Czyli rynek sam z siebie rozdaje większe rekompensaty niż samorządy, tylko nikt nie robi z tego konferencji prasowej.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.