Obniżają cenę prawa jazdy. Instruktora wymienią na tatę
Niemcy chcą, żeby prawo jazdy przestało kosztować jak używany samochód. Minister transportu rzucił wreszcie konkret: nawet 1000 euro taniej. Pytanie z nagłówka brzmi przewrotnie, bo z chętnymi akurat problemu za naszą zachodnią granicą nie ma.

Narzekacie, że u nas jest drogo? Kurs na kategorię B kosztuje dziś za zachodnią granicą średnio około 3400 euro. To średnia krajowa według niemieckiego ministerstwa, która w droższych regionach potrafi jeszcze urosnąć. Przez lata dokładano kolejne obowiązkowe godziny i zaostrzano egzamin, aż rachunek spuchł. Teraz reforma ma go przyciąć do krwi.
Ile konkretnie? Minister transportu Steffen Bilger wyliczył, że kursant oszczędzi od kilkuset do nawet 1000 euro. Tu jednak zaczyna się festiwal przypisów. Sam minister zastrzega, że to prognozy branży, a nie gwarantowany rabat, bo różnice regionalne są spore. Do tego jeden kursant potrzebuje dwóch lekcji, a drugi dwudziestu. W każdym razie w najlepszym wypadku może wyjść jakieś 2400 euro. W najgorszym – tyle co dotąd.
Skąd te oszczędności?
Projekt jest zaskakująco konkretny: teoria ma w całości przenieść się do sieci, katalog ponad 1100 pytań egzaminacyjnych ma schudnąć o jedną trzecią, a dwanaście obowiązkowych jazd specjalnych – nocą, po autostradzie i poza miastem – nie będzie już sztywnym limitem. Do tego, wzorem Austrii, nauka z rodzicem zamiast wyłącznie z instruktorem oraz obowiązek publikowania przez szkoły cen i zdawalności w sieci. Zamiast odhaczać godziny, kursant ma po prostu umieć ruszyć z miejsca. A teoria w aplikacji zamiast w dusznej salce to dla pokolenia na stałe podłączonego do smartfona żadna rewolucja.
Mniej biurokracji dostaną też same szkoły. Znikają wymogi co do sal wykładowych i sterty papierów, a sam egzamin praktyczny ma trwać krócej. Taniej dla szkoły ma w założeniu znaczyć taniej dla kursanta. W założeniu, bo nikt tych oszczędności nie podpisuje krwią.
Brzmi dobrze, ale trzeba zaznaczyć, że to wciąż tylko plan. Projekt musi teraz przejść przez Bundestag i Bundesrat. Jeśli nic się nie zatnie, nowe zasady wejdą najwcześniej na początku 2027 roku. Ciekawostka na marginesie: karuzela zmian ruszyła jeszcze za poprzedniego ministra, a następca dopisał tylko konkretną kwotę.
W Niemczech samochód to religia
Brakuje chętnych? Otóż nic z tych rzeczy – jest wręcz odwrotnie. Z ankiety ADAC wśród młodych wynika, że chrapkę na prawo jazdy ma niemal każdy, a rezygnację deklaruje zaledwie sześć procent. Najczęstszą wskazywaną przyczyną jest właśnie to, że dokument jest dla nich po prostu za drogi. Odstrasza ich cennik, nie sama jazda. Własne cztery kółka to dla młodych Niemców plan na przyszłość, nie fanaberia.

Nie wszyscy jednak biją brawo. Na październikowym wysłuchaniu w Bundestagu instruktorzy jazdy ostrzegali, że poluzowanie wymogów i tak zwana „nauka z laikiem” – czyli „jazda z tatą” w miejsce lekcji z instruktorem – mogą obniżyć poziom bezpieczeństwa. Tanio to jedno, ale nie za cenę rzeszy kierowców, który autostradę pierwszy raz zobaczą na egzaminie. I oczywiście warto wziąć to pod uwagę, natomiast opinia instruktorów, którym w ten sposób grozi potężne obcięcie godzin pracy, może nie być do końca obiektywna.
My mamy swoje zmiany
A u nas? Co do zasady wygląda to podobnie. Już kilka lat temu pisaliśmy, że młodych nad Wisłą od prawka odstrasza dokładnie to samo co Niemców – rachunek. Polskie kursy, egzaminy i doszkalanie potrafią złożyć się w sumę, przy której część kandydatów kombinuje po swojemu, a najbardziej zdesperowani lądują na czarnym rynku z lewym blankietem. Nawet wejście w motoryzację od kategorii AM to dla nastolatka potężny wydatek.
Efekt jest taki, że z roku na rok do egzaminów podchodzi u nas coraz mniej osób z najmłodszego rocznika, a prawo jazdy z symbolu dorosłości staje się powoli opcjonalnym, drogim dodatkiem. Składa się na to wiele czynników, na czele z propagandą antysamochodową, ale wysokie ceny na pewno nie pomagają. Rząd pracuje właśnie nad zmianą zasad uzyskiwania prawa jazdy. Ma zniknąć plac, baza pytań będzie mniejsza i aktualna. Wśród projektowanych zmian nie pojawiła się dotąd cena.
Morał? Niemcy w końcu zauważyli, że bariera nie siedzi w głowach młodych, tylko w ich portfelach – i przy okazji reformy postanowili tym portfelom ulżyć. Czy te 1000 euro naprawdę zniknie z rachunku, przekonamy się najwcześniej w 2027 roku. Na razie prawo jazdy tanieje tam wyłącznie w trybie przypuszczającym.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.