REKLAMA

Tak jeździ nowa Mazda 6e. Trudno nie polubić tego auta

To moje drugie spotkanie z elektryczną Mazdą 6e. Tym razem szukałem odpowiedzi na pytania dotyczące zużycia na dłuższym dystansie, sensu takiego auta w domu oraz drogi, którą kroczy Mazda. Na wszystkie wam odpowiem.

Tak jeździ nowa Mazda 6e. Trudno nie polubić tego auta

Na początek ciekawostka Mazda 6e występowała do tej pory w dwóch wersjach: Long Range z baterią 80 kWh, ale w technologii NMC, która obsługiwała ładowanie maksymalnie z mocą 90 kWh oraz Standard Range z akumulatorem 68,8 kW i silnikiem o mocy 258 KM. Ta wersja mogła ładować się z mocą 165 kW. Klienci wybierają drugą odmianę, bo różnica w zasięgu: 552 km vs 479 km nie wynagradzała wolnego ładowania. A gdzie ciekawostka? Otóż wersja Long Range wyleciała z oferty. Teraz możecie kupić wyłącznie wersję z baterią LFP 78 kWh, która ładuje się z mocą 200 kW, a jej zasięg to ponad 560 km.

Tym samym czytacie test auta, którego w sumie nie kupicie, ale to nic, bo i tak najważniejsze cechy będą wspólne. Jednocześnie zmiany, które przeszła nowa Mazda 6e wyeliminowały większość bolączek, na które będę narzekał. Jedno się nie zmieniło - Mazda 6e jest cudownie wyceniona. Maksymalnie doposażona wersja Takumi Plus to koszt 210 900 zł. Pod tym względem to petarda, ale nie uprzedzajmy faktów.

Mazda 6e to nadal jedno z najlepiej wyglądających aut na rynku

We flagowym lakierze Mazdy - Soul Red Crystal wygląda świetnie. Ma duży podświetlany grill, ładną sylwetkę, szyby bez ramek, a także tył, który robi robotę. Podobają mi się wąskie światła, chowane klamki. Za tym autem odwracają się ludzie i trudno się dziwić. Jeden minus - nie rozumiem czemu nie świeci się logo Mazdy, tylko akcenty wokół niego. To się aż prosi o iluminację, żeby każdy wiedział jaki samochód się do niego zbliża.

Wnętrze samochody jest cudowne. Tak po prostu. Jestem fanem brązowej tapicerki. Jest przyjemna w dotyku, ale trudno się dziwić, skoro to Nappa, a nie chińskie plastikowe świnie o fakturze ceraty. Ekran centralny ma 14,6 cala przekątnej i działa tam system, który znajdziecie tylko jeszcze w Mazdzie CX-6e. Dlaczego tak jest? Bo oba modele to owoc współpracy z chińską marką Changan. To ona jest partnerem technologicznym Mazdy w kwestiach elektromobilności.

I tu się na chwilę zatrzymajmy. Niektórzy narzekają na ten system, bo mocno przypomina smartfon. I coś w tym jest - jeżeli używaliście urządzenia z Androidem, to będziecie czuli się jak w domu. Podział menu, sposób wyświetlania treści, przełączanie się pomiędzy poszczególnymi funkcjami. To wszystko widzieliście w smartfonach. Z jego poziomu włączycie podstawowe rzeczy jak światła, wycieraczki, klimatyzację. Za jego pomocą wyregulujecie rekuperację, ustawicie lusterka. Ruch w lewo przewija ekran, z góry wysuwa się belka powiadomień, z dołu klimatyzacja. Można tak długo wymieniać. W osobnej zakładce macie nawet informacje o procesorze, pamięci RAM i pojemności dysku.

To jest smartfon. I tym się najbardziej różni Mazda 6e od dowolnej innej Mazdy będącej w regularnej sprzedaży. W spalinowych modelach czuć, że design jest przemyślany, że pracował nad nim ktoś, kto chociaż raz siedział w samochodzie. Tutaj macie efekt pracy człowieka, który nie wypuszcza smartfonu z rąk. Albo to pokochacie albo znienawidzicie. Nie ma innej możliwości.

Bagażnik to słaby punkt auta. Przypominam, że ten liftback ma 4,9 m długości, a pojemność bagażnika to zaledwie 336 litrów. Jest płytki, bo pod podłogą trzeba było ukryć baterie. Z przodu mamy frunka o pojemności 72 l z dosyć regularnym kształtem, więc akurat na plecak czy niewielką walizkę.

Jednak nie ma co się oszukiwać - wyprawa na dwutygodniowe wakacje będzie problemem logistycznym. Celowałbym albo w dostępność paczkomatów, albo pralki, bo do Mazdy 6e nie zapakujecie zbyt dużo.

Wyświetlacz kierowcy ma 10,2 cala przekątnej, sprawdzicie na nim najważniejsze informacje, ale i tak będziecie na niego zerkać rzadko, bo o wiele wygodniejszy jest HUD.

Kocham jakość wykonania wnętrza. Tu wszystko to, co ma byc miękkie, jest takie, a to co ma być twarde jest twarde. Samochód kompletny. Fotele są podgrzewane i wentylowane, więc wasze plecy zawsze będą miały odpowiednią temperaturę. Miejsca dla pasażerów jest w opór, nikt nie narzekał. Na duże wyróżnienie zasługuje wyciszenie kabiny. Jest wręcz zaskakująco cicho. W zagłówku kierowcy ukryto głośniki, dzięki czemu słuchanie muzyki czy rozmowa przez telefon stają się bardziej intymne.

Mazda 6e - jak jeździ ta piękność?

Bardzo dobrze, trochę obawiałem się chińskich korzeni tego auta, ale niepotrzebnie. Trzyma się drogi jak przyklejona, nie ma problemów z trakcją, czy nadmiarem mocy przekazywanej na koła. Trzeba trochę uważać na śliskiej nawierzchni, bo jednak moc trafia tutaj na tył i potrafi zaskoczyć. Wprawdzie po chwili interweniują asystenci bezpieczeństwa, więc jesteście otoczeni opieką. Jest sztywna, ale jednocześnie oferuje wysoki poziom komfortu. To jedno w wygodniejszych aut elektrycznych na rynku.

Mazda 6e zużywa względnie niewiele prądu - przy normalnej jeździe około 17-18 kWh, a przy jeździe z większymi prędkościami rośnie do 22-23 kWh. Można śmiało założyć, że przy odrobinie wysiłku uda wam się przekroczyć 400 km zasięgu w normalnym użytkowaniu. Natomiast przy jeździe drogami ekspresowymi i autostradami przejedziecie około 300 km. Nie jest źle, zwłaszcza patrząc na pojemność baterii. W wersjach, które wy będziecie kupować, będzie znacznie lepiej, głównie za sprawą większej baterii.

Mógłbym jeździć tym samochodem

Dawno już nie spotkałem samochodu elektrycznego, o którym mógłbym z czystym sumieniem powiedzieć, że sprawdziłby się jako główny samochód w domu. Mazda 6e jest piękna, wygodna, komfortowa i do tego jest przyjemna jako auto elektryczne. Czego chcieć więcej? Odpowiedź: silnika spalinowego nie wchodzi w grę.

No dobra - większego bagażnika i innego systemu multimedialnego, ale to się nie uda.

Galeria: 17 zdjęć
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
Paweł Grabowski
Redaktor

Dziennikarz Autoblog.pl. Poprzednio pisał dla serwisu Bezprawnik.pl, dla którego stworzył ponad 200 tekstów. Od 10 lat zajmuje się również kontrolą jednostek samorządowych, ale od zawsze jego marzeniem było pisać na tematy motoryzacyjne. Do redakcji dołączył w październiku 2020 r. Specjalizuje się w zdjęciach szpiegowskich, wizualizacjach, modelach marki BMW oraz zmianach w prawie, które bezpośrednio wpływają na motoryzacyjny świat. Obudzony w nocy potrafi wymienić zalety poszczególnych silników niemieckiej marki. Potrafi wydobyć z czeluści internetu informację na dowolny temat. Jeździ ostatnim klasycznym BMW, ale nocami marzy o BMW X6.