W aucie premiera wykryto nadajnik. Nie kupuj części w Chinach
Właśnie spełnił się mokry sen wszystkich zwolenników teorii o masowej inwigilacji Europejczyków przez Chińczyków. W aucie premiera znaleziono nadajnik i wszystko wskazuje na to, że został tam zamontowany przez Chiny.

W Wielkiej Brytanii wybuchł skandal. Okazało się, że w 2022 roku w samochodzie używanym przez premiera był zainstalowany nadajnik, który przesyłał do Chin dane za pośrednictwem modułu komórkowego. Urządzenie zostało wykryte rok później podczas rutynowego przeglądu, a o sprawie opinia publiczna dowiedziała się dopiero teraz. Wybuchła panika, zwolennicy spiskowych teorii dziejów właśnie triumfują, bo potwierdziły się ich obawy o prywatność, a brytyjscy politycy żądają głów.
Części miały przyjechać do fabryki Range Rovera i stamtąd trafić do konkretnych pojazdów, które używał premier Wielkiej Brytanii. W zapieczętowanych modułach miały znajdować się karty SIM, które przesyłały dane o lokalizacji aut. Chińczycy wszystkiemu zaprzeczają, twierdzą, że to nagonka i sianie paniki, a inni zadają pytania. Odpowiedzmy sobie na nie.

Rozbierzmy to na czynniki pierwsze
Moduły GSM, które używane są przez najróżniejsze marki, powstają w Chinach. To element, który jest wymagany przepisami Unii Europejskiej, bo jest częścią składową funkcji e-Call. Producenci szukają dostawców części tam, gdzie akurat jest najtaniej, więc moduły powstają w Państwie Środka. Okazało się, że mogą mieć dodatkową funkcję, ale pojawiają się pewne wątpliwości.
Otóż według niektórych to wcale nie jest wina chińskich macek, które inwigilują Europejczyków, tylko kwestia masowej produkcji taniej części, więc bez odpowiednich zabezpieczeń w kodzie. Z tego braku zabezpieczeń mogą korzystać hakerzy lub służby.
Przy czym na takie głosy pojawiają się od razu odpowiedzi. Według nich zrzucenie wszystkiego na kod i błędy w oprogramowaniu to wspaniała wymówka dla chińskiego rządu i tamtejszego wywiadu. Dzięki temu mogą mówić, że to nie oni szpiegują premiera, tylko ktoś inny. Poza tym jest jeszcze jedna kwestia - system e-Call z założenia musi mieć dostęp do lokalizacji auta, bo na tym polega jego działanie.
Montaż konkretnego nadajnika w konkretnym samochodzie wymagałby zaangażowania większej liczby osób. Części są numerowane, katalogowane i nie trafiają bez ładu i składu do samochodu, a co mówić o autach rządowych, które przerabiane są pod specjalne zamówienie. Podobne obawy pojawiły się w 2023 r., gdy w aucie Rishi Shinaka odkryto podobny moduł. I teraz tak - albo zbagatelizowano sprawę, albo to w trakcie tej akcji rozpoczęto audyt pozostałych samochodów.
Czy Chińczycy szpiegują polityków?
Jak każde zaawansowane technologicznie państwo mają ku temu środki i możliwości. kwestia czy tak naprawdę robią czy to element pewnej paniki. Nowoczesne samochody są naszpikowane elektroniką, z której znakomita większość wytwarzana jest w Chinach. Dlatego obawy mogą być uzasadnione, ale służby brytyjskie nabrały wody w usta. Mam dziwne przeczucie, że ktoś po prostu odkrył moduł e-Call i jego działanie i dlatego temat był przez lata przemilczany.
Od jakiegoś czasu podnosi się kwestie bezpieczeństwa, nawet w Polsce chińskie auta mają zakaz wjazdu na tereny baz wojskowych oraz na tereny strategicznych zakładów przemysłowych, takich jak rafinerie. Odkrywamy, że auta w dzisiejszych czasach mogą być szpiegami i bronią.
Rozwiązanie jest jedno - czas wrócić do tradycyjnej motoryzacji bez elektroniki, nawigacji i systemów monitorujących. Czas na wznowienie produkcji wiekowych Jaguarów XJ albo innego BMW E38. Ja się pod tym podpisuję.



















