Jeździłem twoim następnym SUV-em. Nowa Mazda CX-5 bez lukru
Miałem okazję odbyć pierwsze jazdy nową Mazdą CX-5, a kilkaset kilometrów spędzonych za jej kółkiem pozwala mi przewidywać przyszłość. Jeżeli zamierzasz kupić ten samochód, to lepiej to przeczytaj.

Nie zamierzam was truć pigułkami z japońskich słów. Nie cierpię tych filozoficznych wstawek o jedności konia i jeźdźca, o wyjątkowym designie i o sposobie łączenia drewna bez narzędzi, któremu hołd oddaje Mazda CX-5. Zostawmy to działom marketingu i katalogom. Porozmawiajmy jak człowiek z człowiekiem. Jaka jest nowa Mazda CX-5? Czy to tylko lifting poprzedniczki? Żeby to sprawdzić wybrałem się do wyjątkowo deszczowej Hiszpanii i teraz mogę podzielić się z wami kilkoma przemyśleniami. Jeżeli rozważasz kupno tego samochodu, to lepiej doczytaj do końca.
Nowa Mazda CX-5 - co my tu mamy?
Nowa generacja z wyglądu przypomina grubszy lifting, ale nie dajcie się zwieść pozorom. To kompletnie nowy samochód, z nową platformą i nowymi rozwiązaniami technicznymi i technologicznymi. Jednocześnie Mazda nie zdecydowała się na radykalne zmiany z zewnątrz, wygląd jest bardziej agresywny, sportowy, a samo auto znacznie, ale to znacznie przestronniejsze niż poprzednik.
Długość nowej generacji to 469 cm, co oznacza wzrost o 11,5 cm, szerokość to 186 cm, tu auto urosło o 1,5 cm. Wysokość to 169,5 cm, co oznacza wzrost o 1 cm względem poprzednika. Powiększył się również rozstaw osi - teraz wynosi 281,5 cm, czyli o 11,5 cm więcej niż w drugiej generacji. Te wszystkie liczby czuć w praktyce, zwłaszcza rozstaw osi. W Mazdzie zrobiło się tak przestronnie, że mam wręcz wrażenie, że jest znacznie więcej miejsca niż w CX-60. Przestrzeń na nogi jest świetnie zoptymalizowana i nie ma na świecie osoby, która będzie na to narzekała. Bagażnik również urósł i teraz ma 583 l, a po złożeniu siedzeń aż 2019 l.













Zacznijmy jednak od zewnątrz - nie ma się do czego przyczepić, ale mogę być nieobiektywny, bo jestem fanem designu Mazdy. Jest agresywnie tu gdzie trzeba i łagodnie w reszcie miejsc. Sygnatura świetlna jest ciekawa, ale nie wiem, czy nie zginie w gąszczu innych aut, brakuje mi tu trochę większej zadziorności, ale z drugiej strony to rodzinny SUV, a nie torowy morderca. Maska jest całkiem długa, tył delikatnie opada, więc mamy auto, które jest dobrze narysowane. Na klapie z tyłu zabrakło logo, jest napis MAZDA. To smutny znak czasów, ale rozumiem, że ma to ułatwiać identyfikację wizualną nowym klientom. Co ciekawe - większość zamówień nowej Mazdy CX-5 w Polsce to właśnie nowi klienci, którzy nigdy w życiu nie mieli Mazdy. Może to ukłon w ich stronę, żeby bez trudu mogli odnaleźć swoje auto na parkingu.









A jak we wnętrzu? Jako miłośnik nowoczesności jestem zachwycony. Jeździłem najwyższą wersją wyposażenia Homura, która stanowi 30 proc. zamówień. I co tu dużo pisać - Mazda postarała się. Jakość materiałów stoi na wysokim poziomie, spasowanie jest takie, jakie powinno być. Wyświetlacz kierowcy ma 10,25 cala, możecie go trochę spersonalizować, ale nie za dużo. Główny wyświetlacz w wersji Homura ma 15,6 cala, w tańszych odmianach mamy 12,9 cala, więc dopłaćcie, bo więcej, to lepiej.

Mazda zdecydowała się na użycie systemu rozwijanego z Toyotą, którego główną częścią jest Android Automotive od Google i to czuć. System jest szybki, responsywny i diabelnie wydajny. Użytkownik ma możliwość doinstalowania aplikacji. Możecie na postoju oglądać filmy z aplikacji streamingowych. Każda nowa Mazda ma trzyletni pakiet transferu internetowego i łączności online. Jednak zawsze możecie zrobić własnego hotspota. Co będzie po upływie trzech lat? Mapy i system działają również offline, więc nie ma żadnej tragedii. Popieram użycie systemu od Google, bo jest obecnie najlepszy na rynku i najbardziej rozwojowy. Nie rozumiem tylko jednego - wyświetlacz jest wysokiej jakości, ale Mazda z jakiegoś powodu w jednym z widoków zdecydowała się na grafikę samochodu, która ma ewidentnie niższa rozdzielczość, przez co jest rozpikselowana. Dziwne, może to poprawią.

Tradycjonaliści będą narzekać na brak pokręteł i przycisków, bo tych jest jak na lekarstwo. W dolnej części ekranu wyciągnięto najważniejsze skróty, takie jak regulacja temperatury i głośność. Mimo metryki jestem nadal młody duchem, więc na to nie narzekam. Jest prosto, czytelnie, a jak nie chcecie grzebać w ekranie, to zawsze macie możliwość wydania komend asystentowi głosowemu. Jeżeli chodzi o pikacze, to Mazda ma fizyczny przycisk do wyłączania ostrzeżeń o przekroczeniu prędkości. Nie odniosłem wrażenia, żeby coś było natarczywe, nawet system monitorujący rozproszenie kierowcy nie był uciążliwy. Z usługami Google wiąże się jeszcze jeden plus - wskazówki z nawigacji wyświetlane są na wyświetlaczu przeziernym. I to rozbudowane wskazówki, razem z dokładnymi trasami pokonania rond czy wielopasmowych skrzyżowań.



















Na pokładzie jest cała bateria systemów wspomagających, kamery 360 stopni z ciekawym widokiem podwozia. Mamy również inteligentne wsparcie hamowania, dobrze działający aktywny tempomat i masę ostrzeżeń o ruchu. Jest tego dużo i przede wszystkim działa to dobrze. Wyświetlacz przezierny ma masę wskaźników oraz jest czytelny i przejrzysty. A co na to Chińczycy? Nic.
A skąd tu nagle Chińczycy?
Rośnie sekta ich psychofanów. Z jakiegoś powodu uważają, że to najlepsza odpowiedź na każde motoryzacyjne pytanie. Nie mam żadnych wątpliwości, że Mazda, która gra w innej lidze, i tak zostanie porównana do popularnych chińskich SUV-ów. Przeczytam pod tym tekstem komentarze mówiące o kamerach 540 stopni, o lepszej integracji ze smartfonem albo o tym, że można mieć więcej bajerów. Może i można, ale to nie ma żadnego znaczenia, bo Mazda rozwala dowolne chińskie auto pod jednym kątem. Do tego najbardziej istotnym. Prowadzeniem.
Nowa Mazda CX-5 prowadzi się jak za dawnych lat
Jezusie, jak ja za tym tęskniłem. Mazda CX-5 to nowoczesny samochód, który prowadzi się wręcz staroświecko, analogowo. Cały czas macie poczucie pełnej kontroli nad samochodem. Ani razu nie poczujecie sztuczności w działaniu układu kierowniczego. Podczas manewrów czuć przyjemny opór i co najważniejsze - zakrętach to auto jedzie tam, gdzie chcecie, a to rzadko udaje się chińskim autom. Jest cudownie przewidywalne, nie ma tu żadnych dramatycznych ruchów, a zerwanie przyczepności jest trudne. Można sobie rozbujać auto serią gwałtownych ruchów kierownicą, ale to nadal nie robi większego wrażenia na tym samochodzie. Przewidywalność to olbrzymia zaleta. Tu naprawdę kierowca czuje się ja u siebie. Nowa Mazda CX-5 jest też zaskakująco zwrotna jak na swoje rozmiary. Widać, że inżynierowie odpowiedzialni za strojenie samochodu pod kątem zawieszenia i prowadzenia mieli blisko do działu budującego MX-5.

Dawno nie jeździłem tak dobrze zbilansowanym samochodem, ale jest jedna rzecz - nawet nie zaprzątajcie sobie głowy zmianą trybu jazdy na Sport, bo to absolutnie nic nie robi, chociaż pewnie w ulotce prasowej przeczytacie coś innego. Mazda pod względem przyjemności z jazdy deklasuje każdego chińczyka. Tak po prostu.
Czy Mazda CX-5 ma jakieś wady? Oczywiście, silnik
Co myślicie, gdy słyszycie hasło: wolnossący 2,5-litrowy silnik benzynowy? Zapewne odruchowo sprawdzacie kalendarz, bo brzmi to jak wiadomość prosto od podróżnika w czasie. Tymczasem Mazda zdecydowała się użyć w swoim samochodzie silnika, który jest dobrze znany i cieszy się odpowiednią renomą. To bezawaryjna jednostka, mechanicy nawet nie uczą się schematów tej jednostki, bo i tak żadnego nie zobaczą na warsztacie. Mazda mówi, że poczyniła cuda, że silnik w tym modelu ma znacznie lepszą krzywą momentu obrotowego, a sama górna granica jest postawiona wyżej. To prawda, ale jest pewien smutny element. Pewnych rzeczy nie przeskoczysz.

Silnik ma moc 141 KM. Auto waży 1629 kilogramów. Nie ma tu turbiny, a silnik elektryczny odpowiadający za układ miękkiej hybrydy jest malutki. W efekcie Mazda CX-5 z napędem na przód rozpędza się do setki w 10,5 sekundy, w wersji AWD w 10,9 s. Nie osiąga drugiej setki, bo prędkość maksymalna to 187 km/h dla FWD i 185 km/h dla AWD. W efekcie mamy samochód, w którym czuć, że tej mocy brakuje. Możecie wyprostować prawą nogę i poza wyciem silnika nic się nie dzieje. Nie ma wciskania w fotel, nie ma uczucia mieszania się narządów wewnętrznych. Trasy testowe obejmowały wspinaczkę górskimi drogami - silnik na nich wył, gdy podjeżdżał pod górkę.

I to jest mój najpoważniejszy zarzut do nowej Mazdy CX-5 - brak odpowiedniego silnika. Wiem, że za jakiś czas pojawi się wersja hybrydowa, zapewne plug-in, bo Mazda ma takie napędy, ale taka odmiana będzie wyraźnie droższa. Brakuje na starcie możliwości skonfigurowania szybszego samochodu. Z drugiej strony trudno nie mieć pewnej dozy szacunku do producenta. Miał czas na przystosowane się do norm emisji spalin, na opracowanie uturbionego silnika o pojemności dwóch litrów. Tymczasem Mazda wydaje się mieć to w nosie. Marka podąża swoją drogą, wymyśliła sobie swój kierunek i konsekwentnie go realizuje. Podejrzewam, że księgowi z Excelem są przeganiani z siedziby firmy samurajskimi mieczami.

Co najlepsze - typowemu klientowi moc tej Mazdy zupełnie nie przeszkadza. Auta dopiero trafiają do salonów, a już 3000 klientów w ciemno wpłaciło zaliczki. Dodajmy, że w Polsce, bo u nas ten model ma najwyższą popularność ze wszystkich krajów europejskich. Dlaczego? Bo w świecie, w którym rządzą kolumny w Excelu, w którym wszystkie auta cierpią na te same bolączki i coraz mniej odróżniają się od siebie, Mazda postanowiła pójść pod prąd. Co ciekawe - ten 2,5-litrowy silnik spełnia nie tylko obecne normy emisji spalin, ale jest również gotowy na Euro 7. Trochę magia, a trochę dowód na to, że to nie w ekologii leży problem z pojemnością, tylko w zdolnościach inżynierów. Zapewne ktoś mi powie, że takiego SUV-a nie kupuje się kierując się dynamiką, a ostatnia Mazda, którą kupowała się dla osiągów nosiła oznaczenie RX-8, a może nawet RX-7, ale i tak nie zamierzam zmieniać zdania - 141 KM to zbyt mało do tego samochodu.

Druga wada? Brak logo na kierownicy. Może to śmieszne, ale dla mnie to akurat ważny element identyfikacji samochodu. Bez tego można tam nakleić logo Chery, BYD czy jakiegoś innego popularnego producenta. Logo Mazdy na kierownicy było z nami jakieś 30 lat i zniknęło. Zostało zastąpione przez bezduszny napis MAZDA, koniecznie dużą czcionką. Coś we mnie umarło, gdy zobaczyłem tę zmianę po raz pierwszy i nadal nie mogę się do niej przyzwyczaić. Dopłacałbym do kierownicy z prawilnym logo.

Czy można jeszcze na coś narzekać? Na niekonsekwencję - daszek nad wyświetlaczem kierowcy jest twardy jak skała, natomiast deska po stronie pasażera jest mięciutka jak poduszka. Dlaczego tak się dzieje? Nie mam najmniejszego pojęcia. Z drugiej strony jak ktoś czuje potrzebę stukania palcami w daszek, to powinien niezwłocznie skonsultować się z lekarzem lub specjalistą, bo to nie jest normalne.

Nowa Mazda CX-5: brać czy nie brać?
Jak nie przeszkadza ci moc tego silnika, to jak najbardziej. Dostaniesz świetnie prowadzącego się SUV-a, który dodatkowo dobrze wygląda i oferuje masę miejsca w środku. To jedna z ciekawszych propozycji na rynku w tym segmencie. Jak masz problem z mocą to poczekaj na wersję z większym silnikiem elektrycznym. Wtedy dostaniesz auto idealne.
A tak wygląda cennik tego samochodu:

I to jest naprawdę dobrze wyceniony samochód. Kolejna ciekawostka - najtańsza wersja to mniej niż 10 proc. zamówień. Klient Mazdy woli dopłacić do wyższych wersji i w pełni to rozumiem.



















