REKLAMA

Powstał tylko jeden taki Jelcz. Był zupełnie inny od wszystkich

Początek lat 90. to usilne starania naszego Jelcza, aby dogonić świat i utrzymać się na rynku. Do niedawna w Lubinie jeździł bardzo nietypowy przedstawiciel serii prototypów wyprodukowanych w połowie lat 90. w ramach prób modernizacji starych konstrukcji.

Powstał tylko jeden taki Jelcz. Był zupełnie inny od wszystkich

Pojazd to poczciwy Jelcz 120M, który sam w sobie był efektem modernizacji archaicznej konstrukcji Berlieta, produkowanej u nas od lat 70. Niemniej, produkcyjny model 120M wyglądał w gruncie rzeczy tak samo, jak stary model PR110.

Prototyp Jelcza 120M zaprezentowany w 1994 roku wyglądał jednak zupełnie inaczej i faktycznie mógł mieć sens.

Nowy Jelcz 120M miał całkowicie inny wygląd zewnętrzny

Pierwszą rzeczą, która zawsze rzuca się w oczy, naturalnie jest czyjś wygląd - w tym przypadku różnice w stosunku do starszej wersji Jelcza widać od razu. Zupełnie nowa była ściana przednia, zrywająca ze stylistyką znaną jeszcze z Berlieta, nawiązująca nieco do turystycznego modelu T120, z którego zresztą pochodziła gięta przednia szyba.

Oprócz tego, z zewnątrz najbardziej zwracały uwagę wklejane boczne szyby - aczkolwiek tworzyły pewien dysonans ze starymi drzwiami wejściowymi.

Zrzut ekranu z materiałów promocyjnych Jelcza, via Photorans.eu.
Zrzut ekranu z materiałów promocyjnych Jelcza, via Photorans.eu.

Można wszakże zauważyć, że starego typu drzwi wymieniono później na nowe. Modernizację przeprowadzono stosunkowo prędko, bo już na PRZYKŁADOWYM zdjęciu z 1998 roku widać komplet nowych elementów - wygląda to faktycznie o wiele lepiej.

Sporo zmian przeprowadzono również wewnątrz

Z punktu widzenia potencjalnego pasażera takiego pojazdu, znacznie ważniejsze jest jednak to, co dzieje się w środku, a nie na zewnątrz. A tutaj także wprowadzono kilka usprawnień, np. w postaci nowego rodzaju siedzeń zamiast typowych ławek obitych skajem.

Same siedzenia uporządkowano również w bardziej ergonomiczny sposób, a podłogę wykończono przeciwpoślizgową wykładziną, aby nikt sobie przy twardym hamowaniu nie wybił zębów.

Pasażerowi było z tego powodu akurat wszystko jedno, ale większą ergonomią charakteryzowało się również miejsce pracy kierowcy.

Mechanicznie był to ten sam Jelcz 120M, ale z kominem zamiast tradycyjnej rury

Silnik z Mielca i skrzynia biegów z Tczewa to standardowe wyposażenie Jelczy - prototypowy egzemplarz "stodwudziestki" nie był w tej kwestii wyjątkiem. Ciekawostką była natomiast nietypowa konstrukcja układu wydechowego, polegająca na wyprowadzeniu spalin przez dach czymś na wzór komina - dzisiaj takie rozwiązanie jest powszechnie spotykane np. w Solarisach Urbino.

Po krótkim epizodzie w Rzeszowie, wóz przez ponad dekadę zameldowany był w Lubinie

Chociaż autobus wyprodukowano w 1994 roku, oficjalnie zarejestrowany został dopiero w grudniu 1995 roku, czyli właściwie dopiero od 1996 roku zaczął pracę na pełen etat. Przed oficjalnym zatrudnieniem, Jelcz jeszcze w grudniu 1995 roku przebywał na testach w rzeszowskim MPK, po czym wziął się za robotę na poważnie już w barwach PKS Lubin.

Na TYM zdjęciu widać prototypowego Jelcza, który prezentuje swoje wdzięki na rzeszowskich ulicach. Niedługo później przeprowadził się na drugi koniec Polski i tam już został.

Wizyta autobusu w Rzeszowie nie poszła jednak na zmarnowanie, ponieważ miejscowe MPK niebawem kupiło kilka egzemplarzy nowych Jelczy 120M, w których wykorzystano część rozwiązań z prototypowego autobusu.

Jeżdżąc pod banderą lubińskiego PKS-u, mniej więcej na przełomie 2006 i 2007 roku wóz z unikatowych barw, jakie nosił od samego początku, został przemalowany na żółty kolor, który przywdziewał następnie aż do swojego końca w 2008 roku.

Prototypowego Jelcza 120M zezłomowano w lipcu 2008 roku

Trudno, co robić. Pojazd miał tego pecha, że z uwagi na swoją unikatowość jego właścicielowi niespecjalnie opłacało się go remontować - wóz ma latać, a nie wyglądać, dlatego coś, co dla miłośnika jest zaletą, dla operatora może być problemem.

Jelcz jeździł sobie do lipca 2008 roku, kiedy to ostatecznie został zezłomowany, a przedtem rozszabrowany na kawałki.

Był sobie unikatowy prototyp, nie ma unikatowego prototypu - wróćmy zatem do codzienności.

Michal Reicher
Redaktor

Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.