Ten pojazd to prawdziwy unikat. Tyle, że nie jest oryginalny
U nas niemal od zera buduje się autobus Bałtyk, a Węgrzy kilka lat temu zrobili to samo, rekonstruując unikatowego Ikarusa 556. Wróć… przebudowując z innego autobusu.

W drugi weekend października miałem przyjemność być na zlocie autobusów marki Ikarus w węgierskim muzeum lotnictwa Aeropark, gdzie jednym z ciekawszych eksponatów był jedyny sprawny autobus Ikarus 556. W myśl zasady, że nie wszystko złoto, co się świeci, po zweryfikowaniu tego wozu z bliska pozostaje pewien niesmak, ponieważ jeszcze niedawno był to po prostu… typowy budapesztański Ikarus 260.
Przedsiębiorstwo BKV, czyli takie tamtejsze MZK, postanowiło dokonać takiej operacji zmiany tożsamości dwa lata temu, a powstały w ten sposób pojazd oficjalnie uznany został za replikę.
Na Węgrzech ocalał oficjalnie tylko jeden prawdziwy Ikarus 556, który obecnie stoi w muzeum
A dokładniej, w Muzeum Transportu Publicznego w Szentendre. Autobus ma przeszłość w BKV i aktualnie pełni funkcję zimnego eksponatu. Nie widziałem go naocznie, więc się nie wypowiem, jakie byłyby potencjalne rokowania na odpalenie tej maszyny, ale skoro zdecydowano się na budowę repliki, pewnie były takie sobie.
Jest to wszakże jedyny oryginalny Ikarus 556, jaki przetrwał do dzisiaj - przynajmniej oficjalnie. U nas do niedawna podobno nie ocalał z kolei żaden Bałtyk, a dzisiaj mamy już dwa, tak że tutaj może być podobnie - jakieś truchło zalega gdzieś w ukryciu i czeka na odnalezienie. A o samym Ikarusie 556 w kontekście polskiej ziemi pisałem onegdaj tutaj.
W 2024 skończono budowę repliki w oparciu o Ikarusa 260
No cóż… jeżeli czegoś nie ma, bo wyginęło, zawsze można to po prostu stworzyć samemu, prawda? Przypomina to nieco odtworzenie wymarłego gatunku zwierzęcia poprzez skrzyżowanie trzech innych żyjących gatunków, gdzie efekt końcowy jest może i zadowalający, ale jednak gdzieś jest haczyk.



Przechodząc do sedna, wspomniany Ikarus 556 to tak naprawdę przebudowany Ikarus 260 z 1989 roku, który jeszcze w 2021 roku miał pstrykane normalne zdjęcia w ruchu drogowym na ulicach Budapesztu. Czyli wozu nie zbudowano w oparciu o wydłubany z krzaków wrak, a regularnie eksploatowany autobus, w dodatku ze znacznie późniejszego rocznika niż najmłodszy teoretycznie egzemplarz 556.
Modele 260 i 556 mają więcej różnic niż podobieństw, dlatego przebudowa poszła po bandzie
W pewnym sensie można powiedzieć, że Ikarus 260 to ewolucja modelu 556, tyle że w praktyce różni je o wiele więcej, niż łączy. Cechą wspólną jest na pewno konstrukcja z silnikiem umieszczonym pomiędzy osiami, czym 556 odróżniał się od tylnosilnikowych modeli 55 i 66.
Kłopot w tym, że pod pokładem dudni jednostka Raba D10, całkowicie nieodpowiednia dla tego wozu. Oryginalnie powinien tutaj siedzieć charczący i głośny silnik Csepel, ewentualnie nieco nowsza Raba wspólna ze starszymi autobusami serii 200.
Oprócz tego, w ramach przebudowy zachowano automatyczną skrzynię biegów, których oryginalnie w Ikarusach 556 nigdy nie było. Tworzy to ogromny dysonans podczas jazdy, gdzie człowiek oczekuje bardziej "mechanicznej" ścieżki dźwiękowej, a otrzymuje dość współczesny gang w miarę nowego Ikarusa serii 200.


Ogromne zmiany musiała przejść również kratownica pojazdu, ponieważ modele 556 i 260 różnią się między sobą wymiarami. Ikarus 260 nie dość, że jest dłuższy od 556, to ma też większy rozstaw osi. W rezultacie z oryginalnej konstrukcji wyjściowego autobusu zostało może kilka kilogramów żelaza - teoretycznie wyprodukowano po prostu nowy autobus, z wykorzystaniem komponentów starego.
TAK wyglądał tytułowy Ikarus 556 w swoim pierwotnym wcieleniu.
Warszawa ma podobnie zrekonstruowany autobus Somua Six
Który oryginalnie wcale nie był Somuą, tylko Renault TN6. Tyle, że w tym przypadku oba pojazdy są w zasadzie technicznymi bliźniakami, a do tego pochodzą z tych samych lat produkcji, czego nie można powiedzieć o Ikarusach 260 i 556, reprezentujących zupełnie inne epoki.
Tego typu przykładów jest zapewne znacznie więcej i to nie tylko w temacie wagi ciężkiej, a pierwszym pojazdem, który przyszedł mi na myśl, jest replika Syreny Sport. Tutaj już jednak wykonanie rzetelnej rekonstrukcji było znacznie trudniejsze, ze względu na brak materiału źródłowego w postaci jakiegokolwiek istniejącego egzemplarza - inna sprawa, że i tak oryginał był tylko jeden.
Czy zatem efekt rekonstrukcji jest zły? Absolutnie nie
Szczerze mówiąc, dopóki nie zauważyłem na tablicy przyrządów Ikarusa 556 podejrzanych przycisków sterowania automatyczną skrzynią biegów, nic specjalnego nie rzuciło mi się w oczy. W ramach rekonstrukcji odtworzono całe wnętrze, a nawet obniżoną platformę na wysokości tylnego zwisu i trzecich drzwi. Z zewnątrz też wszystko wygląda jak trzeba. A jednak…

Z jednej strony, dla przypadkowego turysty to nie lada atrakcja móc przejechać się zabytkowym Ikarusem, natomiast dla kogoś bardziej świadomego jest to nieco odpychające, że ów "zabytkowy autobus" to tak naprawdę pojazd zbudowany współcześnie, powstały bazie zupełnie innego autobusu.
Ale kiedy się na moment zapomni, że to współczesna replika, zrekonstruowany Ikarus 556 naprawdę robi wrażenie.
Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.