Hyundai Tucson – test. Powtarzałem sobie, że jestem wyjątkowy
Hyundai Tucson to dla mnie taki trochę paradoks na czterech kołach. Z jednej strony ma nietypowy, oryginalny wygląd, ale z drugiej – jeździ ich tyle, że z czasem zabija to poczucie indywidualności.

Słyszeliście o iluzji częstotliwości? Jest to błąd poznawczy, w którym słowo, nazwa lub rzecz, która ostatnio zwróciła na siebie naszą uwagę, wydaje się wkrótce potem pojawiać zdecydowanie częściej niż wcześniej.
Właśnie tego doświadczyłem podczas testu Hyundaia Tucson w jego aktualnym wydaniu. Jeżdżąc tym autem, w zasadzie nie miałem sytuacji, w której w zasięgu wzroku nie znalazłbym co najmniej jednego innego egzemplarza.
Podjeżdżam na parking przed blokiem – już czekają na mnie dwa Tucsony sąsiadów. Jadę do supermarketu – w drodze do wejścia mijam kolejnego. Stoję na czerwonym świetle – przed nosem przejeżdża mi następny. Mógłbym tak wymieniać bez końca.





Niby testowany przeze mnie, prasowy samochód wyróżniał się nieco atrakcyjniejszą stylizacją, bo był w wersji N Line, ale i tak czułem się trochę jak Buzz Astral, który w drugiej części Toy Story trafia do sklepu z zabawkami i odkrywa tam alejkę z regałami wypełnionymi po brzegi pudełkami z identycznymi figurkami jak on sam.









Wszystko dlatego, że Tucson za dobrze się sprzedaje
Ubiegły rok ten koreański SUV zakończył z wynikiem 11 644 sprzedanych egzemplarzy, co zapewniło mu 6. lokatę w rankingu najchętniej kupowanych nowych aut. W tym idzie mu nawet jeszcze lepiej – w pierwszym półroczu znalazł 6873 nabywców i aktualnie zajmuje już 5. miejsce na liście bestsellerów.
Więc może w sumie to wcale nie iluzja, tylko naprawdę Tucsony są wszędzie? Patrząc po statystykach sprzedaży, jest to więcej niż prawdopodobne.

Ale czy to znaczy, że Tucson faktycznie jest taki dobry?
To zależy, na czym nam zależy. Dla siebie bym go raczej nie wybrał, ale też nie dziwię się ludziom, którzy go kupują.
W kabinie miejsca jest pod dostatkiem, niezależnie, czy mówimy o pierwszym, czy drugim rzędzie siedzeń. Przednie fotele w wersji N Line mają w pełni elektryczną regulację, dobrze trzymają na boki i pokrywa je przyjemna, skórzano-zamszowa tapicerka.





Na tylnej kanapie najwygodniej będzie dwóm osobom, bo siedzącej pośrodku trzeciej może przeszkadzać wysoki tunel. Do tego przednie fotele mają twarde plecy. Ale za to opcjonalny dach panoramiczny nie ogranicza przestrzeni nad głowami, a kanapa ma regulowane oparcie. No i są też podłokietnik, nawiewy, dwa porty USB-C, a nawet podgrzewanie.













Spory bagażnik Tucsona oferuje od 616 do maksymalnie 1795 l pojemności i jest wyposażony cztery uchwyty do montowania siatki, dwa haczyki na torby, dźwignie do łatwego składania oparć kanapy oraz gniazdo 12 V, a pod regulowaną podłogą znalazł się jeszcze organizer.









Największa zaleta – wysoko podnoszona klapa, największa wada – burty z łatwego do zarysowania plastiku.
Kokpit sporo zyskał dzięki liftingowi
Przeprowadzony w 2023 roku lifting przyniósł bardzo dobre zmiany we wnętrzu Tucsona – wcześniej kokpit był trochę przekombinowany. Teraz nie dość, że wygląda nowocześniej, to jeszcze wyraźnie poprawiły się ergonomia i funkcjonalność.

W testowanym wariancie N Line standardem są dwa 12,3-calowe wyświetlacze pełniące funkcję zestawu wskaźników i ekranu multimediów. Te ostatnie wydają się mieć aż za bardzo rozbudowane menu, które jest trochę jak cebula i ogry – ma warstwy. A nawet za dużo warstw i poziomów ustawień.







Przykład? Znalezienie odpowiedniej opcji, żeby wyłączyć „dźwięki klawiszy” zajęło mi dobrych kilka minut. Nie wystarczy tylko wejść do zakładki „Dźwięk”. To by było za proste. Trzeba jeszcze kliknąć na trzy kreseczki u dołu ekranu, żeby otworzyć dodatkowe menu z tą funkcją. I naprawdę nie jest to takie oczywiste, bo w innych zakładkach ustawień pod tą ikonką jest ukryty jedynie odnośnik do cyfrowej instrukcji obsługi.

Pochwalić muszę za to nowy panel klimatyzacji, który nadal jest w głównej mierze dotykowy, ale zyskał fizyczne pokrętła do regulacji temperatury. Powróciły też tradycyjne przyciski-skróty do obsługi systemu multimedialnego oraz gałki od radia.

Wspomnieć też wypada o przeprojektowanej konsoli środkowej, która jest ukształtowana tak, że nie ogranicza miejsca na prawe kolano kierowcy i płynnie przechodzi w podłokietnik z głębokim schowkiem. No i zupełnie jak w autach starej daty mamy tu jeszcze przydatną półkę przed pasażerem.









A jak użytkuje się Tucsona na co dzień?
W moich notatkach testowych pierwsza uwaga na temat tego koreańskiego SUV-a brzmi „jak czołg”. Początkowo sprawia bowiem wrażenie niezbyt poręcznego, ale z czasem okazuje się całkiem zwrotny. Dobrze wypada też spójne, nieirytujące działanie systemów bezpieczeństwa – nie wyłączałem ich od razu po wejściu do auta, a to już coś.









Pod względem zachowania na drodze Tucson wypada dokładnie tak, jak można tego oczekiwać po SUV-ie z tego segmentu. Wbrew „sportowej” stylizacji N Line samochód nie jest ani trochę sportowy, co akurat dobrze w kontekście komfortu, a gorzej w kwestii prowadzenia. Jest poprawnie i bezpiecznie.

Najjaśniejszym elementem układu napędowego jest dla mnie z kolei 6-biegowy automat – lubię to rozwiązanie w hybrydach, bo zapewnia najbardziej naturalne odczucia. Szkoda tylko, że kierowca nie może wpływać na dobór przełożenia, co czasem by się przydało.





Zamiast zwykłej dźwigni Hyundai postawił na obracaną manetkę pod kierownicą, a łopatki służą do zmiany stopnia rekuperacji.
Tandem tworzony przez 1,6-litrowy silnik benzynowy T-GDI i jednostkę elektryczną dostarcza systemowo 239 KM, co w zupełności wystarcza do sprawnego napędzania tego SUV-a – nawet w trybie Eco auto wystarczająco dziarsko rwie do przodu. Nie pozostaje to jednak bez wpływu na spalanie…

Ile pali Hyundai Tucson Hybrid?
Średnie testowe zużycie paliwa na dystansie równo 600 km wyniosło 7,4 l/100 km według wskazań komputera pokładowego. Takie spalanie uzyskałem natomiast w poszczególnych warunkach:
- ok. 7,5-9,0 l/100 km w mieście
- ok. 8,5 l/100 km przy 120 km/h
- ok. 10,5 l/100 km przy 140 km/h
- ok. 5,5-6,0 l/100 km na drogach lokalnych

Przyznaję, że po tej hybrydzie spodziewałem się trochę niższego zużycia paliwa, ale z drugiej strony to spory, ważący ponad 1,6 tony SUV o mocy prawie 240 KM i z napędem na obie osie. W tym kontekście więc osiągnięte przeze mnie wyniki nie są wcale złe. Zwłaszcza że podobne spalanie miałem w dużo mniejszym i słabszym Jaecoo 5.

Teraz do rzeczy, jaka cena?
W promocyjnym cenniku na auta z roku modelowego i roku produkcji 2026 nowego Hyundaia Tucson można było mieć już za 141 900 zł. Tyle kosztowała bazowa wersja Modern z 239-konną hybrydą i przednim napędem.







Testowany N Line z napędem wszystkich kół to już wydatek minimum 192 900 zł. Ten konkretny egzemplarz otrzymał jednak opcjonalny lakier oraz dwa pakiety – Sun (szklany dach i matrycowe reflektory) oraz Luxury (m.in. wyświetlacz HUD, kamery 360 stopni, podgląd widoku z martwego pola i nagłośnienie marki Krell). To wywindowało jego cenę do 216 300 zł.

Po sześciu latach od premiery i trzech od liftingu Tucsonowi nadal udaje się trudna sztuka – choć jest powszechnym widokiem na naszych drogach, to jego wygląd jeszcze nie spowszedniał. W odświeżonej wersji jest przyjemniejszy w codziennym życiu, ale nadal trochę za dużo pali.
Hyundai Tucson Hybrid – dane techniczne
- silnik: 1.6 T-GDI HEV
- moc: 239 KM
- moment obrotowy: 380 Nm
- skrzynia biegów: 6-biegowa automatyczna
- napęd: 4x4
- przyspieszenie 0-100 km/h: 8,0 s
- prędkość maksymalna: 196 km/h
- średnie zużycie paliwa: 6,1-6,6 l/100 km
- długość: 453,5 cm
- szerokość: 186,5 cm
- wysokość: 165,5 cm
- rozstaw osi: 268,0 cm
- prześwit: 17,0 cm
- pojemność bagażnika: 616-1795 l
- masa własna: 1635 kg
- ładowność: 615 kg
- cena: od 141 900 zł
Z motoryzacją związany od dziecka - rodzinna legenda głosi, że jego pierwsze pełne zdanie wypowiedziane w języku polskim dotyczyło Fiata Tipo. W 2018 roku rozpoczął współpracę z redakcją tygodnika Motor, a przez kilka ostatnich lat pisał dla Wyboru Kierowców. Specjalizuje się w prezentowaniu i testowaniu motoryzacyjnych nowości, ale graciarstwo też nie jest mu obce. W swoim garażu trzyma między innymi Mercedesa W115, dwa Maluchy i Mustanga. W wolnym czasie przeważnie serwisuje swoje wozy albo jeździ nimi na zloty i rajdy, a czasami zdarza mu się nawet samemu zorganizować jakąś imprezę dla zabytków.