Hulajnogi na celowniku policji. 74 mandaty to dopiero rozgrzewka

Stołeczna policja skontrolowała w jeden weekend 325 hulajnóg i rowerów, wystawiając mandaty na ponad 30 tysięcy zł. Ministerstwo w tym samym czasie ogłasza projekt ustawy przeciw dzikiemu tuningowi – ten sam, który leży w szufladzie od zeszłego września.

Hulajnogi na celowniku policji. 74 mandaty to dopiero rozgrzewka

Odblokowana hulajnoga na chodniku przestała być wyjątkiem, a stała się normą. Każdy, kto chodzi po mieście, zna ten dźwięk: cichy świst z tyłu i elektryczny przecinak sunący tak, jakby limit 20 km/h był sugestią dla frajerów.

Państwo w końcu postanowiło zareagować, i to na dwa sposoby jednocześnie: policja wyszła w teren z mandatami, a ministerstwo wyciągnęło z szuflady projekt ustawy.

Zacznijmy od tego, co realne. W miniony weekend w Warszawie ruszyła akcja o kryptonimie e-Bike. Policjanci sprawdzili 325 użytkowników pojazdów elektrycznych – 187 hulajnóg, 90 rowerów i 22 inne UTO – i wypisali 74 mandaty na kwotę przekraczającą 30 tys. zł.

Stale rosnąca popularność pojazdów elektrycznych to rosnąca liczba wykroczeń. Trzech kierujących wróciło do domu pieszo, bo ich sprzęt trafił na przechowanie. W dwóch hulajnogach namierzono ingerencję w ogranicznik prędkości – i to jest dokładnie ten problem, o który ministerstwu chodzi.

Bo oto równolegle Ministerstwo Infrastruktury na krakowskich bulwarach przypomniało o swoim projekcie ustawy o homologacji pojazdów. Tyle że to nic nowego. Projekt o numerze UC95, którego konsultacje resort rozpoczął we wrześniu 2025 roku, leży w szufladzie już od blisko roku.

Zmiany nadchodzą, ale bez pośpiechu

Zgodnie z projektem Transportowy Dozór Techniczny dostanie prawo decydowania, jaki sprzęt w ogóle trafi do sprzedaży, i będzie mógł wycofywać z rynku hulajnogi, które konstrukcyjnie przekraczają 20 km/h. Firmy sprzedające odblokowane wynalazki mają dostać kary administracyjne.

Z kolei straż miejska ma zyskać uprawnienia do kontroli mocy i prędkości takich pojazdów. Wszystko rozsądne – i wszystko obiecywane od dawna.

Warto przy tym pamiętać, kto tak naprawdę jest na celowniku. Zmiany wycelowane są w pojazdy, które nierzadko mają parametry motoroweru – z mocą i prędkością, których żaden chodnik nie przewidział. A nie w odpowiedzialnych użytkowników na sprzętach zgodnych z obowiązującymi przepisami.

Problem w tym, że między jednym a drugim leży zaledwie cienka linia w postaci instrukcji rozbrojenia blokady na YouTubie, od których aż się roi w sieci. Producent zakłada ogranicznik, a internet daje łatwy i tani sposób na jego zdjęcie.

I spora część użytkowników się skusi, bo kto by dobrowolnie jechał wolniej, skoro sąsiad śmiga dwa razy szybciej. Nielegalne? Tak, ale dopiero jak ktoś to zmierzy. A mierzyć wciąż nie ma czym.

Mniej gadania, więcej robienia

Dziś policjant, który zatrzyma taką hulajnogę, w większości przypadków musi zdać się na oko i alkomat, bo hamowni mierzących realną prędkość konstrukcyjną po prostu nie ma. Projekt ma to zmienić, wyposażając służby w sprzęt i dając im podstawę prawną do wycofania urządzenia z ruchu. Brzmi jak koniec ery bezkarności – o ile ktoś kiedyś te przepisy uchwali.

Bo resort sam wpisał do dokumentów, że Rada Ministrów przyjmie projekt w pierwszym kwartale 2026 roku. Mamy lipiec, Rada Ministrów projektu nie przyjęła. Zamiast tego w kwietniu pojawiła się dopiero kolejna, poprawiona wersja tekstu, do której swoje uwagi wciąż zgłaszają przedsiębiorcy. Zapowiedzi zapowiedziami, a odblokowane hulajnogi jak jeździły, tak jeżdżą.

Do tego dochodzi drugi, osobny projekt – ten o parkowaniu wypożyczonych hulajnóg. Minister ogłosił go jako część pakietu, ale dotyczy on głównie tego, gdzie sprzęt wolno zostawić, a nie jak szybko wolno nim jechać. Sposobem poruszania się i mocą urządzeń akurat ten kawałek się nie zajmuje.

Na to wszystko nakłada się prawo, które już obowiązuje. Od 3 marca 2026 roku dziecko poniżej 13. roku życia nie może samodzielnie prowadzić hulajnogi na drodze, a od 3 czerwca kask jest obowiązkowy dla osób do 16. roku życia – tak stanowi nowelizacja ogłoszona w Dzienniku Ustaw pod pozycją 1676.

Sprzątanie przez bałagan

Wygląda więc na to, że rząd zakasał rękawy i zabrał się za sprzątanie. Oczywiście, jak to w polskim prawie bywa, nie może być zbyt prosto. Zamiast kompleksowego zbioru przepisów w jednym miejscu, mamy porwane i porozrzucane przy okazji różnych nowelizacji fragmenty – kaski uregulujemy tu, parkowanie tam, a limity jeszcze gdzie indziej.

A dziś? Dostajemy głównie PR-owe bicie piany. Policja idzie w teren i w jeden weekend rozdaje mandaty jak ulotki, a ministerstwo od roku obiecuje narzędzia mające uderzyć w źródło problemu, ale nadal poprawia w projekcie przecinki. Co nie przeszkadza w zorganizowaniu losowej konferencji, bo konferencja zawsze się przyda.

Weekendowa akcja wyłapie kilkudziesięciu delikwentów, ale w poniedziałek na te same chodniki wyjadą setki odblokowanych hulajnóg, bo prawo wciąż nie działa. Dopóki homologacja tkwi w konsultacjach, walczymy z powodzią wiadrem, i to takim z dziurą w dnie.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.