Duży Fiat już w Polsce. 89 900 zł i jest twój
Skoro Berlingo i Rifter, to czemu nie Fiorino? Stellantis wprowadza na polski rynek Fiata Qubo L – wersję osobową dobrze znanych kombivanów – i robi to z nazwą, która jest zarówno nowa, jak i stara jednocześnie.

Berlingo, Rifter, Combo, Partner, ProAce City, Doblo – pod różnymi markami od lat jeździ to samo auto. Stellantis z połączenia sił wykuł zgrany zestaw kombivanów, które dzielą podwozie, wnętrze i silniki, za to różnią się znaczkami na masce i cyferkami w cenniku. Teraz do tej gromadki dołącza jeszcze jeden nowy–stary znajomy: Fiat Qubo L.
Auto pojawiło się oficjalnie na Salonie Samochodowym w Brukseli w styczniu 2026 r. i jest niczym innym, jak osobową odmianą platformy dobrze znanej z Citroena Berlingo i Peugeota Riftera. W Polsce właśnie ruszają zamówienia, a ceny zaczynają się od 89 900 zł za wersję Pop z jednostką 1,5 100 KM.
Diesel wraca do łask
Qubo L to jedyny model w całej osobowej gamie Fiata, który w ogóle dostępny jest z silnikiem wysokoprężnym. Diesel w 2026 r. wśród osobówek to rzadki gatunek, więc Fiat poszedł tu mocno pod prąd – dosłownie i w przenośni.
Do wyboru są dwa warianty mocy: 100 KM z manualną skrzynią biegów lub 130 KM z manualną albo automatyczną przekładnią. Żadnego benzyniaka, żadnej hybrydy – czysta, staromodna prostota, za którą niemała część klientów jest w stanie zapłacić.

Model dostępny jest w dwóch wariantach długości nadwozia: krótszym, o długości 4,40 m i pięciu miejscach siedzących, oraz dłuższym, mierzącym 4,75 m, w którym zmieści się łącznie siedem osób. W tej drugiej wersji w środku stoją trzy niezależnie regulowane fotele, a trzeci rząd to dwa wysuwane siedzenia na prowadnicach.
A szafkę z IKEI przewiezie?
Fiat twierdzi, że wnętrze można skonfigurować na 144 sposoby. Zakładam, że nikt tego nigdy nie sprawdził i wszyscy po prostu przytaknęli na prezentacji. Bardzo bym chciał, żeby jakiś pracownik został oddelegowany do udowodnienia tej przechwałki.
Jeśli zastanawialiście się, ile schowków wam potrzeba – Fiat odpowiada, że dokładnie 27. A dzięki składanemu fotelowi pasażera z przodu przestrzeń ładunkowa może sięgnąć 3 metrów, co pozwala spokojnie przetransportować deski surfingowe, narty lub tę komodę z sieciówki, która „na pewno zmieści się w samochodzie”.
Qubo ma też kilka gadżetów oznaczonych angielskimi nazwami, które brzmią jak funkcje ze smartfona. Magic Window to otwierana szyba w tylnej klapie, pozwalająca sięgnąć do bagażnika bez otwierania całej klapy. Marketing Fiata uznał też najwyraźniej, że zwykła otwierana szyba brzmi zbyt nudno. Ponoć ma być przydatne w ciasnym garażu. Magic Top to panoramiczny szklany dach, jakbyś chciał wyciągnąć pasażera, stojąc w ciasnym garażu. Extended Grip Control to system dostosowywania trakcji na śliskich lub nieutwardzonych nawierzchniach. Nie jest to terenówka, ale przynajmniej błotnista leśna droga nie powinna go zatrzymać. Nie jest to też Magic, a przecież powinno.
Tylko co z tą nazwą?
Tylko czemu Qubo L? Kwestia nazewnictwa to dla mnie dziwny zgrzyt. Fiorino to marka z długą historią w gamie Fiata – pojawił się w 1977 r. jako mały van dostawczy, a od 2007 r. także jako kombivan w nowszej generacji. Wersja osobowa tego ostatniego nosiła nazwę Fiorino Qubo. W samym „Qubo” dopatrywać się można łacińskiego „cubus” (czyli sześcian), co idealnie wówczas pasowało do kanciastej sylwetki i pojemności auta. Teraz to samo słowo wraca, ale w połączeniu z literą L i bez Fiorino.

Stellantis mógł pójść prostszą drogą, nawiązując do rodzinnej tradycji włoskiego producenta. Ale – jak dobrze wiemy – koncerny motoryzacyjne czasem lubią same sobie robić pod górkę. Fiat miał gotową, rozpoznawalną nazwę z historią, ale uznał, że lepiej będzie wymyślić coś nowego. Efekt jest taki, że Qubo L brzmi bardziej jak tani głośnik Bluetooth z marketu niż rodzinny kombivan.
Być może uznano, że Fiorino i Doblo są zbyt robocze, zbyt dostawcze i zbyt mocno pachną firmą od klimatyzacji i glazury. Qubo L miało więc dostać bardziej „rodzinny” charakter. Problem w tym, że wyszło jak zwykle w korporacjach: zamiast prostego i zrozumiałego nazewnictwa dostaliśmy branding wymyślony podczas prezentacji w PowerPoincie.
I tak oto w 2026 r. Fiat sprzedaje Berlingo ze swoim znaczkiem jako Qubo L, chociaż mógł po prostu wskrzesić Fiorino i wszyscy byliby szczęśliwsi. Ale wtedy ktoś w centrali nie mógłby wpisać sobie do CV „opracowanie nowej strategii namingowej”.
Nowy Fiat wydaje się autem całkiem sensownym. Diesel, przesuwane drzwi, siedem miejsc, dużo schowków, gigantyczny bagażnik, dobra cena – wszystko się zgadza. Nie zgadza się tylko nazwa. Bo jeśli musisz tłumaczyć klientowi, skąd się wzięła, to znaczy, że ktoś już na etapie marketingu przekombinował.



















