SMS o naruszeniu przepisów na A2. 50 zł to nie okazja
Telefony kierowców znów zasypywane są wiadomościami o mandacie z fotoradaru, tym razem z autostrady A2. Nadawca podpisany CANARD albo GITD, kwota śmiesznie niska, link kuszący. I nic w tym SMS-ie nie jest prawdziwe.

Scenariusz zawsze wygląda podobnie. Zerkasz na telefon, a na ekranie świeci krótka informacja: przekroczenie prędkości na A2, mandat do zapłaty, pięćdziesiąt złotych, link do uregulowania sprawy. W innym wariancie jest mowa jedynie o „zaktualizowanej sprawie” i zachęta do sprawdzenia szczegółów. GITD po raz kolejny oficjalnie ostrzega przed tą falą. Takie SMS-y oszuści rozsyłają na przypadkowe numery, licząc po cichu, że akurat trafią na kogoś, kto jechał tą trasą i uwierzy.
Zabawne jest to, że oszustom najwyraźniej bardzo się spieszy. Aż za bardzo, bo odcinkowy pomiar prędkości na remontowanym fragmencie A2 między Warszawą a Łodzią rzeczywiście ma powstać i będzie najdłuższy w kraju, ale na razie istnieje głównie w zapowiedziach. Trudno dostać mandat z kamery, której jeszcze nikt nie włączył. GITD mówi to zresztą wprost: wskazanego systemu po prostu nie ma. Oszust sprzedaje więc karę za przejazd pod okiem urządzenia, które dopiero czeka na montaż.
Jak wygląda prawdziwe spotkanie z CANARD
Prawdziwa machina działa inaczej i znacznie wolniej. Jeżeli urządzenie zarejestruje przekroczenie, CANARD najpierw ustala właściciela pojazdu i wysyła mu wezwanie do wskazania kierującego. To jeszcze nie mandat, tylko formularz do wypełnienia. Właściciel dostaje do wyboru jedno z trzech oświadczeń: że prowadził sam, że wskazuje kogoś innego, albo że odmawia wskazania kierowcy.
Dopiero po odesłaniu takiego oświadczenia i zgodzie na przyjęcie mandatu przychodzi dokument z własnym, indywidualnym numerem rachunku. Całą tę procedurę opisuje zresztą sam inspektorat. Korespondencja idzie Pocztą Polską albo przez portal eBOK CANARD, do którego trzeba zalogować się samodzielnie. Nigdzie w tym opisie nie pojawia się SMS. Nie ma też linku do zapłaty.
Jeśli więc w wiadomości kusi odnośnik do szybkiego uregulowania grzywny, możesz ją skasować bez zbędnych nerwów. Ten pośpiech to właśnie fundament tego typu przestępstw. SMS ma skłonić odbiorcę do szybkiego kliknięcia. W wielu wariantach pojawia się krótki termin albo „ostatnia szansa”.
Diabeł siedzi w linku
Cel oszustów jest jeden: nakłonić odbiorcę do kliknięcia. Adresy w tych SMS-ach są sklejane tak, żeby przypominały strony rządowe: autostrada2.eu.cc, gov-kiv.eu.cc, a w starszych odsłonach gov-pl.eu.cc. Człon „gov” ma budzić zaufanie, tyle że prawdziwe serwisy państwowe korzystają wyłącznie z domeny gov.pl, zastrzeżonej dla instytucji. Reszta to przebranie uszyte na kolanie. Pod linkiem czeka strona, która grzecznie poprosi o dane karty, login do banku albo PESEL, często łudząco podobna do prawdziwej.
CERT Polska opisał w maju wariant, w którym podrobiono serwis CEPiK, a wklepane numery kart wędrowały prosto do przestępców. W jednej z odsłon oszuści podmienili nawet nazwę nadawcy tak sprytnie, że SMS lądował w wątku z powiadomieniami z mObywatela. Zaufanie do znajomej nazwy potrafi uśpić czujność. Oszuści nie ograniczają się zresztą do SMS-ów: wysyłają także e-maile, a nawet tradycyjne pisma w urzędowo wyglądającej kopercie, bo porządny papier dla wielu nadal waży swoje.

Niska kwota ma kusić
Czemu nie na przykład pięć tysięcy, tylko pięćdziesiąt złotych? Bo niska kwota nie boli i nie uruchamia odruchu „coś tu jest nie tak”. Przy pięćdziesięciu złotych część ludzi machnie ręką i postanowi zapłacić od razu, byle mieć spokój, zamiast dzwonić, sprawdzać i czytać procedury. Taniej kliknąć niż się zastanawiać. Na tej prostej arytmetyce ludzkiego odruchu opiera się cały przekręt, o którym pisaliśmy już przy poprzedniej odsłonie.
A że kamer przybywa w ekspresowym tempie, oszustom szybko nie zabraknie pretekstów. Im więcej żółtych skrzynek przy drodze, tym łatwiej uwierzyć, że się zagapiliśmy, któraś akurat nas złapała i tym razem mandat naprawdę się należy.
Zasada na koniec jest banalnie prosta i warto ją sobie zapisać z tyłu głowy: CANARD nie przysyła SMS-ów, GITD nie wkleja linków do płatności, a prawdziwy mandat ma numer konta, nie przycisk „zapłać teraz”. Podejrzaną wiadomość warto bezpłatnie przesłać na numer 8080, obsługiwany przez CERT Polska.
A jeśli naprawdę chcesz wiedzieć, czy coś przeskrobałeś na drodze, zadzwoń na infolinię CANARD pod 22 220 45 00. Ten numer, w odróżnieniu od tych z SMS-a, jest akurat prawdziwy.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.