W niedzielę zamknięto część drogi S17 z powodu uszkodzenia nawierzchni, na której pojawił się duży garb. Nie trzeba korzystać w ogóle z tej drogi.

Potrzebny był wypadek, by zamknęli w końcu fragment drogi S17 w stronę Warszawy. W niedzielę 28 czerwca kilka samochodów wzięło udział w wypadku na drodze ekspresowej w okolicy Żyrzyna w woj. lubelskim. Jedne źródła mówią o 6 pojazdach, inne o 3. Przyczyną było uszkodzenie nawierzchni.
Jest na tyle poważne, że droga S17 została zamknięta między węzłami Skrudki a Żyrzyn. Wytyczono objazd, ale może warto zastanowić się, czy w ogóle nie odpuścić podróży tą drogą. Stanie w korku w upale nie jest idealnym sposobem na rozpoczęcie urlopu.
Garb na drodze S17
Na drodze S17 utworzył się garb i wcale nie musiało tu dojść do jakiejkolwiek tzw. fuszerki. Jak dochodzi do takiego uszkodzenia nawierzchni możecie przeczytać w tekście Pawła Grabowskiego. Inną sprawą jest, czy do wypadku przez garb musiało dojść.
Na jezdni w stronę Warszawy pojawiło się bardzo duże wybrzuszenie. Z relacji kierowców wynika, że informowali zarządcę drogi o niebezpieczeństwie już w sobotę. Pojawiły się oznaczenia o obniżonym limicie prędkości na tej części drogi. To nie wystarczyło.
W niedzielę doszło do wypadku z udziałem kilku pojazdów, cztery osoby trafiły do szpitala. W tym miejscu utworzył się olbrzymi korek. Od osoby, która miała okazję go zobaczyć, wiem, że zapanowała tam panika. Kierowcy próbowali zawracać i jechać pod prąd, czym powodowali jeszcze większy chaos.
Obecnie nie da się jechać tą częścią drogi w stronę Warszawy, bo wytyczono objazd. Nie wiadomo jeszcze, jak długo trzeba będzie z niego korzystać. Może nie trzeba w ogóle?
Wielogodzinny korek w upał to największy koszmar
To się może śnić po nocach, sytuacja, gdy na zatłoczonej autostradzie dochodzi do wypadku i powstaje korek, w którym czeka się na upale kilka godzin, zanim nastąpi możliwość przejazdu.
S17 to główna droga ze wschodniej Polski do stolicy i nad morze. Na wysokości Warszawy można podjąć decyzję, czy skręca się na autostradę A2/A1 (nie wiem, po co ktoś miałby to czynić), czy wybiera się S7. Ale wcześniej za dużego wyboru nie ma. Kierowcy są praktycznie skazani na S17, która powinna być autostradą.
Kiedyś nazywana była jedną z najbardziej niebezpiecznych dróg w Polsce, właśnie ze względu na natężenie ruchu. Na pewno teraz nie zmalał. Osoby, które pamiętają czasy sprzed S17, wiedzą, że istnieją inne opcje. Niekoniecznie zaoszczędzimy czas - raczej w ogóle nie, chyba że objazd też się zakorkuje - ale może zyskamy spokojniejszą drogę.
Alternatywy dla S17
Do Warszawy da się dojechać tzw. Nadwiślanką, czyli drogą prowadzącą wzdłuż Wisły. Jest to droga w większości bez pobocza, ale dość przyjemna i bez dużego ruchu samochodowego. Do Warszawy wjeżdża się wtedy Wałem Miedzeszyńskim, który zapewnia możliwość wjazdu na południową obwodnicę, czyli na drogę S2.
Inny wariant to droga przez Kozienice i Górę Kalwarię. Ma lepszy standard niż Nadwiślanka, ale też większy ruch. Jej część prowadzi przez lasy, co stanowi przyjemny odpoczynek od ekspresówek i autostrad. Do Warszawy wjeżdża się wtedy drogą 79 od strony Piaseczna. Nie jest to najprzyjemniejszy wjazd świata, ale tak też dotrzemy do obwodnicy.
Obu tych wariantów zapewne nie pokaże wam nawigacja, ale nie wymagają kombinowania z ustawianiem miliona punktów pośrednich. Nadwiślanka ma numerek 801, a na Kozienice skręca się w drogę 738, w obu przypadkach z S12. Z S17 należy skręcić na Puławy, chyba że ktoś ma ochotę na wycieczkę krajoznawczą przez Nałęczów i Kazimierz Dolny, ale taki wariant naprawdę trudno polecić, bo wydłuży podróż w nieskończoność.
Podróżowanie drogami niższej klasy ma swój urok i trudno jest tam utknąć w kilkugodzinnym korku, ale tego wyprzedzania to już mogliby zakazać.
Redaktor prowadzący Autoblog.pl. Współtworzy dział Porady, choć stanowczo woli dział Jednoślady, gdzie testuje wszystko, co ma dwa lub trzy koła. Najchętniej jeździłby na co dzień Piaggio Ape, bo uważa, że koła z doczepionym dachem to wystarczający środek transportu. W połowie życia postanowił zostać dziennikarzem motoryzacyjnym i mu się udało. Pracował i wciąż współpracuje z DEKRA, a gdy nie ma go na Autoblogu, to jeździ po Polsce przeprowadzając audyty.