Wyprzedzanie powinno być zakazane. Ten weekend ujawnił zbyt wiele

Ostatni weekend przypomniał mi, że wyprzedzanie na jednopasmówkach nie wymarło. Myślałem, że czasy wyścigów troglodytów mamy już za sobą. Pomyłka.

Wyprzedzanie powinno być zakazane. Ten weekend ujawnił zbyt wiele

Kiedyś wyprzedzanie rzeczywiście było jedną z podstawowych umiejętności kierowcy. Bez niej trudno czasami było się przemieszczać po Polsce. Dominowały drogi jednojezdniowe, jeden samochód ciężarowy przed nami potrafił istotnie wpłynąć na czas podróży.

Miałem nadzieję, że ten Dziki Wschód jest już za nami. Niestety się pomyliłem. Mamy autostrady, ekspresówki, obwodnice i coraz lepsze samochody, a wciąż jeździmy jak zwierzęta. Żeby zobaczyć, jak ciągle jest źle, wystarczy wyjechać na drogę z jednym pasem ruchu w każdym kierunku.

Dawno nie jechałem drogą jednopasmową

Dawno nie przemieszczałem się tzw. zwykłą krajówką, która ma tylko jeden pas ruchu w jednym kierunku. Jeżdżę po nich, ale nie na dłuższych dystansach. Tym razem urozmaiciłem sobie podróż i pokonałem takimi drogami kilkaset kilometrów, po których straciłem wiarę w ludzkość.

Sam kiedyś dużo wyprzedzałem i uważałem to za normalny element jazdy, choć zawsze nienawidziłem wychodzących na czołówkę.

Wyprzedzanie w pewnym momencie, zanim pojawiła się sieć dróg ekspresowych, straciło sens. Ruch zaczął się zagęszczać, przez co zrobiło się zbyt niebezpieczne. Podejmowane ryzyko - a wyprzedzanie zawsze się z nim wiąże - przestało się opłacać i nie wpływało na czas podróży.

Pokornie jeździłem w niekończącym się wężu, aż nastał czas dróg ekspresowych. Wyprzedzanie na drodze z dwoma pasami ruchu w każdym kierunku, to już zupełnie inny świat. Nastała cywilizacja, ale chyba nie wszędzie.

Ekspresówki miały zakończyć ten temat

Rozbudowa sieci dróg ekspresowych i autostrad zmieniła sposób podróżowania. Wyprzedzanie przestało wymagać wjazdu na pas dla ruchu z przeciwnego kierunku, zniknęło 90 proc. ryzyka.

Wydawało mi się, że kierowcy zapomnieli, że coś takiego istnieje, że klasyczne wyprzedzanie na krajówce staje się czymś marginalnym, jakąś bezsensowną i nadmiernie ryzykowną czynnością. Przejazd przez wschodnią Polskę zmienił moje zdanie, a nawet mnie przeraził.

Jeden weekend wystarczył, żeby zmienić zdanie

Nie spodziewałem się, że tyle osób wyjdzie mi na czołówkę, zmuszając mnie do zwolnienia, czasami do hamowania. Nie wspominając o tych, którzy przyspieszali, gdy ja ich wyprzedzałem.

Mam nawet wrażenie, że przez brak treningu ta umiejętność w narodzie zanikła, że to nie jest zwykła głupota, tylko brak umiejętności. Trochę w głowie mi się nie mieści, jak dla iluzorycznych korzyści czasowych, a może dla podreperowania ego, ludzie ciągle są w stanie stwarzać niebezpieczne sytuacje drogowe. Poczułem się jak w latach 90.

Na rowerze sytuacja wygląda jeszcze gorzej

A przejazd rowerem po drodze krajowej dobił mnie całkowicie. Trochę przypadkiem jechałem "krajówką" bez pobocza przez około 10 kilometrów. Większość aut wyprzedzała mnie z zachowaniem bezpiecznego dystansu, ale kilka zmieściło się ze mną na moim pasie, co było skrajnie niebezpieczne.

Ale dobili mnie wyprzedzający, jadący z przeciwnego kierunku. Kilku z nich wyprzedzając, również postanowiło zmieścić się ze mną na moim pasie ruchu, zupełnie jakby mnie tam nie było. To już był trochę horror i ratowanie się ucieczką prawie do rowu.

Trudno jest mi wejść do głowy takiego człowieka i odtworzyć jego tok myślenia. Jest to dla mnie nie do pojęcia, jak można podejmować takie decyzje. Skoro nie bardzo radzimy sobie z ich podejmowaniem, może należy zakazać wyprzedzania na drogach jednopasmowych?

Zakaz wyprzedzania na jednopasmowych krajówkach

Bydłu trzeba postawić płot. Nie da się też zbudować infrastruktury, która w pełni zaspokoiłaby oczekiwania kierowców. Zakaz wyprzedzania mógłby obejmować drogi z jednym pasem ruchu w każdym kierunku.

Wyjątki mogłyby obejmować pojazdy takie jak: ciągniki rolnicze, maszyny wolnobieżne, motorowery, pojazdy objęte wyraźnie niższymi limitami prędkości. A z rowerzystami, to nie wiem, co zrobić, żeby przestali ich wyprzedzać na grubość gazety.

Nie ma sensu pozwalać na ryzykowny manewr tylko po to, żeby samochód jadący 93 km/h wyprzedził pojazd jadący 87 km/h. To się w żaden sposób nie spina. Nikt nie zyskuje, a wszyscy tracą, bo muszą poruszać się w środowisku drogowym tworzonym przez ludzi o mentalności pasożyta.

Ja bym się poświęcił, żeby już więcej nie oglądać samochodów wychodzących mi na zderzenie czołowe.

Grzegorz Karczmarz
Redaktor

Redaktor prowadzący Autoblog.pl. Współtworzy dział Porady, choć stanowczo woli dział Jednoślady, gdzie testuje wszystko, co ma dwa lub trzy koła. Najchętniej jeździłby na co dzień Piaggio Ape, bo uważa, że koła z doczepionym dachem to wystarczający środek transportu. W połowie życia postanowił zostać dziennikarzem motoryzacyjnym i mu się udało. Pracował i wciąż współpracuje z DEKRA, a gdy nie ma go na Autoblogu, to jeździ po Polsce przeprowadzając audyty.