REKLAMA

Myślałem, że w 2026 roku już tak nie robią. Changan CS75 Plus - test

Changan CS75 Plus najpierw dał mi nadzieję, a potem odarł ze złudzeń. Wiele cech tego auta mi pasuje, ale w obecnej jego postaci nie byłbym w stanie jeździć tym samochodem. Zdaję sobie sprawę, że wielu kierowców nawet nie zauważyłoby tej niedoskonałości.

Myślałem, że w 2026 roku już tak nie robią. Changan CS75 Plus – test

Changan to potężny chiński producent, choć u nas jego nazwa nie jest jeszcze bardzo znana. O jego wielkości powinien świadczyć fakt, że Mazda oferuje elektryczne auta opracowane na bazie jego samochodów. Tym bardziej dziwi mnie podejście do polskiego rynku, na który Changan wchodzi trochę na alibi.

Nie będę się przesadnie rozwodził nad opisem marki. Powiem tylko jedną ciekawostkę: jest to producent, którego auta występują u nas z dwoma logotypami. Auta czysto spalinowe noszą nazwę Changan i mają swój logotyp, nazwijmy go logotypem Changana. A elektryczne i hybrydowe wersje noszą nazwę Changan Deepal, zaś ich logotyp jest zupełnie inny. Koniec ciekawostki.

Model, który testowałem, to spalinowy Changan CS75 Plus, bez żadnego hybrydowego wsparcia. Początek był obiecujący.

Changan CS75 Plus – co to za auto?

Jest to oczywiście SUV, i to sporych rozmiarów. Wymiary stawiają go na jednej półce z takimi autami jak Omoda 9 czy Skoda Kodiaq. W skrócie powiem, że:

  • ma olbrzymi bagażnik,
  • jak na chińskie auto przyzwoicie się prowadzi,
  • jest bardzo dobrze wyciszony,
  • całkiem żwawo przyspiesza,
  • ma przyjemne audio,
  • za dużo pali,
  • sposób sterowania układem klimatyzacji sprawił, że wysiadłem z niego z ulgą.

Niestety muszę dodać, że jest to kolejny chiński producent, który wprowadza auta w trybie jednostkowego dopuszczenia, co czyni ich testy odrobinę pozbawionymi sensu.

Początki były piękne

Początki były piękne, nie kłamię – nadzieje zostały rozbudzone. Nie zwracałem za bardzo uwagi na wygląd zewnętrzny, ale auto sprawia wrażenie niezwykle wysokiego. Na pierwszy plan wysuwa się masywny przód. Mam czasami wrażenie, że projektanci projektują przód auta, a reszta przemyka bez echa. Trochę tak tu jest, ale to nie jest zarzut, po prostu to przód wyróżnia ten model na drodze.

Wsiadłem do tego chińskiego SUV-a, ruszyłem, od razu doceniłem wyciszenie i ucieszyłem się, że nie zrywa przyczepności jak inni chińscy koledzy. Nie jest to może król prowadzenia, daleko mu do niemieckich aut, ale na tle chińskiej konkurencji, która potrafi kompletnie nie znać takiego pojęcia jak kontrola trakcji, wypada przyzwoicie.

Galeria: 3 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Nie doceniłem pozycji za kierownicą, bo jest tu typowo po chińsku. Kierownica reguluje się w dwóch płaszczyznach, ale zakres tej regulacji jest niewielki. Fotel ma krótkie siedzisko, przez co wysokiemu kierowcy trudno jest zająć dobrą pozycję. Idealny profil kierowcy to ktoś z krótkimi nogami i długimi rękami. Wysokie osoby niech również uważają pod klapą bagażnika, jest nisko, mimo że zakres wznoszenia jest regulowany.

Układ kierowniczy pracuje lekko, ale nie dramatycznie lekko. Auto wciąż nie jest mistrzem trakcji, ale też nie mieli kołami już na samo spojrzenie na pedał przyspieszenia. Nie jest typowym chińskim gniotkiem, co stanowi solidną podstawę. I to wszystko udało się popsuć sposobem obsługi.

Galeria: 3 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Bez hejtu za wnętrze

Dużego plusa dałbym za estetyczne wnętrze, w którym zamiast jednego, wystającego z deski rozdzielczej ekranu, mamy taflę złożoną z trzech ekranów. Po co jest ten trzeci, nie do końca wiem, ale przynajmniej jest trochę inaczej niż bywa to zazwyczaj w chińskich SUV-ach.

Można na nim trochę poklikać, na przykład pograć w gry czy posterować muzyką. Niestety włączenie gry „kradnie” dźwięk ze wszystkich głośników i wszyscy w środku muszą słuchać, jak pasażer z przodu gra w Tetrisa. Raczej nie będzie to centrum rozrywki dla całej rodziny.

Galeria: 4 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Znakomity jest za to pomysł z głośnikami w zagłówkach. W połączeniu z dobrym wyciszeniem samochodu daje to świetny odsłuch podczas podróżowania z wyższymi prędkościami. Bardzo mi się to podobało, bardzo.

Auto ma bardzo dobrej jakości kamery, dające obraz dokoła pojazdu (w specyfikacji 540 stopni), tylko co z tego, skoro z przodu nie ma czujników parkowania. Z tyłu są obecne, ale z przodu nie odzywało się nic. Jest przednia kamera, ale kłopot polega na czymś innym.

Problemem jest to, że po włączeniu wstecznego biegu automatycznie pojawia się obraz z kamer, który znika od razu po włączeniu trybu D. W rezultacie nie widzimy obrazu z przodu, a system milczy, zero wsparcia.

Galeria: 4 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Żeby zobaczyć, co jest przed nami, musimy ręcznie włączyć kamery przyciskiem na kierownicy – i tak kilka razy, jeśli akurat parkujemy w ciasnej przestrzeni. Jakże pięknie zmarnowany potencjał tych kamer.

Wyłączone systemy

Europejskie przepisy homologacyjne wymagają, by nowe samochody miały liczne systemy bezpieczeństwa z przygotowanej listy. Jest to niezwykle ważny element oceny auta, bo ich wdrażanie różnie wychodzi producentom. Ten samochód ich nie miał.

Rzekłbym nawet, że nie kupiłbym teraz nowego samochodu bez wcześniejszego sprawdzenia, jak bardzo inwazyjne są te systemy – bo zazwyczaj są – i czy łatwo można je wyłączyć. W egzemplarzu testowym nie dało się tego zrobić, bo znanych mi systemów nie było. Nie działało tu tradycyjne monitorowanie uwagi kierowcy, nie było też powszechnego obecnie systemu rozpoznawania ograniczeń prędkości.

Galeria: 4 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Auto jest dopuszczone do obrotu na podstawie jednostkowego zezwolenia. Niektóre chińskie marki działają tak na naszym rynku, ale nie sądziłem, że w 2026 roku debiutujący na rynku poważny i duży koncern też zechce się w to bawić. Trochę odwagi, panowie Chińczycy.

Stopień niespójności z europejskimi przepisami jest tu posunięty naprawdę daleko i trudno mi odgadnąć, jak bardzo. Nawet wlew paliwa był pozbawiony obowiązkowej nalepki informującej o rodzaju paliwa akceptowanego przez ten samochód, co już naprawdę mnie zdziwiło.

Zdaję sobie sprawę, że wielu klientów ucieszy brak czasami bardzo natrętnych systemów. Nie winię ich wcale, a wcale, ale testowanie auta, które sprzedaje się na sztuki, trochę mija się z celem.

Z normalnej produkcji, zgodnej z europejskim systemem homologacji, wyszedłby już zupełnie inny samochód. Może nawet inaczej reagowałby na pedał przyspieszenia, a akurat w tym egzemplarzu ta reakcja mi się podobała, bo auto ładnie się zbierało. Przy konieczności obniżania emisji dwutlenku węgla i spełniania europejskich norm emisji spalin mogłoby zbierać się nieco słabiej.

Galeria: 3 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

System do poprawy

Było blisko szczerej, dobrej oceny, przynajmniej na tle chińskiej konkurencji. To duży SUV, który nie jest denerwująco miękki i żwawo przyspiesza nawet przy wysokich prędkościach. Dodatkowo jest nieźle wyciszony i ma audio, którego nie zagłusza szum przy 140 km/h, oraz bagażnik w stylu przepaści. To naprawdę spory kapitał.

Niestety po przejechaniu kilkuset kilometrów z ulgą wysiadłem z tego pojazdu. Z ulgą, ale nie z powodu jego cech mechanicznych, bo auto nie męczy i zapewnia przyzwoity poziom komfortu. Gubi go elektronika.

W trakcie podróży używałem Apple CarPlay. Auto obsługuje go bezprzewodowo, co jest miłe. Wprawdzie ładowarka bezprzewodowa głównie grzeje telefon, zamiast go ładować, ale nie czepiajmy się, bo to częsty przypadek.

Czepiajmy się tego, że z poziomu Apple CarPlay nie da się łatwo przejść do menu obsługi klimatyzacji. Zmiana ustawienia nawiewu lub temperatury i powrót do poprzedniego widoku wymagają nawet kilkunastu kliknięć oraz oderwania na ten czas wzroku od drogi. Był to użytkowy koszmar.

Auto dla nie-gadżeciarzy

Zdaję sobie też sprawę, że auto może znaleźć nabywców, którzy w życiu nie słyszeli o czymś takim jak Android Auto czy Apple CarPlay. Wtedy takiego kłopotu nie będzie, bo dostęp do ustawień – wciąż z poziomu ekranu – jest łatwy.

Na konsoli środkowej znajduje się tylko kilka fizycznych przycisków. Można dyskutować, czy przypisano im najtrafniejsze funkcje. Zapewne część kierowców wolałaby jednak przestawiać lusterka „ręcznie” albo ustawić wysokość świateł, a nie inicjować ten proces na ekranie.

Na ekranie środkowym funkcjonuje górne menu zawierające skróty do podstawowych funkcji. Oczywiście ono również nie działa przy włączonym Apple CarPlay, a w dodatku potrafi się zawiesić, fundując czarny pasek w poprzek ekranu.

Sam również, przy udziale komunikatów pojazdu, utrudniłem sobie życie. Nie zauważyłem, że tempomat uruchamia się selektorem służącym do wyboru kierunku jazdy, podobnie jak w Tesli. Zamiast tego próbowałem skorzystać z przycisków po lewej stronie kierownicy, które również służą do jego obsługi.

Bardzo się irytowałem, że tempomat nie działa, bo system zwracał komunikat, że nie może go włączyć, ponieważ prędkość pojazdu jest zbyt wysoka. I tak przejechałem kilkaset kilometrów, nie wiedząc, że nie jest to prawda.

Czy będzie poprawka?

Napisałbym optymistycznie, że wszystko to producent może załatwić poprawką oprogramowania – choć czujników z przodu oprogramowaniem nie dołoży. Ale czy na pewno będzie mu się chciało pisać oprogramowanie dla rynku, na który wprowadza auta na jednostkowym dopuszczeniu?

Muszę też wspomnieć, że występuje tu typowy dla aut z Chin problem z osiągnięciem komfortu termicznego wewnątrz pojazdu. Trzeba się przyzwyczaić, że należy ustawiać zupełnie inne wartości niż w europejskich pojazdach. Nie oznacza to, że auto nie zacznie nagle dmuchać zimnym powietrzem.

Liczyłem, że tutaj tego nie będzie, bo – jak pisałem – pierwsze wrażenie było bardzo zachęcające. Niestety jest to kolejne chińskie auto, w którym było mi znacznie chłodniej, niż chciałem i usiłowałem ustawić.

Changan nie wyróżnia się pod tym względem w żaden sposób, wręcz wykazuje cechy typowe dla wielu chińskich producentów. Szkoda, bo narobił mi smaku. Wyjmijcie z niego elektroniczne systemy i sterowniki układu klimatyzacji, a będzie fajnym samochodem.

Rodzinny samochód z gwiazdką

Wprawdzie pasażerowie tylnej kanapy mają do dyspozycji tylko jeden port USB, ale za to USB-C, a nie USB-A, jak przydzielono osobom siedzącym z przodu. Mają też bardzo dużo przestrzeni i płaską podłogę. O bagażniku już pisałem, przepaść z kołem dojazdowym.

Jest to więc bardzo przestronne auto dla rodziny, która nie korzysta zbyt intensywnie z multimediów, najlepiej nie korzysta z nich wcale, lubi wygodę podczas dalekich podróży, nie skupia się przesadnie na temperaturze oraz ma dużo pieniędzy na paliwo. Taka drobna gwiazdka.

Zużycie paliwa w Changanie CS75 Plus

Podejrzewam, że testowane auto nie będzie miało przesadnie długiego życia na naszym rynku, bo będzie musiało ustąpić miejsca wersjom hybrydowym. Tak dzieje się u innych chińskich producentów, a zakup wersji benzynowych staje się pozbawiony sensu.

Nie wiem też, czy w obliczu rosnących cen paliwa europejscy klienci wykażą entuzjazm wobec samochodu, który zużyciem paliwa specjalnie się nie przejmuje.

W mieście spalinowy Changan CS75 Plus bez problemu zużyje 12 l paliwa na 100 km. W sprzyjających okolicznościach może zejść do 10 l/100 km.

Przy prędkości autostradowej spokojnie skonsumuje 9 l/100 km, ale jeśli zwolnimy i wiatr będzie wiał w dobrą stronę, zejdziemy nawet poniżej 8 l/100 km.

Cena tego pojazdu jest dobra. Katalogowo kosztuje 149 900 zł, a od razu stosowane są promocje obniżające cenę zakupu. Trudno kupić auto tak obszerne za taką kwotę. Właściwości jezdne również są zachęcające, przynajmniej na tle chińskich rywali, a auto chętnie przyspiesza nawet przy wyższych prędkościach.

Wyciszenie dzięki podwójnej przedniej szybie to klasa, więc pojazd ma spory potencjał jako rodzinne auto do dalekich podróży. Tylko tyle tu dziwnych wpadek, a tak duży producent mógłby sobie darować wchodzenie do Polski za pomocą jednostkowych dopuszczeń.

Dane techniczne Changana CS75 Plus

  • silnik: benzynowy 1.5 turbo, czterocylindrowy
  • pojemność skokowa: 1494 ccm
  • moc: 181 KM
  • maksymalny moment obrotowy: 280 Nm
  • skrzynia biegów: automatyczna, ośmiobiegowa
  • napęd: na przednie koła
  • przyspieszenie od 0 do 100 km/h: 8,1 s
  • prędkość maksymalna: 190 km/h
  • pojemność zbiornika paliwa: 58 l
  • długość: 4770 mm
  • szerokość: 1910 mm
  • wysokość: 1705 mm
  • rozstaw osi: 2800 mm
  • prześwit: 190 mm
  • pojemność bagażnika: 725–1620 l
  • liczba miejsc: 5
Grzegorz Karczmarz
Redaktor

Redaktor prowadzący Autoblog.pl. Współtworzy dział Porady, choć stanowczo woli dział Jednoślady, gdzie testuje wszystko, co ma dwa lub trzy koła. Najchętniej jeździłby na co dzień Piaggio Ape, bo uważa, że koła z doczepionym dachem to wystarczający środek transportu. W połowie życia postanowił zostać dziennikarzem motoryzacyjnym i mu się udało. Pracował i wciąż współpracuje z DEKRA, a gdy nie ma go na Autoblogu, to jeździ po Polsce przeprowadzając audyty.

Tagi: