Bezwzględne więzienie za recydywę. Zmiana, na którą czeka Polska

Polaków dzieli właściwie wszystko – od tego, który majonez jest najlepszy, po to, jaki jest „właściwy” sposób jedzenia placków ziemniaczanych. Ale jest jeden temat, przy którym nagle robimy się jednomyślni jak nigdy: pijany kierowca z zakazem to nieszczęście dla nas wszystkich.

Bezwzględne więzienie za recydywę. Zmiana, na którą czeka Polska

Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiedział w środę rano kolejne zaostrzenie przepisów. Tym razem chodzi o ludzi, którzy mają sądowy zakaz prowadzenia pojazdów i kompletnie się tym nie przejmują. Projekt jest gotowy i w końcu ma zmienić to, co kompletnie nie działa. W określonych przypadkach sąd straci możliwość machnięcia ręką albo wystawiania piątego, szóstego, siódmego zakazu prowadzenia pojazdów. Żadnych zawiasów, żadnych prac społecznych przy grabieniu liści – prosto do zakładu karnego.

Radykalnie? Owszem, bo tak powinno być od początku.

Naród kłótników, który akurat tutaj kiwa głową zgodnie

Pokażcie mi drugą sprawę, w której zgadza się siedmiu na dziesięciu Polaków. Niewiele się takich znajdzie. A według badań publiczny rejestr osób z zakazem prowadzenia popiera 68 proc. badanych, z czego aż 44 proc. wskazało odpowiedź „zdecydowanie tak”. Najskuteczniejszy sposób na drogowych recydywistów? 31 proc. wskazało ostrzejsze kary bezwzględnego więzienia. Mnie nie pytano, ale znalazłbym się w tym gronie.

Innymi słowy: jako naród wolimy zamykać niereformowalnych amatorów jazdy po napojach wyskokowych niż dorzucać kolejne znaki ograniczenia prędkości dla wszystkich. Tu nie ma podziału na lewicę i prawicę. Tu jest podział na trzeźwych i tego mistrza kierownicy, który właśnie wydmuchał półtora promila.

Sześć dożywotnich zakazów. Komplet kolekcjonerski

Skąd ten pomysł akurat teraz? Bo rzeczywistość regularnie podrzuca scenariusze, które mogłyby załapać się do serialu komediowego, gdyby nie to, że kończą się czyjąś śmiercią.

kalibracja alkomatu

Pod Otwockiem policja zatrzymała 43-latka w Seacie. Zanim mundurowi zdążyli wyjąć alkomat, przywitała ich woń gorzelni, od której może zakręcić się w głowie. Po wpisaniu danych do systemu okazało się, że pan kierowca ma na koncie sześć orzeczonych dożywotnich zakazów prowadzenia.

Sześć. Ten człowiek zbierał je jak niegdyś zbierało się znaczki albo „turbówki”, tyle że zamiast klasera wypełniał kartotekę.

Minister w końcu nazwał problem wprost: taki kierowca często jest alkoholikiem, osobą uzależnioną, a krótki pobyt w zakładzie karnym bywa ratunkiem – i dla niego, i dla ludzi, których mógłby rozjechać po drodze.

Prawo niby jest, tylko nie gryzie

Odpowiedni paragraf istnieje od dawna. Złamanie sądowego zakazu prowadzenia to przestępstwo z art. 244 Kodeksu karnego, zagrożone karą od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności. Tyle teoria. W praktyce sądy najchętniej sięgały po zawiasy i prace społeczne, więc recydywista wracał za kółko szybciej, niż zdążył wytrzeźwieć.

Sam minister miał wydać prokuratorom wytyczne, by domagali się surowych kar. Nie zadziałało tak, jak liczył. Stąd pomysł na rozwiązanie, którego sędziowie szczerze nie znoszą – obligatoryjność. Sąd nie będzie mógł, sąd będzie musiał.

Na Autoblogu pisaliśmy o tym wielokrotnie. Choćby o gościu, który schował się przed odsiadką w spłuczce, byle nie iść siedzieć za jazdę mimo cofniętych uprawnień. Pomysłowość godna lepszej sprawy.

Liczby, które nie chcą maleć

A skala? W samym tylko 2025 roku policja ujawniła 92 532 kierujących pod wpływem alkoholu. W wypadkach spowodowanych przez nietrzeźwych zginęło 137 osób. Podkreślę tu tylko co, o czym zawsze przypominam sam sobie przy pisaniu takich zdań – na ekranie to tylko suche cyferki, ale w rzeczywistości to 137 bardzo realnych dramatów.

Mało? To dorzućmy do tego, że w tym samym 2025 roku sądowy zakaz prowadzenia złamało 16,7 tys. osób. To populacja miasteczka powiatowego, które jeździło wbrew wyrokom. I o ile zwykle „dokręcanie śruby” ostrzejszymi karami postrzegam jako „korzystanie z okazji” przez rządzących, tak tutaj akurat nie mam żadnej litości. Jestem za tym, żeby ich wsadzać, karać jak najsurowiej, usuwać każdym możliwym sposobem z naszych dróg.

Od stycznia 2026 roku obowiązują już ostrzejsze przepisy, z obligatoryjnym dożywotnim zakazem i konfiskatą auta przy recydywie, ale o ich skuteczności przekonamy się dopiero za jakiś czas.

policja kontrola drogowa

Wnioski wszyscy znamy: kolejne zakazy nakładane na kogoś, kto zebrał ich już sześć i ma je głęboko w szufladzie, działają mniej więcej tak jak żółta kartka pokazana słupkowi. Czas w końcu przestać udawać, że „więcej tego samego” cokolwiek zmieni.

Czy to zadziała? Zobaczymy

Część ekspertów ostrzega, że prawo pisane pod emocje potrafi się zemścić, a sztywna obligatoryjność uderzy czasem i w kogoś, kto popełnił błąd, a nie zbierał zakazy hurtowo. Tylko jeśli jedziesz po pijaku, łapią cię, idziesz do sądu, dostajesz wyrok i zakaz prowadzenia pojazdu, a mimo to wsiadasz ponownie, to nie jest to „błąd”. A później robisz to jeszcze raz. I jeszcze raz.

Sądy nie lubią, gdy ustawodawca odbiera im możliwość ważenia okoliczności. Tyle że przy recydywiście z kolekcją dożywotnich zakazów to ważenie okoliczności jakoś dotąd kończyło się kolejnym zawieszeniem, kolejnym rajdem po „jednym piwie” i potencjalnie kolejną ofiarą na drodze.

Polaków poróżni jeszcze niejedno. Ale akurat tutaj, między miłośnikami kiełbasy a wegetarianami, między lewicą a prawicą, między fanami Kieleckiego a stronnikami Winiar, panuje rzadka zgoda: pijany za kółkiem to zło, dotychczasowe zakazy nie działają, więc czas spróbować czegoś, co naprawdę zaboli.

Projekt jest gotowy. Teraz tylko żeby nie utknął tam, gdzie utykają w Polsce najlepsze pomysły – w wykazie prac rządu.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.