Audi RS 5 ma 639 KM, silnik V6 i akumulator pozwalający przejechać ponad 80 km bez benzyny. Nie mógłbym spać po nocach, gdybym nie sprawdził, czy da się taką spalinową bestią jeździć wyłącznie jak elektrycznym samochodem.

Hybryda plug-in najbardziej pasuje do garażu z własnym gniazdkiem. Płacimy wtedy niewiele za prąd, a może nawet 0 zł, auto jeździ na nim na co dzień, a w trakcie dłuższej trasy włącza się silnik spalinowy. Brzmi jak gotowy przepis na sukces przy godzeniu dwóch światów. Ja nie mam jednak ani garażu, ani własnej ładowarki, ale miałem za to na kilka dni Audi RS 5.
Audi RS 5 to pierwszy model Audi Sport z napędem hybrydowym typu plug-in. Jego układ łączy silnik 2.9 V6 biturbo z jednostką elektryczną, rozwijając łącznie 639 KM i 825 Nm. Samochód przyspiesza do 100 km/h w 3,6 s, ale potrafi również przejechać ponad 80 km bez uruchamiania silnika spalinowego. I ta opcja mnie kusiła.

Na prądzie, ale bez własnego prądu
Postanowiłem sprawdzić, czy tę drugą umiejętność samochodu da się wykorzystać bez własnego źródła prądu. Przez kilka dni jeździłem RS 5 wyłącznie w trybie elektrycznym, ładując go przy supermarketach i w innych publicznych punktach. Nie zużyłem ani kropli benzyny, nie spędziłem połowy tygodnia pod ładowarką, a przejechanie 100 km kosztowało mnie mniej niż tankowanie samochodu.
Żeby przetrwać bez paliwa, musiałem zbadać, czym tak naprawdę dysponuję. Układ elektryczny Audi RS 5 pracuje pod napięciem 400 V. Silnik elektryczny zintegrowany z ośmiobiegową skrzynią tiptronic ma moc 130 kW, czyli 177 KM, ale najważniejsze jest to, skąd czerpie energię do pracy.

Energia pochodzi z akumulatora o pojemności 25,9 kWh brutto, z czego 22 kWh jest dostępne dla kierowcy. Bateria pozwala przejechać do 84 km w trybie elektrycznym. Można ją ładować wyłącznie prądem przemiennym z mocą do 11 kW, a uzupełnienie energii do 100 proc. trwa około 2,5 godziny.
Na papierze wyglądało to nieźle, nie spodziewałem się, że sportowe auto zaoferuje mi kilkadziesiąt kilometrów wyłącznie na prądzie. Pozostało tylko wymyślić, skąd będę brał energię elektryczną. Okazało się, że nie było to wyzwaniem. Akurat uruchomiono obok mnie stację ładowania na parkingu jednego z supermarketów. Zapoznałem się z cenami, sprawdziłem, że stacja dysponuje odpowiednim złączem, i ruszyłem w drogę. Przy okazji odkryłem, że ładowanie prądem przemiennym ma swoje zalety, bo ceny 1 kWh są znacznie niższe niż w przypadku ładowania prądem stałym.

W elektryczną drogę
Dopilnowałem, żeby nie skazić testu benzyną. Włączyłem opcję, dzięki której auto automatycznie uruchamia się w trybie EV. Było wówczas napędzane wyłącznie przez silnik elektryczny. Przycisk wyboru tego trybu znajduje się na konsoli środkowej, ale automatyczne uruchamianie samochodu w trybie EV można ustawić z poziomu środkowego ekranu. Zielone podświetlenie dedykowanego przycisku przypominało mi, w jakim trybie się poruszam.
Można też wybrać poziom energii, jaki auto ma osiągnąć podczas ładowania. Cena na jakiejś stacji wam nie odpowiada i chcecie tylko trochę się podładować? Nie ma problemu. Za pomocą odpowiedniej opcji w menu ustawicie, jaki poziom energii będzie wystarczający. W tym samym miejscu znajdziemy też możliwość ustawienia poziomu energii, jaką chcemy zachować w akumulatorach. Ja nie chciałem zachowywać, chciałem wyjeździć ten prąd do zera, ale nie było to takie proste.

Nie robiłem zakupów 2,5 godziny
Wiem też, co powiecie o zakupach: 2,5 godziny potrzebne do naładowania akumulatora do 100 proc. oznacza dość długie zakupy. Nie okazało się to jednak żadnym problemem, nigdy nie spędziłem w sklepie tyle czasu.
Po pierwsze, mam ładowarkę w odległości kilku minut spaceru od domu. Pozostawienie auta i powrót po nie po czasie ładowanie nie był kłopotem. Wiedziałem, o której godzinie mam się pojawić, ponieważ auto na podstawie dostępnej mocy wskazuje przewidywany czas ładowania.

Poza tym ładowanie auta nie musi być celem jakiegokolwiek wyjścia z domu. Energię można uzupełnić w większości galerii handlowych i pod ogromną liczbą sklepów. Słupki umożliwiające ładowanie prądem przemiennym są tam częstsze niż ładowarki zapewniające wysoką moc i wykorzystujące prąd stały.
I nie, nie każde moje ładowanie trwało 2,5 godziny. Nawet nie musiałem sprawdzać, ile trwa, bo ładowałem samochód przy okazji. Pobliski sklep ze stacją ładowania odwiedzam co najmniej dwa razy w tygodniu. Oprócz tego odwiedzałem inne miejsca, które zapewniały możliwość ładowania. Właściwie miałem więcej okazji do podłączenia samochodu, niż potrzebowałem.

Taka okazja dla każdego może wyglądać inaczej. Ktoś będzie uzupełniał energię podczas ćwiczeń na siłowni, a ktoś inny podczas pobytu w kinie. I nie, ani trening ani film nie muszą trwać dokładnie 2,5 godziny. Energię elektryczną można uzupełniać od dowolnego poziomu naładowania. Nie trzeba czekać, aż spadnie on do zera.
Dodam, że żadna z wybranych przeze mnie stacji nie naliczała opłat za pozostawienie podłączonego samochodu po zakończeniu ładowania. A to jest standard w przypadku ładowania samochodu elektrycznego prądem stałym.
100 km za 35 zł
Ktoś może powiedzieć, że osoba kupująca Audi RS 5 nie szuka oszczędności. Może dlatego, że nigdy nie miał takiej możliwości. Energia elektryczna może tu pomóc. Wspominałem już, że sprawdziłem ceny 1 kWh na stacji ładowania. Stawka wynosiła 1,85 zł. Za 1 kWh energii elektrycznej da się zapłacić mniej, nawet poza własnym domem. Wystarczy przestudiować oferty operatorów, a czasami wybrać abonament.

Ja żadnego abonamentu nie miałem, ale mogłem skorzystać aż z trzech sposobów płatności tylko na jednej stacji. Pierwszym była aplikacja sklepu, a drugim usługa zewnętrznego operatora, w którego roamingu dostępna była ta sama ładowarka.
Druga opcja mogła być atrakcyjna dla osób, które nie chcą przywiązywać się do ładowania wyłącznie w jednym miejscu. Mogłem też zapłacić ad hoc za pomocą terminala na stacji ładowania, wcześniej ustawiając maksymalną kwotę, jaką chciałem wydać. Ten system jest już rozwinięty i daje wiele możliwości.
Katalogowe zużycie energii Audi RS 5, czyli uśredniona wartość w cyklu łączonym, wynosi 17,7–18,7 kWh/100 km. Taki wynik przy stawce obowiązującej na „mojej” stacji umożliwia przejechanie 100 km wyłącznie na prądzie za niecałe 35 zł.

Najczęściej podawaną przez producenta wartością są 84 km zasięgu na prądzie. To daje bliżej 26 kWh zużytej energii na każde 100 km. Wtedy koszt przejechania 84 km wyniósłby 40,70 zł. Aż trudno uwierzyć w taką wartość w przypadku samochodu o mocy 639 KM, wyposażonego w silnik spalinowy o dużej pojemności.
Nie szukałem ładowarki
Ani razu nie musiałem zastanawiać się, gdzie naładuje auto. I to nie dlatego, że znam położenie większości stacji ładowania w okolicy. Nawigacja pojazda wspiera wyszukiwanie punktów ładowania. Zanim dokądś ruszyłem, mogłem zobaczyć, czy będę miał tam dogodną możliwość podpięcia go do ładowania.

Decydowałem się na to rzadko, bo ten prąd nie bardzo chciał się kończyć. Trudno było mi zużyć zgromadzoną w akumulatorach energię. Starałem się, ale jazda miejska to utrudnia. Mało kto przejeżdża więcej niż kilkanaście km dziennie.
Najczęstsze dystanse wiodą do pracy, z pracy i na zakupy. Wyjeżdżenie w ten sposób 84 km jest trudne. Żeby stanąć przed koniecznością zaprzęgnięcia do pracy silnika spalinowego, jeżdżąc uparcie w trybie EV, musiałbym wyruszyć poza granice miasta. I nawet wiedziałbym, gdzie dokładnie skończy mi się prąd.

Po naładowaniu do pełna mogłem w nawigacji pojazdu podejrzeć, jak daleko dojadę z wykorzystaniem zmagazynowanej energii elektrycznej. To ułatwia planowanie podróży osobom z niechęcią do spalania benzyny.
Spalinowym na prądzie?
Po co kupować samochód spalinowy, żeby jeździć na prądzie? Tak może zapytać ktoś, kto nie ma jeszcze doświadczenia w korzystaniu z elektromobilności. Oszczędności nie są jedynym argumentem. Silnik elektryczny umożliwia osiągnięcie tak wysokiej mocy całego układu, a jazda wyłącznie na prądzie nie zmienia charakteru samochodu.

Oczywiście w trybie elektrycznym Audi RS 5 nie udostępnia pełnych 639 KM. Samochód korzysta wówczas wyłącznie ze 177-konnego silnika elektrycznego. Nie zmienia to jednak tego, jak auto się prowadzi, skręca czy hamuje. W dodatku wciąż towarzyszy nam dźwięk układu wydechowego. Magia? Nie, to głośniki. Zapewniam, że nie odróżnicie generowanego przez nie dźwięku od prawdziwego brzmienia układu wydechowego.
Udało mi się przez kilka dni jeździć wyłącznie na prądzie, nie zużywając ani kropli benzyny. Nie jest to oczywiście jedyny sposób użytkowania Audi RS 5. Wiele osób zapewne wybierze któryś z trybów hybrydowych, w których zużycie paliwa jest łączone ze zużyciem energii elektrycznej, mając do dyspozycji pełnię mocy. Dla innych spędzenie kilku dni wyłącznie z energią elektryczną może być wstępem do rozwinięcia przygody z elektromobilnością.

Redaktor prowadzący Autoblog.pl. Współtworzy dział Porady, choć stanowczo woli dział Jednoślady, gdzie testuje wszystko, co ma dwa lub trzy koła. Najchętniej jeździłby na co dzień Piaggio Ape, bo uważa, że koła z doczepionym dachem to wystarczający środek transportu. W połowie życia postanowił zostać dziennikarzem motoryzacyjnym i mu się udało. Pracował i wciąż współpracuje z DEKRA, a gdy nie ma go na Autoblogu, to jeździ po Polsce przeprowadzając audyty.