REKLAMA

Bujnąłem się w Audi RS 5. Kochanego ciałka nigdy nie za wiele

Nowe Audi RS 5 nie bierze żadnych jeńców i nie pozostawia obojętnym. Albo je kochasz, albo nienawidzisz. Nie ma innej opcji, a wszytko przez jedną wadę lub zaletę.

Bujnąłem się w Audi RS 5. Kochanego ciałka nigdy nie za wiele

Nowe Audi RS 5 wygląda zjawiskowo i nie przyjmuję żadnego głosu sprzeciwu. Jest poszerzone o 8 cm względem cywilnej wersji i jeżeli ktoś uważa, że to nie dużo, to jest w błędzie. Te kilka centymetrów diametralnie zmienia wygląd samochodu, zwłaszcza że część poszła w błotniki, przez co nabrały cudownej obłości. Zwykłe Audi A5 wydaje się przy RS 5 zbyt delikatne, zachowawcze. 

Wygląd i właściwości jezdne tego auta zostały już u nas omówione szeroko, więc nie ma sensu się powtarzać. Przeczytajcie te teksty:

A ja skupię się na jednej rzeczy, która polaryzuje absolutnie wszystkich. Układ napędowy nowego Audi RS 5.

Hybryda - kochasz i nienawidzisz

Nowe Audi RS 5 jest hybrydą plug-in, co powoduje kilka różnych doświadczeń. Zacznijmy od początku. Na układ składa się 2.9-litrowy silnik V6 o mocy 510 KM oraz silnik elektryczny o mocy 177 KM. Łączna moc układu to 639 KM, a moment obrotowy wynosi aż 825 Nm. 

Użycie hybrydy pozwoliło na wzmocnienie osiągów - do setki startujecie w 3,6 w, prędkość maksymalna wynosi 250 km/h,  a jak zaznaczycie w konfiguratorze jedną opcję, to podniesiecie ją do 285 km/h. 

Dzięki pojemności baterii 25,9 kWh możecie na prądzie przejechać do 83 km, ale nie wiem co trzeba zrobić, żeby osiągnąć taki wynik. Realnie przejedziecie około 50 km, więc to Audi potrafi być bardzo oszczędne. Idealnie nadaje się na dojazdy do pracy i wokół komina. Ładuje się z modą do 11 kW i zajmuje to około 2,5 godziny.

Użycie hybrydy pozwala również na lepszą pracę napędu. Nie ma tu żadnego zawahania, laga znanego ze skrzyni koncernu VAG. Jest brutalne przyspieszenie, które może być dostępne w każdej chwili. Chcecie jeździć wolno i elektrycznie, to macie taką możliwość, ale prawdziwe zalety ujawniają się podczas korzystania z pełnego dobrodziejstwa inwentarza. 

Hybryda na jednak wady. Pierwsza to mała pojemność bagażnika - ten liftback na trochę ponad 300 litrów, więc bardziej pasuje to do segmentu B, a nie D. To można trochę poprawić wybierając Avanta. Jednak nie da się poprawić największej wady RS 5. Jej wagi.

Audi robi co może - przyczepia baterię do ramy, obniża środków ciężkości, zwiększa sztywność nadwozia. Stosuje magiczne sztuczki, algorytmy nieprzerwanie monitorują sytuację na drodze i błyskawicznie dopasowują charakterystykę samochodu do aktualnej sytuacji. Naprawdę dzieją się tu rzeczy, które ocierają się o magię. Szkopuł w tym, że żadna magia nie pomoże na nadwagę. Wiem co mówię, bo sam próbuję różnych sztuczek, by ukryć swoją. Nie da się. 

To jest największy problem Audi RS 5. Wagę czuć w zakrętach, a także podczas zamiatania tyłem, bo to auto wyposażone jest w tryb drifty, który pozwala sądzić tłuste boczury na drogach niepublicznych. Mimo że banan nie schodzi wam z twarzy, to czujecie, że księżniczka ma kilka kilogramów za dużo. Pięknie się uśmiecha, zaprasza do tańca, daje komplementy, bo to auto ma niski próg wejścia jeżeli chodzi o umiejętności. Wiesz, że to może być miłość na zawsze, ale musisz pogodzić się z faktem, że te kilogramy będą zawsze. 

Zastanawiałem się czy to mi przeszkadza. Na początku byłem bardzo sceptyczny, obejrzałem się. Powiedziałem nawet, że nie widzę sensu brania tego auta, skoro nadal mogę kupić wspaniałe M3 lub M4, które nie mają jeszcze dodatkowych kilogramów, a dają wiele frajdy. Moi znajomi zachwyceni tym autem mówili, że jest piękne, potężne i braliby je jak źli, gdyby tylko mieli odpowiednią zdolność leasingową. Ta musi być duża, bo na start trzeba mieć pół miliona złotych, a grzech nie zaznaczyć kilku opcji, w tym pakietu Sport, który daje ceramiczne hamulce, większe felgi i lepszy wygląd. To są potężne pieniądze. 

Im dłużej jeździłem, tym bardziej doceniałem ten samochód. Prowadzi się świetnie, możesz poczuć się za jego kierownicą jak mistrz, bo w trybie komfortowym jest potulnym barankiem, w dynamicznym autem sportowym, które jest banalnie proste do opanowania, a dopiero tryby RS zmieniają charakterystykę na taką, która wymaga więcej zaangażowania. Jednak to nadal auto, które jest łatwe do opanowania. I to jest zaleta Audi, że kierowca się doskonali, pozwala sobie na więcej. 

Tryb driftu, który sprawia, że moc wędruje na tył, potrafi zaskoczyć, na mokrym mamy wręcz bestię, ale zaręczam wam, że szybko się nauczycie jak opanować ten samochód i jak poprawić swoje umiejętności. Cieszyłem się z każdego dnia w tym samochodzie. Jeździłem dużo na sportowych ustawieniach, żeby słuchać tego silnika. Niektórzy powiedzą, że w porównaniu z poprzednikiem jest mniej charakterny, ale nadal potrafi przyjemnie zabulgotać. Słuchać go z daleka i jest to piękne. 

Czasem kark będzie bolał od przeciążeń, czasem będziesz miał ochotę jechać powolnie, ale to zawsze będzie twoja decyzja. Po tygodniu w tym aucie, spaleniu paliwa za jakieś chore kwoty, bo Audi RS 5 bez problemu łyka 15 litrów przy szybszej jeździe, ale nadal w granicach rozsądku, uzmysłowiłem sobie, że mógłbym się zestarzeć z tym autem. Bo czasem nie liczą się kilogramy, tylko charakter, a jego nie sposób odmówić Audi RS 5. Takich aut jest coraz mniej.

Paweł Grabowski
Redaktor

Dziennikarz Autoblog.pl. Poprzednio pisał dla serwisu Bezprawnik.pl, dla którego stworzył ponad 200 tekstów. Od 10 lat zajmuje się również kontrolą jednostek samorządowych, ale od zawsze jego marzeniem było pisać na tematy motoryzacyjne. Do redakcji dołączył w październiku 2020 r. Specjalizuje się w zdjęciach szpiegowskich, wizualizacjach, modelach marki BMW oraz zmianach w prawie, które bezpośrednio wpływają na motoryzacyjny świat. Obudzony w nocy potrafi wymienić zalety poszczególnych silników niemieckiej marki. Potrafi wydobyć z czeluści internetu informację na dowolny temat. Jeździ ostatnim klasycznym BMW, ale nocami marzy o BMW X6.