Rząd wprowadza obowiązek apteczki, ale jakoś zapomniał napisać, co ma się w niej znaleźć. Genialne. Zostajemy więc z pytaniem, na które państwo odpowiedzieć nie chce – więc odpowiedzą medycy.

Dawno nie pamiętam takiego kuriozum jak projekt nowelizacji rozporządzenia o warunkach technicznych. Ministerstwo Infrastruktury każe wozić apteczkę w nowych autach, ale o jej zawartości milczy jak zaklęte. Ani listy, ani normy, ani jednego bandaża wymienionego z nazwy.
Pisałem już o tym, że nowy obowiązek złapie wyłącznie auta zarejestrowane po 31 marca 2027 roku, więc miliony kierowców przepis w ogóle nie dotknie. Ale nawet ci, których obejmie, zamiast klarownej instrukcji dostają zagadkę.
Resort macha ręką i stwierdza, że przecież większość zestawów w sklepach i tak trzyma się niemieckiej normy. I to jest cała polityka państwa: standardu nie ustalamy, bo przecież Niemcy mają. Skoro więc ustawodawca odsyła nas do Berlina, to od niego zaczniemy.
Co mówi norma
Punktem odniesienia dla większości gotowych apteczek jest DIN 13164 – niemiecki standard, który określa, co ma się znaleźć w pudełku. W wersji z 2022 roku są to między innymi:
- rękawiczki jednorazowe,
- koc ratunkowy,
- chusta trójkątna,
- nożyczki,
- kompresy na rany,
- opatrunki różnych rozmiarów,
- bandaże i plastry,
- dwie maseczki, które dorzucono po pandemii.
To takie rozsądne minimum (może oprócz maseczek). Zawartość dobrano tak, żeby dało się opatrzyć ranę i zabezpieczyć poszkodowanego, zanim dojedzie karetka.

Polski poradnik wylicza podobnie: opaska uciskowa, ustnik do sztucznego oddychania, koc termoizolacyjny, chusta trójkątna, środek dezynfekujący, jałowe bandaże, plastry z opatrunkiem i rękawiczki ochronne.
To nie jest wiedza tajemna. Zestaw za te słynne kilkadziesiąt złotych spokojnie spełnia rolę, o ile ktoś się do niego kiedykolwiek dogrzebie.
Bo warto przy tym zaznaczyć, że apteczka ma sens pod warunkiem, że wiesz, gdzie jest. Nie „gdzieś w bagażniku”, nie „powinna być tutaj”, nie „pod podłogą”.
W razie potrzeby liczą się sekundy. Podobnie z wyposażeniem – sam wożę stazę i umiem ją założyć tak komuś, jak i sobie, w tym jedną ręką.
Warto dorzucić też parę rzeczy, o których norma nie wspomina, a które w polu potrafią uratować skórę. Latarka, bo wypadki mają brzydki zwyczaj zdarzać się nocą. Zapasowa kamizelka odblaskowa, która u nas obowiązkowa nie jest, ale za granicą już tak. Niech jeździ, w samochodzie nie waży.
Leki: mniej znaczy więcej
Z lekami w aucie ludzie robią dokładnie odwrotnie, niż powinni. Pierwszy odruch po zakupie apteczki to napchać ją tabletkami na ból głowy, wszystko na zapas, żeby było. Błąd.
Komenda Stołeczna Policji przypomina wprost, że apteczka samochodowa nie powinna zawierać leków ani środków odkażających, bo wahania temperatury w aucie je niszczą. A doustna tabletka i tak zadziała dopiero po kilkudziesięciu minutach, kiedy na miejscu będzie już pogotowie.
Innymi słowy: leków w apteczce na wypadek stłuczki nikt nie potrzebuje, bo od tego jest ratownik, a nie wasz zapas ibupromu spod fotela.

Dlaczego ciepło tak maltretuje leki? Bo samochód latem zamienia się w piekarnik. Auto zaparkowane przy 30 stopniach na zewnątrz nagrzewa się w środku do ponad 70 stopni – i to nawet w cieniu.
Tymczasem większość leków przechowuje się w temperaturze pokojowej, czyli 15-25 stopni. Reszta to już tylko fizyka i chemia, obie wyjątkowo bezlitosne.
Farmaceuci nie zostawiają wątpliwości. Naczelna Izba Aptekarska ostrzega, że wysoka temperatura zmienia właściwości fizykochemiczne leku, a substancja czynna może zamienić się w coś niebezpiecznego dla organizmu.
Czopki się topią, aerozole i spraye mogą pęknąć od ciśnienia, a tabletki tracą moc bez żadnego ostrzeżenia. Najgorsze jest to, że po leku często nie widać, że jest już zepsuty.
O czym trzeba pamiętać
Jeśli musisz wozić własne, specjalistyczne leki – bo bierzesz je codziennie i długi postój w korku albo awaria mogą ci realnie zaszkodzić – to inna sprawa. Wtedy noś je przy sobie i nie zostawiaj ich w rozgrzanym schowku, tylko w lodówce albo torbie termoizolacyjnej, a najlepiej zabieraj ze sobą.
Insulina, leki na serce czy inhalator to nie są rzeczy, które można potraktować jak zapasowy płyn do spryskiwaczy.
Do tego klika kluczowych kwestii, które trzeba mieć z tyłu głowy:
Zasada numer jeden: jeśli czujesz się źle – nie jedź.
Nawet pozornie niegroźny ból głowy czy zęba potrafi pożreć całą twoją uwagę, skłaniać do pośpiechu i złych decyzji. Nie wspominając o poważniejszych objawach jak zaburzenia widzenia czy zawroty głowy. Kierowanie pojazdem w takim stanie może naprawdę źle się skończyć.
Zasada numer dwa: czytaj ulotkę.
Zakres temperatur jest tam wypisany czarno na białym, a farmaceuci powtarzają to do znudzenia, bo pacjenci i tak wrzucają wszystko do jednej torby. Insulina i leki biologiczne wymagają lodówki do pierwszego otwarcia, ale uwaga – zamrozić ich też nie wolno, więc torba z wkładem chłodzącym musi mieć między lekiem a wkładem warstwę, choćby ręcznik.
Zasada numer trzy: sprawdzaj datę ważności za każdym razem, gdy zaglądasz do apteczki.
Gotowe zestawy mają zwykle termin ważności rzędu pięciu lat, ale materiały opatrunkowe potrafią się rozkleić albo utracić jałowość wcześniej, zwłaszcza po sezonie w bagażniku.
I zasada numer cztery (dla wygodnych): nie zostawiaj leków w aucie „na chwilę”.
Ta chwila w lipcu wystarczy, żeby z drogiego preparatu zrobić bezużyteczny proszek. Jeśli masz wątpliwości, czy lek po upalnym dniu jeszcze działa – nie kombinuj, tylko zapytaj farmaceutę. Zmiana koloru, zapachu albo konsystencji to sygnał, żeby preparat wyrzucić, a nie łykać na próbę.
Apteczka w aucie potrafi uratować życie, zanim dojedzie karetka, zwłaszcza gdzieś w polu, daleko od cywilizacji. Szkoda tylko, że rząd dał nam obowiązek bez instrukcji obsługi, więc instrukcję trzeba sobie dopisać samemu. Najlepiej zanim zamiast bandaża wyciągniemy spod fotela stopiony listek tabletek.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.