REKLAMA

Zrobili pas do parkowania. Parkować i tak można było, ale teraz za to nie da się jeździć

Od jakiegoś czasu obserwuję na terenie mojego miasta modę na zabieranie jednej połowy jezdni na pas do parkowania, przy jednoczesnym utrzymaniu dwukierunkowego ruchu. Efekt? No właśnie, co miałoby pójść nie tak?

Zrobili pas do parkowania. Parkować i tak można było, ale teraz za to nie da się jeździć
REKLAMA

Chodzi o takie sytuacje, gdzie szerokość jezdni pozwala na swobodne wymijanie się dwóch samochodów, ale na parkowanie wzdłuż ulicy już średnio. Zabranie jednego pasa ruchu sprawia, że auta po prostu nie mają się w jaki sposób wyminąć, dlatego jedno musi oczekiwać na drugie i vice versa. Drogowcom w takim przypadku udała się rzadka sztuka, ponieważ po prostu stworzyli problem tam, gdzie do tej pory nie było żadnego.

Takich miejsc jest co najmniej kilka, ale w dwóch bywam regularnie: jedno to ulica Smyczkowa, drugie Bytnara “Rudego” - obie znajdują się na warszawskim Mokotowie. Wszystkie są dwukierunkowe i na obu na jezdni niedawno wyznaczono miejsce do parkowania równoległego.

Uspokojenie ruchu odbyło się poprzez wprowadzenie zamętu i utrudnień

Przeznaczenie części jezdni na przestrzeń do parkowania nie jest niczym nowym, tyle że zazwyczaj odbywa się to w bardziej sensowny sposób. Robi się to albo tak, żeby dwa jadące w przeciwnych kierunkach samochody mogły się wyminąć, albo po prostu przegrupowanie na drogę jednokierunkową.

Tymczasem w obu wymienionych przypadkach ruch nadal odbywa się w dwóch kierunkach. W praktyce wygląda to tak, że jeżeli jest on bardziej intensywny, to samochody nie mogą przejechać jednocześnie, przez co z kolei tworzą się utrudnienia. Ruch miał zostać niby uspokojony, ale zamiast tego taka organizacja ruchu jedynie irytuje kierowców i sytuacyjnie powoduje zatory.

Ok, na upartego idzie się wyminąć, jeżeli oba pojazdy przytulą się maksymalnie do krawędzi jezdni. Tyle, że jeżeli jakiekolwiek zaparkowane auto będzie odstawało bardziej od krawężnika, cały plan się rypnie. Tak samo, kiedy jedno z aut będzie nieco szersze od standardowego.

Żeby nie było nudno, pas do parkowania raz jest z jednej strony jezdni, a raz z drugiej. No i dobrze, nie może być tak, że jeden ma lepiej od drugiego - obaj mają tak samo źle, więc jest sprawiedliwie.

Przed wprowadzeniem zmian na jednej ulicy samochody parkowały jedną stroną na chodniku, a na drugiej nie parkowały w ogóle

Nie jestem zwolennikiem parkowania na chodniku, ale też nie widzę problemu tam, gdzie szerokość chodnika ma ustawowe półtora metra, a ruch na nim jest stosunkowo niewielki. Wszyscy się pomieszczą drogą kompromisu. Na ulicy Bytnara “Rudego” samochody wcześniej parkowały właśnie w taki sposób, dzięki czemu i wilk był najedzony, i owca nietknięta.

Ciekawy jest natomiast przypadek ulicy Smyczkowej, wzdłuż której przedtem samochody… nie parkowały w ogóle. Teoretycznie mogłoby się wydawać, że co zaradniejsi kierowcy po prostu przejadą po linii prostej, ignorując znaki poziome, drogowcy pomyśleli wszakże o wszystkim i poustawiali na krańcach do pasów do parkowania specjalne wysepki, aby nikomu nie przyszedł do głowy taki pomysł.

To nie tak, że tworzą się tam teraz kilometrowe korki, ale czy poprzednia organizacja ruchu naprawdę aż tak wszystkim przeszkadzała?

Daleki jestem od opowiadania mrożących w krew w żyłach historii, jak to w obydwu miejscówkach zaczęły robić się zatory po horyzont. Nic takiego się tutaj nie dzieje - bez przesady. Nie zmienia to jednak faktu, że stworzono nikomu niepotrzebny problem. Kiedy na drodze przez moment jest więcej aut, nie mogą płynnie przejechać, tylko co drugi kierowca musi się bez sensu zatrzymywać, zamiast przejechać płynnie i zapomnieć, że w ogóle tutaj był.

Ciężko jest lekko żyć w tej Warszawie.

Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-24T17:45:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-24T14:39:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-24T10:32:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-23T13:58:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-23T11:23:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-22T22:50:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-22T18:09:07+02:00