REKLAMA

Tego grata w Polsce prawie nie ma. Jeden pojawił się w ogłoszeniu

Podczas ostatniego zlotu Zaporożców w Rydze uświadomiłem sobie, że samochód ten u nas został niemalże zapomniany. Szczęśliwie, istnieją jeszcze ogłoszenia sprzedaży tych pojazdów, świat nie jest zatem do końca stracony.

Tego grata w Polsce prawie nie ma. Jeden pojawił się w ogłoszeniu

Tytułem przypomnienia, pod koniec czerwca udałem się do stolicy Łotwy na zlot samochodów AvtoZAZ, o czym pisałem TUTAJ. Impreza została całkowicie zdominowana przez Zaporożca.

Rzecz w skrócie polega na tym, że o ile na Łotwie i w krajach bałtyckich ogółem wóz jest bardzo popularny, o tyle w Polsce prawie wszyscy o nim zapomnieli. Nie twierdzę, że nie istnieją w ogóle, ale na zlocie istnieje większe prawdopodobieństwo trafienia piorunem kulistym niż spotkania Zaporożca, zwłaszcza tzw. Uszatka.

Na szczęście, zdarza się co jakiś czas namierzyć taki wóz na sprzedaż.

Ten Zaporożec to wczesny model 968, z charakterystycznymi uszami do łapania powietrza

ZAZ 968 produkowany był od 1970 roku, jako następca starszego 966. Nowy model wyglądał zasadniczo prawie tak samo, jak poprzednik, a różnice były do wychwycenia dopiero po dłuższej obserwacji. Niektóre zmiany, tak jak np. wspomniane uszy, które uległy skróceniu, pojawiały się jeszcze w trakcie produkcji starszego modelu.

Zrzut ekranu z ogłoszenia na Facebooku.

A do czego w ogóle są te uszy? Do chwytania powietrza chłodzącego silnik, który znajdował się z tyłu pojazdu. W późniejszym modelu 968M, produkowanym od 1979 roku, uszy zniknęły, a ich miejsce zajęły pospolite kratkowe wloty powietrza. Nuda.

Samochód znany jest ze swojego niestandardowego systemu benzynowego ogrzewania

Jest to oczywiście anegdota z brodą sięgającą do kostek, ale wybaczcie - nie wytrzymam i muszę o tym napisać, chociaż wszyscy i tak o tym wiedzą. A jeżeli jakimś cudem nie wiedzą, to się zaraz dowiedzą, ponieważ jest to szalenie istotna wiedza.

W uproszczeniu, Zaporożec nie posiadał tradycyjnego systemu ogrzewania nadmuchem gorącego powietrza zaciągniętego z silnika. Wyposażono go w coś w rodzaju benzynowej nagrzewnicy. Zasada działania tego systemu ogrzewania jest dość złożona, a polega ona na podgrzewaniu benzyny świecą żarową. W ten sposób paliwo ulega kontrolowanemu zapłonowi, produkując ciepło.

Zrzut ekranu z ogłoszenia na Facebooku.

Wydajność układu była podobno tak duża, że przy -40 stopniach gdzieś w Irkucku dało się prowadzić Zaporożca w samych gaciach. Gorzej, że system działał zero-jedynkowo i nie pozwalał na regulację temperatury i kierunku nadmuchu, np. na przednią szybę.

Zaporożce wyginęły z polskich ulic już na początku XX wieku

Patrząc na to, że ostatnie egzemplarze zjechały z taśmy produkcyjnej w Zaporożu w 1994 roku, z dróg wymiotło je dosyć szybko. Inna sprawa, że poza krajami byłego Sojuza samochód nie był aż tak popularny, a jeżdżące w Polsce egzemplarze pochodziły raczej z wcześniejszych lat.

Zrzut ekranu z ogłoszenia na Facebooku.

Co nie zmienia faktu, że spotkanie jakiegokolwiek Zaporożca w stanie codziennego użytkowania po 2000 roku stanowiło poważne wyzwanie. Zdarzało się spotkać (i nadal się zdarza) porzucone egzemplarze w stanie zaawansowanego rozkładu, ale takich zwartych i gotowych do jazdy było już niewiele.

Sprzedawany Zaporożec pochodzi sprzed 1979 roku, ale trudno o nim powiedzieć coś więcej

Sprzedający zostawił do siebie numer telefonu i to by było na tyle - żadnych konkretnych informacji, wyłączone komentarze, nara.

Cena 11 tysięcy zł również wydaje się zaporowa, z uwagi na niewielką popularność takich samochodów na polskim rynku. Brak jest także jakichkolwiek zdjęć wnętrza, chociaż przez tylną szybkę wygląda na to, że przynajmniej deska jest w całości.

Niemniej, warto odnotować, że Zaporożce jeszcze nie wyginęły i chociaż jest ich naprawdę niewiele, to jeszcze istnieją i straszą porządnych ludzi.

Michal Reicher
Redaktor

Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.