Volkswagen zobaczył górę lodową. Plan naprawczy nie objął ceny nowego Golfa
Volkswagen zobaczył przed sobą górę lodową i próbuje odbić z kursu kolizyjnego. Poświęci cztery fabryki i kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy, ale na to już za późno. Chińczycy tańczą pijani na stołach, bo drina goni kolejny drin.

Problemy Volkswagena na rynku są tak duże, że producent przedstawił plan naprawczy, który ma go wyciągnąć z tarapatów. Spadająca sprzedaż, mniejsza marża, wyższe koszty produkcji oraz zbyt duże pieniądze zainwestowane w elektromobilność sprawiły, że firma musi podejmować działania, które wpłyną nie tylko na los dziesiątek tysięcy ludzi, ale wręcz na całą europejską gospodarkę.
Wiem jedno - jedynymi beneficjentami tego zamieszania będą chińscy producenci aut.
Volkswagen zbiera owoce swojej polityki. Dziesiątki tysięcy ludzi wyleci na bruk
Rada nadzorcza zatwierdziła plan naprawczy Volkswagena. Jego założenia szokują, ale zarządzający twierdzą, że to zapowiedź dobrych zmian i optymistycznie patrzą w przyszłość. Też bym patrzył, gdybym dostawał kilka milionów euro rocznie, ale zostawmy to. Zajmijmy się konkretami.
W całej grupie do 2030 roku pracę straci 50 tysięcy osób, w tym osoby na stanowiskach kierowniczych. Dlaczego? Według Volkswagena moce przerobowe są większe niż faktyczne zapotrzebowanie na samochody, więc redukcja etatów będzie odpowiedzią na sytuację rynkową.

Tajemnicą poliszynela jest to, że jeżeli chcesz szybko wykazać zyski, to najłatwiej zrobić to ucinając koszty osobowe. Kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy daje wielomiliardowe oszczędności. Sprawozdania finansowe wyglądają pięknie, akcjonariusze się cieszą.
Idziemy dalej. Losy czterech fabryk są praktycznie przesądzone: Emden, Zwickau, Hannover i Neckarsulm pójdą do zamknięcia, ale firma zostawia sobie furtkę, że jeżeli zmieni się sytuacja rynkowa, to nie będzie ich zamykać.
Co ciekawe - w tych fabrykach wytwarzane są głównie samochody elektryczne. Przypadek? No chyba nie. Niemiecki producent będzie próbował znaleźć im inne zastosowania, być może nawet na produkcję militarną, ale nie jestem przekonany, że to dobry pomysł.
Cała grupa Volkswagen ma produkować około 9 mln aut rocznie. Najlepsze przed nami - gama modelowa zostanie okrojona o połowę. Tak, Volkswagen doszedł do wniosku, że ma za dużo modeli w portfolio i zacznie je wycinać.
Nie oszukujmy się - polecą najtańsze modele, te najdroższe mają zbyt wysoką marżę, żeby je usuwać. Co ciekawe - niemiecki producent pójdzie chińską drogą. Znikną rozbudowane konfiguratory - liczba możliwych opcji ma spaść o 75 proc. Będą po prostu dwie lub trzy wersje wyposażenia, do których można dokupić drobne dodatki i koniec.

Pojawi się również zróżnicowanie regionalne - inne założenia będą towarzyszyć modelom europejskim, a inne południowoamerykańskim. Producent przyjrzy się również posiadanym spółkom. Co ciekawe - nie potwierdzono zamknięcia Seata, więc hiszpańska marka nadal walczy z Cuprą.
Wszystkie te plany mają prowadzić do wielkiego celu - 9 proc. marży rocznej. Obecnie wynosi około 3,8 proc.
Akcjonariusze się cieszą
Po ogłoszeniu planu wartość akcji firmy wzrosła o prawie 6 proc. Może i ludzie tracą pracę, ale za to firma mówi, że za kilka lat będzie miała większy zysk. I tak się żyje w świecie, w którym pierwsze skrzypce grają giełdy.
A i tak wygrani będą chińscy producenci aut - skupienie się na marży sprawi, że jeszcze łatwiej będzie konkurować z grupą VAG w segmencie tanich samochodów. Cięcia w gamie to okazja do przejęcia klientów.
PS Co robi Volkswagen chwilę po ogłoszeniu planu restrukturyzacji? Ogłasza wprowadzenie przystępnej cenowo wersji Golfa w odmianie hybrydowej. Za jedyne 139 tys. zł możecie mieć prawie gołego kompakta z silnikiem o mocy 136 KM. Przecież tego nikt nie kupi, bo za mniej dostanie więcej u każdego chińskiego producenta.
Volkswagenie, to się nie uda. Serio.
Dziennikarz Autoblog.pl. Poprzednio pisał dla serwisu Bezprawnik.pl, dla którego stworzył ponad 200 tekstów. Od 10 lat zajmuje się również kontrolą jednostek samorządowych, ale od zawsze jego marzeniem było pisać na tematy motoryzacyjne. Do redakcji dołączył w październiku 2020 r. Specjalizuje się w zdjęciach szpiegowskich, wizualizacjach, modelach marki BMW oraz zmianach w prawie, które bezpośrednio wpływają na motoryzacyjny świat. Obudzony w nocy potrafi wymienić zalety poszczególnych silników niemieckiej marki. Potrafi wydobyć z czeluści internetu informację na dowolny temat. Jeździ ostatnim klasycznym BMW, ale nocami marzy o BMW X6.