REKLAMA

A gdyby tak rzucić wszystko i... zamieszkać w Volkswagenie? Oto Volkswagen Grand California

Dwie sypialnie, salon, przestronna łazienka z prysznicem, kuchnia z wyposażeniem i doskonała (bo dowolna) lokalizacja - nie, to nie najczęściej klikane ogłoszenie dotyczące sprzedaży mieszkania. To opis nowego Volkswagena.

Oto Volkswagen Grand California - niemiecki dom na kołach (tak, jest łazienka)
REKLAMA
REKLAMA

Dokładniej nowego Volkswagena Grand California - sześciometrowego kampera, którego swobodnie można nazwać domem na kołach.

Dom nigdzie nie pojedzie. Volkswagen Grand California - pojedzie wszędzie.

Różnice w stosunku do zwykłej Californi są spore. O ile mniejszy model bazuje na Transporterze T6 i jest raczej weekendowym kamperem, o tyle odmiana Grand bazuje już na Crafterze i ma niemal wszystko, co chciałoby się znaleźć w samochodzie na długie podróże. Bardzo długie.

REKLAMA

Przede wszystkim w Grand Californii znajdziemy w pełni wyposażoną łazienkę. Jest tutaj prysznic, toaleta, rozkładana umywalka, półki i schowki, zbiornik na wodę (110 l), a także sterowane czujnikiem ruchu oświetlenie. Prysznic możemy też brać poza autem - odpowiednie złącze zostało wyprowadzone z tyłu samochodu.

Volkswagen zapewnia przy tym, że łazienka jest przestronna, ale lepiej traktować to z przymrużeniem oka. Łączne wymiary tego pomieszczenia wynoszą 80x84 cm, czyli mniej niż przeciętne kabiny prysznicowe w mieszkaniach. Choć z drugiej strony lepsze to niż regularne szukanie stacji benzynowych czy odpowiednio wyposażonych parkingów.

REKLAMA

A skoro na wyposażeniu jest łazienka, to powinna być też i kuchnia. I jest - z dwupalnikową kuchenką gazową, 70-litrową lodówką z zamrażalnikiem, zlewem, szafkami z szufladami i schowkiem na naczynia oraz inne drobiazgi.

Salon? Jasne - wystarczy odpowiednio obrócić wszystkie fotele.

REKLAMA

Sypialnia? Oczywiście. Możemy skorzystać albo z łóżka w tylnej części pojazdu albo z opcjonalnego łóżka piętrowego (choć to propozycja raczej dla mniejszych osób lub dzieci). Ta druga opcja jest o tyle ciekawsza, że rozpościerać się będzie nad nami niebo, obserwowane przez okno dachowe.

Wszystkie pozostałe okna możemy natomiast bez problemu zasłonić - każde z nich wyposażone jest w dedykowany system rolet i zasłon.

Zimno nie będzie. Nudno raczej też nie.

Bazową wersję Grand Californi można będzie oczywiście mocno doposażyć, zarówno w dodatki podróżne, jak odrobinę bardziej osobowe.

REKLAMA

Na liście dostępnych opcji znajdzie się m.in. antena LTE oraz telewizyjna, panele słoneczne, ogrzewanie elektryczne wykorzystujące spalinowy generator (domyślnie gazowe), dodatkowa klimatyzacja, stolik piknikowy z krzesłami, czy uchwyt na rowery. Skorzystać też będzie można z szeregu systemów bezpieczeństwa, które znamy z Craftera - m.in. adaptacyjnego tempomatu, monitorowania odległości czy martwego pola.

W tym momencie Grand Californii brakuje więc tylko jednego - ceny, którą poznamy dopiero za jakiś czas. Tanio raczej nie będzie, bo już podstawowa Califronia zaczyna się od 127 tys. zł, a w najwyższych wersjach kosztuje ponad 200 tys. zł. Większy i lepiej wyposażony (łazienka!) Grand California na pewno będzie wymagał wyraźnej dopłaty.

REKLAMA

Pytanie tylko, czy samochód, który przez długi czas można traktować jako mobilny dom, może być w ogóle za drogi? W tej chwili, gdybym miał wybrać jedno auto, którym jeździłbym zawsze i wszędzie do końca życia, umieściłbym Grand Californię bardzo, bardzo wysoko na mojej liście. Bo może i Panamera Sport Turismo jest w porządku, ale gdzie w niej zjeść obiad?

Piotr Barycki
Redaktor
REKLAMA
REKLAMA