Możesz kupić unikatową Syrenę. Nie ma takiej drugiej

Niezbadane są ścieżki polskiej motoryzacji. Trudno czasami stwierdzić, czy coś jest garażowym samodziałem, czy też zaginionym prototypem. W tym przypadku mamy do czynienia z…

Możesz kupić unikatową Syrenę. Nie ma takiej drugiej

No dobrze, nie trzymajmy już w niepewności. Mamy do czynienia z typowym samodziałem, ale takim, do którego ktoś o bujnej wyobraźni i lekkim piórze może dopisać jakąś zwariowaną historię, aby lud ją łyknął i powielał między sobą. Projekt ma w sobie pewne wibracje "niezrealizowanej koncepcji" i "straconej szansy", chociaż powstał ewidentnie na czyimś podwórku.

Na sprzedaż wystawiony został pojazd opisany jako Syrena 110L.

Sprzedający mówi, że to rzadki model

Czemu akurat trudno zarzucić nieprawdę, ponieważ wóz powstał zapewne w jednym egzemplarzu - czyli zdecydowanie jest on w takiej sytuacji rzadki. Z tym, że ów egzemplarz został prawdopodobnie zbudowany na czyimś podwórku metodą rzeźbienia oryginalnej Syrenki.

Zrzut ekranu z posta z ogłoszeniem.

Syrena 110 faktycznie istniała, ale wyglądała zupełnie inaczej

Samo oznakowanie modelu nie jest wzięte z kosmosu, ponieważ faktycznie taki prototyp kiedyś powstał, a nawet kilka. Rzecz w tym, że "prawdziwa" Syrena 110 była projektem na wskroś przełomowym w odniesieniu do seryjnie produkowanego wozu.

Auto miało dwubryłowe nadwozie typu hatchback, które może nie było wcale nowatorskie, jak się zwykło powszechnie sugerować, ale z pewnością nowoczesne. Syrena 110 powinna wyglądać O TAK.

Prezentowana niby-Syrena 110L to zwykła Syrena 104 po przejściach

Zmiany polegały na montażu zupełnie innych, autorsko wykonanych błotników. Wpłynęło to na całkowicie inny wygląd pasa przedniego i tylnego, które wykonano z wykorzystaniem przypadkowych części z Dużego Fiata i… Dacii 1300. Tego drugiego nie jestem pewien, ale przednie reflektory oraz klosze lamp pozycyjnych i kierunkowskazów wyglądają identycznie z ich rumuńskimi odpowiednikami.

Zrzut ekranu z posta z ogłoszeniem.

Z komentarzy pod postem z ogłoszeniem wynika, że bazą do stworzenia projektu była Syrena 104, co sugeruje również kierunek otwierania drzwi. Obniżona linia okien wskazuje na dokonanie przeszczepu z późniejszej "stopiątki", gdzie drzwi otwierało się już jednak po Bożemu, zgodnie z kierunkiem przepływu powietrza - tak więc tutaj mamy mieszankę Syreny 104 i 105.

Jeżeli chodzi o bryłę nadwozia, być może twórca wzorował się na prototypowej Syrenie 104L, tzw. Syrenie Laminat. Było to eksperymentalne nadwozie wykonanemu z włókna szklanego, mające zupełnie inny kształt od oryginalne budy, z bardziej prostopadłościennym wzornictwem. Tej Syrenie do gracji "Laminatki" co prawda wiele brakuje, ale nie da się ukryć, że pewne podobieństwo wyraźnie widać.

Treść ogłoszenia sugeruje, że buda wykonana jest z ocynkowanej blachy

Patrząc na stan zachowania wozu, może być to prawda. Ocynk oczywiście obejmuje niefabryczne elementy nadwozia, czyli te z przodu i te z tyłu.

Faktycznie, karoseria w tym miejscu o ile wykazuje ślady mocnego zużycia, o tyle nie wygląda na zeżartą i podziurawioną. Nieco inaczej niż dół nadwozia, gdzie rzemiosło ze swoim kunsztem prawdopodobnie już nie dotarło.

Cena za ten unikatowy pojazd to 10 tysięcy złotych

Czyli, ogólnie rzecz ujmując, dużo. Nawet bardzo, bo na początek wszystko trzeba doprowadzić do wyglądu i odpowiednio odpicować. Chyba, że komuś nie przeszkadza taka daleko posunięta patyna.

Jakby nie było, taką drugą nikt nigdzie nie przyjedzie.

Michal Reicher
Redaktor

Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.