REKLAMA

Wszyscy są winni ostatniego wypadku w Krakowie. Wychodzi na to, że ja też

Ostatni tragiczny wypadek w Krakowie będzie odbijał się echem jeszcze przez bardzo długi czas. Kłopot w tym, że latające w powietrzu odłamki nie zawsze trafiają w tych, w których powinny.

Wszyscy są winni ostatniego wypadku w Krakowie. Wychodzi na to, że ja też

Żeby była pełna jasność, kwestia bezpośredniej winy za zdarzenie jest bezsprzeczna i z tym polemizować w żadnym wypadku nie zamierzam. Wręcz przeciwnie, oczekuję sprawiedliwego ukarania sprawcy, ponieważ taka jest niestety cena bezmyślności na drodze.

Niemniej, trudno mi czasami przejść do porządku dziennego z tzw. współwinnymi, czyli wskazywanymi kolejno czynnikami mającymi pośrednio przyczynić się do tragedii. Oberwał już Volkswagen, oberwał zarządca drogi, no i tradycyjnie, gdzieś tam między wierszami, oberwali również instruktorzy nauki jazdy, że to oni szkolą takich "kierowców".

Jestem instruktorem nauki jazdy od podstaw, a nie instruktorem doskonalenia techniki jazdy

Najczęściej podnoszonym argumentem jest to, że "a bo ci instruktorzy niczego nie uczą" albo że "a bo ci instruktorzy uczą tylko pod egzamin". Krew mnie zalewa za każdym razem, jak czytam takie argumenty w odniesieniu do spektakularnych wypadków drogowych.

Trzeba odróżnić naukę chodzenia na dwóch nogach od nauki chodzenia na rękach, pływania kraulem czy biegania maratonów. Mając 30 godzin zegarowych przeznaczonych na zajęcia i człowieka, który pierwszy raz siedzi za kierownicą samochodu, nie zaczynam nauki od techniki wychodzenia z poślizgu.

Owszem, podstawy radzenia sobie w podbramkowych sytuacjach są ważne, ale…

Nauka jazdy to nie symulator lotów - nie jest w stanie uwzględnić wszystkich zmiennych

…ale mogę zrobić tylko tyle, na ile pozwalają mi warunki. A warunki są takie, że mam samochód, mapę miasta i przepisy ruchu drogowego. Czasami nie miałem nawet okazji przeprowadzić z nikim zajęć przy padającym deszczu, bo niby jak mam to zrobić, jeżeli za każdym razem świeciło słońce?

Podczas zajęć nauki jazdy szkolić mogę tylko na tyle, na ile jest to technicznie możliwe. Nie przeprowadzę z nikim szkolenia wychodzenia z poślizgu czy radzenia sobie w sytuacjach podbramkowych, jeżeli takie zdarzenie nigdy nie wystąpi.

Taka osoba po zakończeniu kursu musi jeszcze zdać egzamin na prawo jazdy

Mógłbym w teorii odbić piłeczkę w stronę egzaminatorów, że skoro taka osoba przeszła pomyślnie ostateczną weryfikację, to chyba jednak to nie instruktor jest tutaj problemem prawda? No nie jest, ale nie jest nim także egzaminator. Taka osoba, jak Hubert B., spełniła po prostu kryteria niezbędne do uzyskania prawa jazdy.

Nie każde zgniłe jajko można rozpoznać od zewnątrz

Inna sprawa, że trudno nawet winić za taki stan rzeczy cały system. Nie każdy przyszły kierowca daje po sobie poznać, że ma "złe" predyspozycje do jazdy samochodem. Owszem, czasami pewne skłonności widać od razu, ale przeważnie jednak ujawniają się dopiero z czasem, kiedy ktoś dopiero obrośnie w piórka.

W związku z tym, zarówno podczas kursu, jak i podczas późniejszego egzaminu nic nie musiało zwiastować tego, że typ później wywali na zakręcie. Wszystko mogło być w jak najlepszym porządku.

Instruktor nauki jazdy to także nie psycholog

Ostatnia kwestia polega na wątku ewentualnego dopuszczania do kursu w rezultacie badań lekarskich i psychotechnicznych. Jako instruktor, dostaję po prostu materiał ludzki, który przedtem przechodził wstępną selekcję. Tyle, że selekcja systemowo niespecjalnie jest w stanie odsiać takie ciężkie przypadki.

Niemniej, może to jest właśnie jakiś kierunek? Z pewnością wszystkiego się nie przewidzi, ale obserwując u ludzi umiejętność trzymania emocji na wodzy podczas prowadzenia auta zaczynam się poważnie zastanawiać, czy prawo jazdy rzeczywiście powinno być dostępne dla każdego.

Michal Reicher
Redaktor

Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.