REKLAMA

Trabant za 15 tys. euro może być twój. Ten jest inny niż wszystkie

Zawsze drę łacha z Polonezów czy Dużych Fiatów wystawianych na sprzedaż za milion pieniędzy. Okazuje się, że w Niemczech można kupić sobie Trabanta 1.1 za jedyne 15 tysięcy euro. Ale to nie jest taki zwykły Trabant 1.1.

Trabant za 15 tys. euro może być twój. Ten jest inny niż wszystkie

Gdyby ocenić historię wyłącznie po jej okładce, taka kwota za wóz pogardzany od samych swoich narodzin wygląda niedorzecznie - porównywalnie do podobnych pieniędzy za np. Poloneza Atu Plus. Sytuacja zaczyna wyglądać jednak nieco inaczej, kiedy owym Trabantem 1.1 okazuje się być bardzo wczesny egzemplarz serii przedprodukcyjnej.

Prezentowany Trabant 1.1 pochodzi z 1989 roku, czyli z rocznika poprzedzającego oficjalne rozpoczęcie produkcji

Seryjną produkcję Trabanta 1.1 rozpoczęto w maju 1990 roku, czyli tuż przed oficjalnym zjednoczeniem Niemiec. Egzemplarz wystawiony na sprzedaż wyprodukowany został jeszcze w 1989 roku, w ramach liczącej łącznie kilkaset egzemplarzy serii przedprodukcyjnej. 

Zrzut ekranu ze strony z ogłoszeniem.

Mniej więcej w tym samym czasie podjęto produkcję jego większego brata, czyli Wartburga 1.3. Był to już ogółem zdecydowanie łabędzi śpiew NRD-owskiego przemysłu motoryzacyjnego, który po otwarciu granic i napływie zachodnich samochodów zaliczył szybki zjazd do zajezdni.

Przedprodukcyjny Trabant cechuje się jeszcze starym wzornictwem nadwozia

Zmiany stylistyczne w porównaniu z np. różnicami pomiędzy “starym” i “nowym” Wartburgiem były zdecydowanie mniej zauważalne, niemniej było widać, że produkcyjny Trabant 1.1 wyglądał inaczej, niż wcześniejszy model 601.

Zrzut ekranu ze strony z ogłoszeniem.
Zrzut ekranu ze strony z ogłoszeniem.
Zrzut ekranu ze strony z ogłoszeniem.

Widoczny w ogłoszeniu Trabant z zewnątrz wygląda wszakże niemal tak samo, jak wyglądał do tej pory. Nie licząc znajdującego się na pasie tylnym emblematu “1.1”, zdradzają go właściwie dwa detale: nowy wzór osłony chłodnicy i korek wlewu paliwa na tylnym błotniku.

Ostateczny model posiadał więcej różnic w stosunku do starszej wersji, m.in. plastikowe zderzaki i zupełnie inne tylne lampy. Reszta, włącznie z archaiczną już bryłą nadwozia, pozostała niezmieniona.

O ile z zewnątrz to nadal ten sam poczciwy Trabant, o tyle od spodu to już zupełnie inny samochód

Pomijając najbardziej oczywistą oczywistość, czyli czterosuwowy silnik, nowy Trabant wyróżniał się istotnie zmodyfikowanym podwoziem. Model 1.1 wyposażony był hamulce tarczowe, a także w przednie zawieszenie oparte na kolumnach MacPhersona oraz tylne wykorzystujące sprężyny śrubowe - chociaż ta ostatnia modernizacja przeprowadzona została jeszcze w późnych egzemplarzach Trabanta 601.

Sam silnik natomiast to 1,1-litrowy motor czterosuwowy, który po wielu dekadach życia w błękitnych oparach absurdu zastąpił w końcu prymitywny silnik dwusuwowy. Nowy silnik to produkowany w Chemnitz licencyjna jednostka EA111 autorstwa Volkswagena - ta sama, co w Wartburgu 1.3, tylko o 0,2 litra mniejsza.

Jako youngtimery te samochody poważane są znacznie bardziej, niż kiedykolwiek były jako nowe

Prawdą jest, że przemysł motoryzacyjny w NRD zniósł transformację ustrojową jeszcze gorzej, niż stało się to u nas. Chociaż produkcja Dużego Fiata została zakończona, to Małego Fiata i Poloneza produkowano jeszcze przez kolejną dekadę. Trabant i Wartburg przetrwały zaledwie do 1991 roku, ze względu na zerowe zainteresowanie.

Prawdą jest, że gdyby Trabant wyglądający tak, jak na zdjęciach w ogłoszeniu, pojawił się na rynku gdzieś w pierwszej połowie lat 70., miałby nawet dużo sensu. Początek lat 90. to już był moment raczej na ciche opuszczenie sceny, niż próbę zrobienia jakiegokolwiek przedstawienia.

Oprócz faktu bycia rzadkim przedstawicielem krótkiej serii, sprzedawany Trabant jest po prostu w miętowej kondycji

Jest to raczej skutek restauracji, niż chomikowania w sterylnej stodole na przedmieściach Zwickau, co nie zmienia faktu, że wóz wygląda, jakby dopiero wczoraj ktoś go sklejał śliną na taśmie produkcyjnej.

Niespełna 15 tysięcy euro daje w przeliczeniu na złotówki około 65 tysięcy złotych. Patrząc na to, że Niemcy ze wschodu mają podobny sentyment do Trabantów, co Polacy do Syren, jestem w stanie to psychicznie dźwignąć.

Niemniej, nadal jest to Trabant, produkowany w tym samym czasie (i poniekąd państwie), co Volkswagen Golf III.

Michal Reicher
Redaktor

Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.