REKLAMA

U nas to poważany klasyk. Tutaj jest gratem do codziennej jazdy

Ostatnio na łamach Autobloga wspominałem o szczególnym związku Węgrów z produkowanym tam Suzuki Swift, a także ponadprzeciętnej popularności pierwszej generacji Opla Astry. Jest jednak coś jeszcze, na znacznie wyższym poziomie wspaniałości.

U nas to poważany klasyk. Tutaj jest gratem do codziennej jazdy
REKLAMA

Jest tym wielka sympatia Węgrów do Trabanta, która z racji upływu czasu nie jest widoczna co prawda tak powszechnie, jak np. ta do Suzuki Swift, ale i tak szybko da się ją zauważyć. Podczas, gdy w Polsce Trabant dawno już ze statusu grata ewoluował w klasyka, tak na Węgrzech wciąż mnóstwo egzemplarzy jest użytkowanych jako tzw. tanie daily. I to nie tylko czterosuwowych modeli 1.1, ale również tych dwusuwowych 601.

REKLAMA

Kiedy ostatni raz widzieliście Trabanta 601 użytkowanego w roli codziennego grata?

Tymczasem tutaj to widok zaskakująco powszechny i chociaż jest ich oczywiście z całego wymienionego w nagłówku grona najmniej, to i tak śmiało można odhaczyć przynajmniej jedną użytkowaną w ruchu sztukę dziennie. Nie ma przy tym znaczenia, czy jest to duże miasto pokroju Budapesztu, czy też mniejsze pokroju np. Gyor czy Vac - widok jadącego albo zaparkowanego Trabanta jest tutaj czymś normalnym.

Jest Trabant, jest Wielka Płyta. Komu to przeszkadzało?

Nie mam przy tym na myśli egzemplarzy porzuconych, które obrastają mchem i bluszczem, tylko takie na bieżąco użytkowane. Inna sprawa, że takich typowych wrostów stojących na publicznym terenie się tutaj właściwie nie spotyka, ale to już zupełnie inna sprawa.

REKLAMA

Kiedy spotkasz zielonego Trabanta, czeka cię coś dobrego

Mój kolega z Węgier opowiadał mi anegdotę, że tak jak u nas krążyła mroczna legenda o Czarnej Wołdze, tak u nich była pozytywna przepowiednia dotycząca zielonego Trabanta. Chodziło w niej o to, że kiedy zobaczysz Trabanta w kolorze zielonym, czeka cię szczęście. Coś jak w przypadku wdepnięcia w gów… a zresztą, nieważne.

Po polsku i po angielsku fraza brzmi pospolicie, natomiast po węgiersku jest to rymowanka, która brzmi następująco: Zold Trabantot latok, szerencset talalok! Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie idzie nic z tego zrozumieć, ale wierzę mojemu koledze, że dokładnie taki był przekaz tego wierszyka.

REKLAMA
Nie zielony, ale niebieski. No trudno, innym razem.

Czy natomiast spotkałem zielonego Trabanta? A i owszem, drogę przecięła mi elegancka zielona sztuka 601 w stanie przyzwoicie zadbanego grata. Czy przyniosło mi to szczęście? Nieważne, przejdźmy dalej.

Węgrzy nie mieli swojego przemysłu samochodowego, dlatego Trabant był dla nich najtańszym środkiem lokomocji

W przeciwieństwie do większości krajów socjalistycznych, na Węgrzech nie produkowano samochodów osobowych. Owszem, przemysł motoryzacyjny w postaci takich firm, jak Ikarus, Csepel czy Raba miał się zupełnie dobrze, ale był on skupiony na autobusach i ciężarówkach.

REKLAMA

Trabant natomiast był przez lata najtańszym dostępnym na Węgrzech samochodem, dlatego też zyskał tutaj wielką popularność. Wiadomo, że nie był on raczej synonimem życiowego sukcesu, niemniej posiadanie Trabanta uchodziło tutaj za pewnego rodzaju dobrobyt.

Trabant 1.1 Universal, zaparkowany "tak se, o".

Co więcej, nawet kiedy powstał model 1.1, którym gardzili sami Niemcy ze Wschodu, na Węgrzech cieszył się on powodzeniem - bodajże właśnie tutaj sprzedano najwięcej z niespełna 40 tysięcy wyprodukowanych egzemplarzy czterosuwowego Trabanta.

REKLAMA

W przeciwieństwie do Syren w Polsce, Trabanty na Węgrzech cieszyły się uznaniem nawet po zmianie ustroju

Nadal uchodziły za najtańszy samochód, tyle że tym razem używany - dla kogoś zarabiającego małe pieniądze, kto szukał czegoś do jazdy. Trabant był wówczas idealnym wyborem, z racji niskiej ceny zakupu i łatwości utrzymania w sprawności, także za sprawą dostępności części zamiennych.

Późny Trabant 601 w stanie "grat pomalowany wałkiem".

Ciekawostką jest, że jeszcze na początku XXI wieku Trabant był na Węgrzech… najczęściej kradzionym samochodem. Specyficzne to wyróżnienie, niemniej dobitnie na swój sposób świadczy o ich popularności w tym kraju.

REKLAMA

W Polsce Trabant jest dość szanowanym klasykiem, ale jako daily w zasadzie już przepadł

Poza niewielką garstką świrów entuzjastów, w Polsce użytkowanie Trabanta jako grata na co dzień jest już raczej od dłuższego czasu nieaktualne. Nawet model 1.1 raczej ma ten etap dawno za sobą. Co innego zaś na imprezach klasyków, gdzie ładnie odremontowanych egzemplarzy pojawia się zupełnie sporo.

Tymczasem na Węgrzech, jak gdyby nigdy nic, można spotkać Trabanta w roli prawdziwka. Jadącego po ulicy lub zaparkowanego pod blokiem z wielkiej płyty. No i pięknie!

Michal Reicher
Redaktor

Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.

REKLAMA
REKLAMA