Tesla odpaliła nową promocję. Przywieź gruza, zgarnij kasę
Tesla wystartowała z nową wersją oferty, która ma pomóc klientom otrzeć łzy po zakończeniu programu rządowych dopłat. Tym razem trochę zmieniły się jednak zasady.

Dla przypomnienia - po zakończeniu programu NaszEauto producenci i importerzy ruszyli z własnymi akcjami pozwalającymi w mniejszym lub większym stopniu obniżyć koszt zakupu aut elektrycznych. W przypadku Tesli najbardziej kuszący był tzw. Bonus Tesla, który pozwalał odliczyć 18 750 zł od ceny katalogowej.
Nie był on przy tym obarczony przesadnie wieloma ograniczeniami, poza tym, że trzeba było odebrać i zamówić auto w określonym terminie. A - i że nie łączył się z promocyjnym finansowaniem Tesli, które - niezależnie od wybranego okresu finansowania - kosztowało dodatkowo "nic".
Ta promocja dobiegła jednak końca jakiś czas temu. Przyszedł więc czas na kolejną.
Tesla chce twoje auto. Odwdzięczy się gotówką.
Dokładnie - kwotą w wysokości równo 18 750 zł, nazwaną dla odmiany... Bonusem Tesla.
Promocja obejmuje zarówno model Y, jak i 3, które po zastosowaniu Bonusu Tesli kosztują teraz, odpowiednio, 171 240 zł i 156 240 zł. Oczywiście są to ceny startowe najtańszych wersji w gamie.
Z droższymi - bywa różnie. Dokładniej - Bonus Tesla, przynajmniej według konfiguratora na stronie producenta, nie obejmuje odmiany Performance, za którą trzeba zapłacić pełną cennikową kwotę. Nie wygląda natomiast na to, żeby były ograniczenia, jeśli chodzi o odmianę bazową, Premium Long Range RWD i Premium Long Range AWD.
Finansowanie? Nie.
Tzn. tak, ale jeśli finansował będzie podmiot trzeci. Bonusu Tesli ponownie nie można bowiem łączyć z promocyjnym finansowaniem, więc w grę wchodzi albo wspomniany podmiot trzeci, albo po prostu zakup za gotówkę.
Haczyk? Nie wygląda.
Jeśli wczytać się w zasady promocji, to główne ograniczenie jest jedno. Z zamówieniem auta trzeba się zmieścić między 10 lipca 2026 roku a 30 września 2026 roku i odebrać do 30 września 2026 roku włącznie. Jeśli nie - Bonus przepadnie.
Poza tym oferta nie dotyczy używanych Tesli, używanych Tesli z certyfikatem, ale - poza pojazdami zamówionymi do produkcji - obejmuje salonowe "testówki" i "demówki".
Co ciekawe, Tesla - przynajmniej na swojej stronie - nie jest zbyt wybredna, jeśli chodzi o to, jaki pojazd zostawiamy w rozliczeniu. Jedynym podanym wymogiem jest to, że auto musi być zarejestrowane "w kraju dostawy", a do tego na nazwisko nabywcy nowej Tesli, ewentualnie na małżonka lub wspólnie z nim. Na tym lista wymagań się kończy.
Wygląda więc na to, że sprzedający inne samochody elektryczne będą mieli teraz - znowu - spory problem. Jak przekonać klienta, żeby nie szedł akurat po Teslę? Patrząc na ulice - raczej średnio to jak na razie wychodzi.
Redaktor prowadzący Spider’s Web i autor tekstów na Autoblogu. Od 2008 r. nieprzerwanie publikujący w serwisach internetowych, a od ponad 10 lat na stałe związany z Grupą Spider’s Web. Regularnie pisze o tym, co go fascynuje - o smart domu, zegarkach sportowych, motoryzacji i… rowerach. Do tej pory napisał setki recenzji i - uwaga - większość sprzętów, które rekomendował, później sam sobie kupił.