Chińskie auta przejmują Europę. Nie potrzebujesz wszystkich palców, by je policzyć
W grudniu 2025 r. co dziesiąty nowy samochód zarejestrowany na europejskich rynkach to produkt chińskiej marki - a gdy spojrzymy na cały rok, ich sprzedaż się niemal podwoiła. Czy to oznacza, że świat, jaki znaliśmy, trzeszczy w posadach?

O chińskich samochodach coraz więcej się mówi. Widać ich również coraz więcej na ulicach. Klienci w salonach chętnie się o nie pytają, a gdy ja akurat jakimś jadę, czuję na sobie spojrzenia innych kierowców. Dla ludzi to coś nowego i ciekawego - ot, taki powiew świeżego powietrza na rynku (choć czasem z aromatem taniego plastiku rodem z bazarowego stoiska z obuwiem). Dla wielu z nich to także jedyna szansa na zakup auta z salonu - i to całkiem nieźle wyposażonego.
To wszystko już widać w statystykach
Z danych firmy analitycznej Dataforce, obejmujących około 98 procent rynku Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii i krajów EFTA, wynika, że w całym 2025 roku w Europie sprzedano 13 295 075 nowych samochodów, wobec 12 994 720 rok wcześniej. Szczególnie mocny okazał się grudzień - miesięczna sprzedaż wzrosła z 1 070 043 do 1 151 209 aut, a jednym z głównych motorów tego wzrostu były właśnie marki chińskie. Po raz pierwszy w historii przekroczyły one granicę 100 tys. rejestracji w jednym miesiącu, osiągając wynik 109 864 samochodów. W grudniu co dziesiąty samochód sprzedany w Europie był chiński.
W skali całego roku chińscy producenci sprzedali w Europie 810 982 pojazdy, co oznacza wzrost o 99 procent względem 2024 roku. Dało im to 6,1 procent udziału w rynku. Jeszcze niedawno było to nie do pomyślenia.
MG liderem: tak w Polsce, jak i w Europie

Największym wygranym 2025 roku okazał się koncern SAIC Motor, głównie za sprawą marki MG. Grupa SAIC sprzedała w Europie 307 812 samochodów, wobec 244 121 rok wcześniej, z czego aż 307 282 przypadły na MG. Ta marka stała się dziś najbardziej mainstreamowym chińskim graczem na europejskim rynku i konkuruje jak równy z równym z utytułowanymi firmami istniejącymi od 100 lat. Również w Polsce MG jest chińską marką numer jeden. W europejskiej klasyfikacji ogólnej MG zakończyło rok na 16. miejscu, wyprzedzając Nissana czy Fiata.
Mocne jest też BYD, który w 2025 roku sprzedał w Europie 186 612 samochodów, podczas gdy rok wcześniej było to zaledwie 49 590. Skokowy wzrost napędziły przede wszystkim modele Seal U, Dolphin, Sealion 9 oraz Seal. Szczególnie wyróżnia się SUV Seal U, który znalazł 79 407 nabywców i aż 72 667 z nich wybrało wersje hybrydowe plug-in. Dzięki temu model ten stał się najlepiej sprzedającym się PHEV-em w Europie w 2025 roku.

Bardzo dynamiczny wzrost zanotowała również grupa Chery. Jej sprzedaż w Europie wzrosła z 17 038 samochodów w 2024 roku do 120 207 w 2025. Szczególnie mocne wejście zaliczyła marka Jaecoo, która zwiększyła sprzedaż z 2 490 do 56 944 aut, a także Omoda, rosnąca z 14 540 do 52 950 rejestracji.
Nie tylko chińskie nazwy
Warto przy tym pamiętać, że statystyki Dataforce „chińskich” producentów obejmują także marki kojarzone zdecydowanie mocniej z Europą. Dobrym przykładem jest koncern Geely, który w 2025 roku sprzedał w Europie 400 725 samochodów. Za zdecydowaną większość wyniku - aż 332 226 sztuk - odpowiadało jednak Volvo. Wzrosty notowały też pozostałe brandy grupy, w tym Lynk & Co, Zeekr oraz Polestar. Polestar zwiększył sprzedaż z 30 546 do 47 579 aut, głównie dzięki debiutowi modelu Polestar 4, który sam odpowiadał za 26 316 rejestracji.

Wspierany przez Stellantis Leapmotor sprzedał w Europie 33 567 samochodów, z czego około 60 procent stanowił niewielki elektryczny model T03. Ogółem, jeśli chodzi o typowo chińskich producentów, w czołowej 35. europejskiej klasyfikacji sprzedaży można znaleźć MG, BYD, Jaecoo i Omodę. BYD zakończył rok na 22. miejscu, wyprzedzając m.in. Suzuki, Mini czy Mazdę.
Czy tak już zostanie?
Tempo wzrostu sprzedaży chińskich marek kiedyś pewnie w końcu zwolni, zwłaszcza że prędzej czy później ci producenci będą musieli jednak zacząć podnosić ceny. Ale póki co, firmy z Pekinu, Szanghaju czy Shenzen będą zwiększać udziały w rynku jak szalone. Chyba że do głosu zaczną dochodzić niezadowoleni klienci, którzy pospieszyli się z zakupami. Tego wykluczyć nie można.







































