Tyle złego się mówi o sprzedających, a często znacznie większe mendy społeczne to osoby kupujące. Kto kiedykolwiek sprzedawał grata poniżej 3000 zł, ten w cyrku się nie śmieje.

Kwota 3000 zł jest tutaj dość umowna, ponieważ pojęcie grata wymyka się jakimkolwiek ramom cenowym. Powiedzmy, że pod tym pojęciem kryje się pojazd, który został kupiony za niewielką kwotę, jest w kondycji dalekiej od ideału, ale początkowo zachowuje wszelkie kryteria sprawności mechanicznej i nawet jeździ na dalekie wycieczki.
W końcu dochodzi jednak do momentu, że grata trzeba się pozbyć. Pobudki mogą być różne. Może to być np. pogarszający się stan techniczny, ewentualnie kończące się dopuszczenie do ruchu lub nadchodzący termin ważności ubezpieczenia. Wszystkie wymienione wymuszają na właścicielu pewne inwestycje, a ten nie zawsze ma chęć wiązać z autem dalszą przyszłość, zapada więc decyzja o sprzedaży.
Do napisania tego tekstu skłoniło mnie kilka historii moich znajomych, które wydarzyły się ostatnio w krótkich odstępach czasowych. A że sam miałem w przeszłości kilka podobnych, uruchomiło to w mojej głowie pewne wspominki.
Ludzie pytają o pierdoły, umawiają się, a później nie przyjeżdżają
To chyba klasyka gatunku, kiedy najpierw następuje drobiazgowa weryfikacja przedmiotu sprzedaży, zupełnie jakbym wystawił na handel przedwojenny model Bugatti. Dodam jeszcze, że większość informacji, o które potencjalny kupujący namiętnie pyta, jest zawarta w treści ogłoszenia. Tyle, że trzeba je najpierw przeczytać, a to czasami niektórych przerasta intelektualnie.
Kiedy już uda się przebrnąć pierwszy etap, zdarzyło się więcej niż raz, że klient albo przyjechał ogromnie spóźniony, albo odwołał przyjazd godzinę przed umówionym terminem, albo po prostu nie przyjechał bez słowa uprzedzenia. Ok, zawsze komuś może coś wypaść, ale jakoś dziwnym trafem takie sytuacje zdarzają się szczególnie regularnie, kiedy motywem jest transakcja kupna i sprzedaży samochodu.
Kiedy już ktoś dotrze na miejsce, często od razu zaczyna grymasić
To musi być dla kogoś zaskoczenie, że kiedy przyjechał oglądać grata za 1000 zł, ten wygląda jak grat za 1000 zł. Wiadomo, jak takie wozy wyglądają. Tu coś odpada, tam coś nie działa, jeszcze gdzieś czegoś brakuje.
Z natury staram się wszystkie istotne niedoskonałości wymienić w treści ogłoszenia, ale wiele razy zdarzyło się, że kupujący kręcił nosem, że widoczna na każdym zdjęciu dziura w lewym nadkolu istnieje również w rzeczywistości.
Po takim festiwalu zawracania tyłka, kiedy z próby sprzedaży nic nie wynika, samochód trafia do zgniatarki
Wiadomo, że dobrego grata nikt nie zezłomuje, ale kiedy wóz jest dosłownie kupą nieszczęścia, a ewentualna sprzedaż jest jego ostatnią szansą na przetrwanie, to w pewnym momencie takie rozwiązanie staje się jedynym ekonomicznie uzasadnionym.
Inne opcje? Inwestycja w naprawy mechaniczne lub blacharskie, wykupienie ubezpieczenia na kolejny rok i możliwość dalszej egzystencji. Tylko w sytuacji, kiedy mam inne wydatki, a z samochodem nie wiążę już żadnej przyszłości, bo wysokość inwestycji przerasta potencjalne korzyści z jego posiadania, oddanie na złom jest jedyną możliwością rozwiązania problemu w sposób humanitarny.
Po oddaniu na złom problem z samochodem znika, ale pojawiają się “ratownicy” na białym koniu
Jeżeli myślicie, że utylizacja auta ukręci wszystkiemu łeb, to jesteście w ogromnym błędzie. Owszem, znika problem z niepoważnymi kupującymi, ale ich miejsce zajmują “ratownicy”, którzy zaczynają robić gównoburzę, że jak można było zezłomować taki pojazd. Okazuje się wtedy, że nie mam za grosz rozumu i godności człowieka, skoro oddałem wóz na złom.
Tyle że kiedy samochód jeszcze fizycznie istniał i był wystawiony na sprzedaż za śmieszną kwotę, to żaden z owych ratowników nawet nie zadzwonił. Każdy okazał się być typowym erotomanem-gawędziarzem, który najchętniej ocaliłby wszystkie graty na planecie, ale koniecznie cudzymi rękami i cudzymi pieniędzmi.
Pointa jest taka, że aby jeździć gratem, trzeba mieć bardzo silną psychikę
A najszczęśliwszym momentem w trakcie posiadania jest jego zakup. Później jest równia pochyła zakończona skandalem.
* Zdjęcie otwierające: Mino Surkala / Shutterstock.com



















