Samochód wie o tobie wszystko. Zapomnij o prywatności
Nowe samochody mogą wiedzieć o kierowcy więcej niż jego rodzina czy znajomi. Niektórych rodzajów zbieranych danych nawet się nie spodziewaliście. Zasłanianie kamerki w niczym nie pomoże.

Niektórzy kierowcy preferują starszą motoryzację pozbawioną niepotrzebnej technologii. Inni wolą, by samochód oferował wiele udogodnień – ekranów, kamer, mikrofonów i czujników. W teorii to tylko gusta i guściki jednak dla części kierowców powód pozostania przy starszych samochodach jest zdecydowanie głębszy. Chodzi o lęk przed podsłuchiwaniem, podglądaniem i zbieraniem danych przez producentów.

Prywatność w nowych samochodach nie istnieje
Spójrzcie, jak bardzo motoryzacja zmieniła się na przestrzeni kilku ostatnich dekad. Kiedyś klimatyzację, podgrzewane fotele, czujniki parkowania i wbudowany ekran uważano za luksus zarezerwowany dla najdroższych limuzyn. Dzisiaj bez takiego wyposażenia często nie wyobrażamy sobie nawet taniego miejskiego hatchbacka. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze sztuczna inteligencja i pojazdy autonomiczne, które wiążą się z implementacją jeszcze większej liczby czujników, kamer i urządzeń śledzących zachowanie kierowcy.
Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda dobrze. Wystarczy sparować telefon z samochodem albo zalogować się na konto Google, by mieć dostęp do mapy, przeglądarki, kalendarza, odtwarzaczy filmów, muzyki i innych aplikacji używanych na co dzień. W praktyce jednak nawet te źródła pozwalają producentom zbierać informacje takie jak numer karty kredytowej, kod CVC, odcisk palca, zatrudnienie, poglądy czy wiadomości e-mail. O imieniu, nazwisku, miejscu zamieszkania, numerze telefonu czy dacie urodzenia nawet nie wspomnę. Okazuje się, że to i tak jedynie wierzchołek góry lodowej.
Dobrym przykładem jest badanie z 2023 roku przeprowadzone przez Mozilla Foundation, podczas którego przeanalizowano politykę prywatności 25 najpopularniejszych marek. Wynika z niego, że 100 proc. z badanych producentów zbierało dane o użytkownikach również w celach innych niż te dotyczące działania pojazdu, a 88 proc. z nich tworzyło swojego rodzaju założenia na temat kierowcy. Co więcej, 76 proc. marek stwierdziło, że może sprzedawać zebrane dane osobowe, a 39 proc. producentów napisało w swojej polityce prywatności, że może sprzedawać je firmom trzecim. Mozilla Foundation przedstawiło też dokładną listę 165 przykładów zbieranych danych. Fundacja stwierdziła nawet, że samochody są oficjalnie najgorszą analizowaną kategorią produktów pod kątem prywatności.
W niektórych przypadkach to zrozumiałe
Oczywiście niektóre ze zbieranych danych takie jak lokalizacja, prędkość czy spalanie chyba każdemu wydają się potrzebne, ponieważ to właśnie dzięki temu komputer pokładowy działa, jak należy. Zresztą, tego typu dane są zbierane nawet w starszych samochodach. Niektórzy producenci poszli jednak o krok dalej, a wręcz za daleko. Nissan w swojej polityce prywatności wspomniał bowiem, że zbiera informacje dotyczące stanu zdrowia, a nawet te o aktywności łóżkowej. Brzmi to kontrowersyjnie, ale jeszcze bardziej zastanawia to, ilu innych producentów robi tak samo, a nie wspomina o tym bezpośrednio.
W ciągu ostatnich lat doszło do wielu przypadków, w których producenci pokazali, że pojęcie „troski o prywatność użytkownika” znaczy tyle, co nic. Sprzedaż danych o stylu jazdy kierowców przez General Motors, wyciek danych samochodów marki Volkswagen czy dostępność danych właścicieli Toyoty w internecie to niektóre z łagodniejszych przykładów. Przykładem tego, co realnie grozi użytkownikom, niech będzie chociażby skandal z udziałem Tesli z 2023 roku, gdy pracownicy udostępniali sobie nagrania z kamery służącej do monitorowania uwagi kierowcy, które przedstawiały też momenty nagości.
Czy zasłanianie kamery realnie w czymś pomoże? Raczej nie, bo nie zawsze wiadomo, kiedy dokładnie jest ona uruchomiona. Tak naprawdę nie istnieje coś takiego, jak złoty środek między kupnem nowego samochodu a ryzykiem podglądania, podsłuchiwania czy wycieku danych. Owszem, można po prostu jeździć starszym autem pozbawionym elektroniki, jednak przy obecnym rozwoju technologii i masie udogodnień na każdym kroku trudno odmówić sobie równie nowoczesnych rozwiązań w samochodzie.
Nie ma co liczyć na to, że świadomość kierowcy nagle całkowicie odmieni sytuacje. Może ona jednak choć trochę uchronić go przez wyciekiem danych. Zawsze można pogrzebać w ustawieniach samochodu i – jeśli się da – wyłączyć przesyłanie danych telemetrycznych do producenta. Warto też korzystać z systemu informacyjno-rozrywkowego samochodu bez łączenia się ze smartfonem, by odciąć pojazdowi jak najwięcej ewentualnych możliwości, z których mógłby czerpać dane o kierowcy. Pytanie tylko, czy zwyczajnie chce wam się w to bawić.
Więcej o zbieraniu danych przez samochody przeczytasz tutaj:







































