W samochodowym światku jest kilka niebezpiecznych tematów, które prawie zawsze wywołują emocje i polaryzują społeczeństwo. Kiedyś napisałem na łamach Autobloga w tym kontekście felieton dotyczący Polonezów, ale jest coś jeszcze gorszego.

Jest to mianowicie przerejestrowanie samochodu z czarnych na białe tablice rejestracyjne. Każdy, kto się tego dopuścił, jest przez społeczność internetową skazany na długie i bolesne katusze, połączone z wiecznym potępieniem. Ta pozornie dość podstawowa czynność administracyjna jest traktowana niemal na równi z obrażeniem czyjejś matki.
Na Facebooku jest kilka grup zrzeszających miłośników czarnych tablic rejestracyjnych
W czym oczywiście nie ma absolutnie nic złego - sam zresztą do jednej z nich należę. Jak podkreślałem wielokrotnie, szanuję wszystkich ludzi pozytywnie zakręconych, a jednym z przejawów tego zjawiska było niedawne śledztwo dotyczące istniejącej Skody Fabii zarejestrowanej na czarnej blaszce, o czym pisałem TUTAJ.
Problem polega wszakże na tym, że pomiędzy zainteresowaniami a fanatyzmem jest pewna granica, którą niektórym zdarza się przekraczać. Pół biedy, jeżeli ktoś po prostu cierpi w samotności, gorzej natomiast, jeżeli swoją frustrację zaczyna wylewać na inne osoby - takie, które miały czelność zbezcześcić czarne tablice rejestracyjne.
Najgorsze, co można zrobić, to przerejestrować samochód - niezależnie od okoliczności
Jeżeli jakieś auto zmieni tablice z czarnych na białe, jego właściciel zostaje przez takich ludzi wyklęty. Zaczynają się wycieczki osobiste, kwestionowanie czyjegoś ilorazu inteligencji i mało subtelne sugerowanie komuś fizycznej uległości urzędnikom państwowym.
Nie ma przy tym znaczenia fakt, czy ktoś zrobił to z konieczności, czy po prostu z własnego, niczym nie wymuszonego wyboru. Zbrodnia pozostaje zbrodnią, niezależnie od motywu i okoliczności towarzyszących. Ktoś miał czelność podnieść rękę na święte czarne tablice, więc internetowi szeryfowie czują się zobowiązani mu tę rękę odrąbać.
Zacznijmy od tego, że w świetle polskich przepisów, przerejestrowanie samochodu po zmianie właściciela jest aktualnie obowiązkiem
Fakt, nie opinia. To, że ktoś tego nie zrobił i nie otrzymał kary administracyjnej nie oznacza wcale, że ten przepis jest fikcją - po prostu nakładanie kar działa z pewnym opóźnieniem i ręka sprawiedliwości jeszcze kogoś nie złapała za kołnierz marynarki.
Owszem, w teorii jeżeli kogoś owa ręka w końcu dosięgnie, po zapłaceniu kary pieniężnej nie zostaje on wtrącony do ciemnego lochu, niemniej wizja płacenia grzywny w wysokości co najmniej kilkuset zł nie każdego pociąga w równym stopniu.
Nie każdy jest fanatykiem czarnych tablic i będzie z siebie wypruwał żyły, aby je pozostawić
Dlatego większość ludzi po prostu przerejestrowuje samochód i ma tzw. święty spokój, w tym np. porządek w dokumentach i brak segregatora umów kupna-sprzedaży. Jeżeli komuś zależy na pozostawieniu czarnych tablic i uskutecznia różne administracyjne akrobacje, jest to jednak wyłącznie czyjś własny wybór - jak ktoś chce wchodzić do domu kominem, a nie drzwiami, niech sobie wchodzi.
Chore jest jednak to, że grupa fanatyków wyzywa normalnych ludzi, którzy nie są na tym poziomie wtajemniczenia albo po prostu mają na czarne tablice kompletnie wywalone, bo zamiast bawić się w jakieś szachrajstwa, po prostu poszli do właściwego urzędu i zarejestrowali wóz zgodnie z obowiązującymi przepisami. Bo tak chcieli i tak zrobili.
Najwspanialsze są złote rady dotyczące płacenia kary administracyjnej
Wszak 500 czy 1000 zł to drobiazg, prawda? Oj tam, oj tam, najwyżej zapłaci się karę i można jeździć dalej na czarnych tablicach. Jeżeli ktoś miałby dla mnie takie złote rady, podałbym takiej osobie numer konta do wpłaty - jeżeli komuś tak bardzo zależy, abym nie przerejestrował samochodu na białe tablice, to niech przeleje mi równowartość późniejszej kary. Nie? To w takim razie poproszę wyjść i zamknąć drzwi od zewnątrz.
Kiedyś chciałem zrobić eksperyment społeczny, ale zostałem szybko zdemaskowany
Założyłem na Seata Rondę białe tablice z innego samochodu, który właśnie zarejestrowałem, po czym zrobiłem mu zdjęcia i wstawiłem post na Facebooka, aby sztucznie wywołać burzę i napisać o tym felieton. Niestety, ktoś szybko odkrył intrygę i post spadł z tablicy.
Mimo tego, ktoś zdążył złapać haczyk i nawet raczył napisać o mnie kilka ciepłych słów. Czyli chociaż celu w 100 proc. nie osiągnąłem, częściowo potwierdziło się to, o czym wiedziałem od początku i napisałem powyżej.
Podobną postawę ludzie przyjmują także w stosunku do tablic flagowych, chociaż rzadziej
Nie jest to na szczęście ten sam poziom zamordyzmu, ale tzw. flagowe tablice rejestracyjne również mają swoich amatorów i fanatyków. Niewtajemniczonym przypomnijmy, że owe tablice to wydawany w latach 2000-2006 wzór, gdzie w miejscu symbolu Unii Europejskiej znajdowała się polska flaga.
Pomimo tego, że wzór graficzny i układ znaków jest taki sam, jak na tablicach wydawanych po 2006 roku, tablice flagowe uznawane są za nieaktualne, tak że w przypadku ponownej rejestracji podlegają one wymianie na nowe, unijne tablice rejestracyjne.
Fanatyzm jest gorszy od nadgorliwości
Sam zaliczam się do tych ludzi, którzy lubią auta na czarnych tablicach. Staram się takie blachy utrzymać jak najdłużej, ale bez przekraczania pewnych granic. Tylko że sam o tym decyduję, a nie grupa internetowych napinaczy, którzy wszystkich mierzą według swojej miary.
Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.