REKLAMA

Kryzys hydrologiczny dotyka je w dużym stopniu. Wiele z nich nie funkcjonuje

Niski poziom wody w rzekach ma również negatywne konsekwencje dla transportu drogowego - wiele przepraw promowych pozostaje nieczynnych i póki co niewiele wskazuje na to, aby sprawy miały się polepszyć.

Kryzys hydrologiczny dotyka je w dużym stopniu. Wiele z nich nie funkcjonuje

Promy nie pływają, ponieważ nie są w stanie przeprawić się przez rzekę o tak niewielkiej głębokości. Podczas ostatniej podróży wzdłuż Wisły chciałem skorzystać z przepraw promowych w Nieszawie oraz Solcu Kujawskim - w obu przypadkach statki nie kursowały.

Rzut oka na stan rzeki rozwiewał wszystkie wątpliwości - wody było tak mało, że na potencjalnej trasie promu widać było dno, na którym siedziało sobie ptactwo.

Wiele przepraw promowych w Polsce ma aktualnie status "nie kursuje do odwołania"

Wspomniane powyżej promy na Wiśle to tylko dwa przykłady, ale problem jest ogólnokrajowy i dotyczy większości przepraw samochodowych przez rzeki. Oczywiście, tekst nie ma z założenia wymieniać w słupku wszystkich takich przypadków, a jedynie przedstawić zjawisko samo w sobie i zwrócić uwagę, że kryzys hydrologiczny zbiera też swoje żniwo w transporcie drogowym.

Zrzut ekranu ze strony nieszawa.pl
Taka sytuacja.

Prom samochodowy, nawet jeżeli ma wyłącznie postać niewielkiej barki, jest wrażliwy na niski poziom wody. Inaczej niż barka wożąca wyłącznie ludzi i rowerzystów, musi mieć on większe zanurzenie, a przez to w sytuacji kryzysu będzie po prostu szorował stępką po dnie. Dlatego kiedy poziom wód opada, żegluga śródlądowa zamiera.

Problem jest dotkliwy zwłaszcza tam, gdzie brakuje alternatywy w postaci mostu drogowego

Pół biedy, jeżeli przeprawa ma charakter turystyczny - wtedy główny ciężar ruchu drogowego i tak opiera się na infrastrukturze drogowej, a transport wodny funkcjonuje jedynie uzupełniająco. Gorzej, jeżeli to właśnie prom jest głównym środkiem transportu.

Taka sytuacja ma miejsce w województwie lubuskim, gdzie z uwagi na niski poziom wody w Odrze wyłączone z eksploatacji są dwie przeprawy promowe: w Połęcku na drodze wojewódzkiej nr 138 i w Pomorsku na drodze wojewódzkiej nr 281.

To nie tak, że ludzie w obu przypadkach są odcięci od świata, niemniej generuje to problem wydłużania drogi do najbliższego mostu, co jest uciążliwe zwłaszcza w przypadku lokalnych podróży.

Najgorzej wychodzą na tym ludzie poruszający się na krótkich odcinkach

Kiedy przykładowo jadę sobie gdzieś na odległość co najmniej kilkudziesięciu kilometrów, przejechanie naokoło nie zrobi mi aż takiego problemu. Kiedy zaś mieszkam np. 3 kilometry od miejscowości po drugiej stronie rzeki i potrzebuję dostać się właśnie tam, mam przerąbane. Z 3 kilometrów nagle robi się np. 50, a jeżeli trasę należy pokonywać codziennie, skala problemu staje się już mocno odczuwalna.

Zrzut ekranu ze strony Zarządu Dróg Wojewódzkich w Zielonej Górze.
Jakby problemów było za mało, trzecia przeprawa w Brodach (w pobliżu tej w Pomorsku) jest aktualnie wyłączona z powodu remontu.

Niemniej, nawet w przypadku przepraw o charakterze turystycznym, jej przestój to brak zarobku dla operatora

Prom nie pływa za darmo, a jednym z jego źródeł utrzymania są korzystający z niego pasażerowie. Jeżeli przeprawa nie kursuje, to na siebie nie zarabia, a skoro nie zarabia, to właściciel na tym traci. Był to jeden z powodów, przez który w ubiegłym roku zaprzestano eksploatacji połączenia promowego w podwarszawskich Gassach - liczne przestoje, a także m.in. spowodowana niskim stanem wody awaria barki spowodowały, że biznes przestał się w pewnym momencie ekonomicznie spinać.

Nieczynny prom w Nieszawie.

Część przepraw nie jest na szczęście zagrożonych

Mowa tutaj np. o promie w Gdańsku-Świbnie, który znajduje się tuż przed samym ujściem Wisły do Bałtyku. Aby tutaj nastąpił tak daleko posunięty kryzys, że przeprawa nie byłaby w stanie pływać, musiałby mieć miejsce prawdziwy kataklizm. A prom w tym miejscu jest bardzo ważny, z uwagi na panujący w sezonie wakacyjnym intensywny ruch na trasie wschód-zachód w obrębie Zalewu Wiślanego.

Inny przykład to prom w Świnoujściu, ale w jego przypadku straty wynikające z nieplanowanego postoju byłyby nieporównywalnie mniejsze. To z uwagi na otwarty od pewnego czasu tunel drogowy, który chociaż nie wyparł promu w 100 proc., to przejął znaczną część ruchu tranzytowego.

Sytuacja powtarza się corocznie, ale w tym roku jest wyjątkowo źle

Nie jest tak, że niski stan wody w rzekach unieruchomił przeprawy promowe po raz pierwszy w historii - tak dzieje się bodaj w każdym sezonie letnim. Niemniej, rzadko kiedy problem przybierał aż taką skalę, jak dzieje się to obecnie.

Michal Reicher
Redaktor

Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.