W tym miejscu można przeprawić się unikatowym promem. To jedyna taka konstrukcja
Promy samochodowe to w Polsce temat dość powszechny. Najciekawsze są jednak nie te, które mają do pokonania kilkanaście metrów górnego biegu rzeki. Najlepsze są te, które przecinają kilkudziesięciometrowy strumień dolnego biegu rzeki - tak, jak prom w Nieszawie.

Przeprawa ta łączy miasteczko Nieszawa z kilkoma miejscowościami na wschodnim brzegu Wisły, m.in. z Miszkiem, Dzierżączką czy Starymi Rybitwami. Zasadniczo, najważniejszą funkcją promu jest po prostu połączenie w relacji wschód-zachód, albowiem najbliższy ogólnodostępny most drogowy znajduje się daleko na południe - we Włocławku.
W drugą stronę nawet jeszcze dalej, bo aż w Toruniu. Dlatego prom w tym miejscu ma nie tylko walor turystyczny, ale również i komunikacyjny.

Prom w Nieszawie to unikatowy bocznokołowiec
Wartością dodaną przeprawy w Nieszawie jest specyficzna jednostka pływająca, będąca barką o napędzie bocznokołowym. Nie jest jednak prawdą to, co czasami dopowiadają ludzie, że statek ów ma już kilkadziesiąt lat, ponieważ ten obecnie kursujący został zwodowany na początku lat 90.


Statek wybudowano dokładnie w 1991 roku i jest podobno jedną z dwóch jednostek tego typu, chociaż drugiej kompletnie nie kojarzę. Obie powstały w stoczni w Sandomierzu, a więc kawałek stąd, chociaż miasto również leży przy Wiśle, więc transport był ułatwiony.
2 maja 1992 roku prom rozpoczął regularną służbę w Nieszawie, przeprawiając się przez rzekę do Starych Rybitw i nazad.
Prom w tym miejscu kursuje oczywiście od czasów Mezopotamii
Historia przeprawy sięga oczywiście kilka wieków wstecz, co jest dość typowe w większości przypadków - obecny prom, chociaż nowoczesny, to stanowi ewolucję połączenia znajdującego się tutaj od nawet kilkuset lat. Skupmy się jednak na czasach bardziej nowożytnych, związanych z transportem pojazdów.
Powiedzmy, że dla przeprawy w Nieszawie pewnego rodzaju przełomem był rok 1933, kiedy to władze miasta zakupiły stalowy prom transportowy, holowany z brzegu na brzeg łodzią motorową. Było to pierwsze połączenie w tym miejscu, które wykorzystywało samodzielny napęd, a nie ludzką siłę mięśni.
Wcześniejsze wzmianki mówią o drewnianych barkach, zwykłych łodziach, ewentualnie statkach parowych - te ostatnie były wydzierżawiane z innych przedsiębiorstw w przypadku zwiększenia intensywności ruchu, niemniej technicznie przystosowane były do przewożenia wyłącznie ludzi.
Po wojnie barkę z łodzią motorową zastąpił statek Wodnik
Dzierżawiony corocznie od Żeglugi Rzecznej, ponieważ Nieszawa po utylizacji poprzedniej, mocno już wyeksploatowanej jednostki, nie dorobiła się jeszcze swojej własnej. Nie udało mi się dotrzeć do fotografii tego statku, niemniej z opisu wynika, że był on od początku przewidziany do przewożenia pojazdów, a pod kątem służby w Nieszawie rozbudowano go celem zwiększenia pojemności.
Podobno wycofany został w 1970 roku, po około 20 latach służby.
Po Wodniku ponownie zaczęła pływać barka ciągnięta przez łódź motorową
Można powiedzieć, że historia w pewnym sensie zatoczyła koło, ponieważ taki sam układ obowiązywał od lat 30. do początku lat 50. Konstrukcja promu była prosta - płaskodenna barka o pojemności kilku samochodów, a równolegle do niej przycumowana łódź, prowadząca ją z brzegu na brzeg. Podobny układ, choć w zdecydowanie większej skali, ma słynny prom w Gdańsku-Świbnie.
Według źródeł, nie było jednej, stałej jednostki odpowiedzialnej za holowanie barki. Łodzie się zmieniały - na TYM zdjęciu widać przykładowo łódź Mucha, która przypięta jest do promu i realizuje kurs z Nieszawy do Starych Rybitw. Taki stan rzeczy utrzymywał się do momentu zwodowania obecnie pływającego statku.
Niestety, prom w Nieszawie obecnie nie kursuje do odwołania
Prom w Nieszawie, podobne jak i inne promy na dolnym odcinku Wisły, nie mają ostatnio lekkiego życia ze względu na niski poziom wody. Przeprawa, jak co roku, wystartowała z początkiem Majówki, niemniej obecnie jest chwilowo zawieszona, do momentu wezbrania Wisły do sensownego poziomu.

Tym razem, co widać na zdjęciach, mi się nie udało, ale spróbuję kolejnym razem - może wtedy wody przybędzie i prom wznowi kursowanie.
Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.