Zabytki na ratunek. Te wozy nie pękają na robocie
Pożar to zawsze okropna rzecz. Niemniej, warto odnotować pewne zjawisko, które często towarzyszy takim sytuacjom - na akcje wyjeżdżają wszystkie możliwe sprzęty, a najtwardsi zawodnicy to zarazem ci najbardziej doświadczeni.

Ogromne połacie lasu nieopodal Warszawy trawi pożar, a że sprawa jest naprawdę poważna, na baczność postawiono wszystkie możliwe jednostki straży pożarnej. Wystarczyło krótkie przewijanie zdjęć z miejsca akcji, aby wyhaczyć co ciekawsze wozy biorące udział w operacji.
Jelcz 005 na podwoziu Stara serii 200 to wciąż normalny wóz strażacki
Wozy tego typu to dość powszechny widok w jednostkach OSP w mniejszych miasteczkach, tak że fakt ich pojawienia się na miejscu akcji był raczej wyłącznie kwestią czasu. Wiele z tych pojazdów pochodzi jeszcze z lat 80. i 90., natomiast większość na przestrzeni lat eksploatacji poddana została modernizacjom, m.in. przez wyposażenie w nowocześniejszy osprzęt gaśniczy i ratunkowy.
Jelcze na podwoziu Stara może i nie są zbyt nowoczesne, ale za to niemal niezniszczalne. "Niemal", ponieważ jak to w przypadku doświadczonego sprzętu bywa, czasami może zdarzyć się awaria:
Tatra 148 to już rzadkość nawet w Czechach i Słowacji
Ten wóz być może dźwignie jeszcze więcej od Stara, ale wymaga naprawdę fachowej ręki w prowadzeniu. Kiedy natomiast na pełnym bucie jedzie na akcję, ryk widlastej "ósemki" chłodzonej powietrzem jest tak donośny, że zagłusza nawet syrenę alarmową. Tatrę kilka lat temu widziałem, kiedy stała wystawiona gdzieś na zewnątrz, ale byłem przekonany, że robiła wyłącznie za ekspozycję. Jak widać, myliłem się, ponieważ sprzęt cały czas utrzymywany jest pod parą. Ten model Tatry, pomimo zaawansowanego wieku, cechuje się dużą dzielnością terenową, dlatego nadaje się wybitnie do opanowania zaistniałej sytuacji - wjedzie tam, gdzie inny uklęknie.
Niestety, wóz w wyniku dużego wysiłku wymagał wsparcia - co konkretnie się wydarzyło, opisane jest w treści posta:
Tatry 148 na robocie stanowią rzadkość nawet w macierzystych Czechach i na Słowacji. Czasami idzie je spotkać, ale w przypadku lokalnej straży pożarnej stanowią raczej wyjątkowe przypadki, nawet na prowincji.
Jednostki OSP użytkują mnóstwo wiekowego sprzętu, który wciąż ratuje ludziom życie
Nieraz wozy mają po kilkadziesiąt lat i raczej stanowią awaryjną rezerwę, ale kiedy jest taka potrzeba, natychmiast stają na baczność. Stare Jelcze, DAF-y, Magirusy, Steyry i inne podobne konstrukcje to cały czas normalny widok w remizach.
Trudne akcje wymagają sięgania po ciężki sprzęt nie tylko w przypadku pożarów. Kiedy minionej zimy Polskę nawiedziły potężne śnieżyce, kraj przed zagładą ratowały sędziwe radzieckie pługi, o czym pisałem wówczas TUTAJ.
Można natomiast powiedzieć, że w straży pożarnej czas płynie wolniej. Kiedy wozy policyjne i karetki pogotowia są regularnie wymieniane na nowe, pojazdy strażackie potrafią pozostawać w służbie narodu przez wiele lat.
To nie jest zarzut - raczej wyraz podziwu i szacunku.



















