Busy będą mieć tachografy. Polacy już wymyślili, jak to obejść
Już za mniej niż pół roku busy o masie pomiędzy 2,5 a 3,5 tony będą podlegać znacznie surowszym przepisom. Obowiązkowym wyposażeniem stanie się tachograf, więc przedsiębiorcza sól polskiej ziemi już szuka sposobu, żeby to obejść. Pojawiły się oferty przerobionych małych busów, które mają gołębnik na nogi.

Największą zaletą busów o masie powyżej 2,5 t i poniżej 3,5 tony był brak tachografu, a co za tym idzie brak konieczności wykonywania przewidzianych prawem przerw. Powiedzenie bus musi latać nie wzięło się z kosmosu. Kierowca samochodu ciężarowego o masie powyżej 3,5 t ma normowany czas pracy na podstawie przepisów, czyli mówimy o 9 godzinach dziennie (maksymalnie 90 godzin w ujęciu dwóch tygodni). Do tego po 4,5 godzinach jazdy trzeba zrobić przerwę trwającą 45 minut. To takie ogólne założenia, bo jest jeszcze kilka niuansów w zasadach rozliczania czasu pracy kierowców, ale nie jesteśmy portalem od ciężarówek, więc pominiemy je.
Szybko odkryto, że znakomitym sposobem na obejście przepisów jest wykorzystywanie busów o ładowności poniżej 3,5 t, które mogły latać praktycznie bez przerwy. Powstały specjalne wersja z tzw. kurnikami, czyli miejscem do spania, tak żeby kierowca busa jak najrzadziej z niego wychodził. To jedna z najbardziej patologicznych branży rynku transportowego. Mój znajomy postanowił sobie kilka lat temu dorobić na takim busie i przez 3 tygodnie latał na trasie Niemcy, Austria, Czechy, Węgry. To doświadczenie go zmieniło, bo jeszcze nigdy w życiu nie musiał pracować tak dużo i nie ładował w siebie hektolitrów energetyków, żeby nie zasnąć w trasie. Po powrocie do kraju stwierdził, że to był pierwszy i ostatni raz. I to najlepsze podsumowanie patologii trawiących rynek. Postanowiono to ucywilizować i nałożono wymóg tachografu dla busów o masie powyżej 2,5 t. Zmiany wchodzą w życie, ale już teraz wiemy, że chociaż miały powstrzymać patologię, to przy okazji stworzyły kolejną.
Busy z gołębnikiem. Bo miejsca jest zbyt mało
Zaprzyjaźniony portal 40ton.net odnalazł w sieci ofertę polskiej firmy, która pokazują, że w tym kraju kombinowanie mamy we krwi. To zabudowa stworzona na bazie kabiny busa Piaggio Porter NP6, który ma kabinę o szerokości 1,64 m. Tak wąska kabina utrudnia zamontowanie łóżka i miejsca do spania, więc polska firma produkująca zabudowy wpadła na nietypowy pomysł. Stworzyła system poszerzania kabiny na prawy bok, dzięki czemu w środku można zamontować materac o długości 1,97 m i szerokości 0,64 m. Dzięki temu kierowca takiego busa będzie miał możliwość, by się przespać.
Obejrzyjcie dokładnie te zdjęcia. Widać na nich gołębnik, który uzyskuje się po odchyleniu części kabiny, dzięki czemu kierowca może wsadzić nogi lub głowę w dziurę.









Największą zaletą Piaggio Porter NP6 jest jego waga - pozwala zabrać około tony ładunku i zmieścić się w limicie 2,5 t DMC. A że pojazd nie powstał z myślą o trasach międzynarodowych, tylko o centrach miast, gdzie szerokość jest problemem? To tylko znak, że Włosi mają zbyt mało wyobraźni, której z kolei my mamy w nadmiarze. Silnik ma pojemność 1,5 l, to wolnossąca benzyna z pięciobiegową skrzynią biegów i bez tempomatu. Przeczytałem komentarze o tym pojeździe i wychodzi z nich, że jazda 100-110 km/h tym pojazdem to już wyczyn i trzeba mieć dużo samozaparcia, żeby to robić. Ciekawe czy takie pojazdy omijające europejskie przepisy przyjmą się, czy jednak pozostaną ciekawostką.
I od razu zaznaczam - wcale nie winię polskiej firmy za takie konstrukcje, bo nie zrobiłaby jej, gdyby nie potrzeby rynkowe.
zdjęcie: Lamax, pobrane zgodnie z prawem dozwolonego cytatu







































