Nie jest elektryczny i nie ma klimy. Nadal wozi pasażerów
W zalewie hybryd i chińskich aut elektrycznych można jeszcze czasami trafić prawdziwą perłę na służbie w branży przewozu osób. I to w bardzo reprezentacyjnym miejscu w dużej aglomeracji.

Przed dworcem kolejowym w Katowicach, w Aglomeracji Górnośląsko-Zagłębiowskiej, jak gdyby nigdy nic, w 2026 roku stał sobie piękny Mercedes W124, popularny u nas Baleron. O ile samochód ten jest w Polsce i na świecie jednym z synonimów taksówki, o tyle spotkanie go obecnie na robocie jest już widokiem niezwykle rzadkim.
Właściciel ma go od 20 lat i nagniata nim każdego dnia
Mercedes na żadną emeryturę się nie wybiera, bo nie ma takiej potrzeby. Wóz pochodzi z 1992 roku, a w rękach aktualnego właściciela znajduje się od 20 lat. Jeździ, hamuje, skręca, świeci i trąbi, dlatego nie ma najmniejszej potrzeby rozglądania się za nowym wozem, bo i po co?

Przebieg wozu wynosi aktualnie około 750 tysięcy kilometrów. To dość typowa liczba dla starego Mercedesa, dlatego kiedy padła w naszej rozmowie ani mi, ani mojemu rozmówcy nie drgnęła nawet powieka. Typowy dzień w biurze.
To Mercedes W124 200D, czyli najsłabsza wersja tego auta
Jak taksówka spod znaku Gwiazdy, to obowiązkowo z niezniszczalnym Dieslem pod maską. Ten egzemplarz napędza dwulitrowy silnik OM601 o mocy zawrotnych 72 koni mechanicznych. Dla uzupełnienia, połączony jest z 4-biegowym manualem.
Taka konfiguracja ma dwie dość przeciwstawne cechy: dynamikę starszej pani podpierającej się balkonikiem, a zarazem długodystansowość maratończyka w sile wieku. Dla taksówkarza, który jeździ takim autem głównie w warunkach miejskich, to bardzo dobra konfiguracja - silnik Diesla, chociaż mocy ma niewiele, dobrze odpycha się momentem obrotowym, a przy tym potrzebuje szklanki oleju napędowego na cały dzień pracy.
Auto nie sprawia najmniejszych kłopotów, czasami tylko trzeba dla świętego spokoju otworzyć maskę
Jak powiedział właściciel, maskę otwiera głównie dlatego, aby nie zapomnieć, jak wygląda silnik - Mercedes jest do tego stopnia bezproblemowy, że poza okresową wymianą płynów eksploatacyjnych nie ma żadnej potrzeby dokonywania poważniejszych napraw.
Co istotne w przypadku tego egzemplarza, trzyma się on bardzo dobrze również pod kątem blacharskim. Mercedesy z tych lat, na tzw. szerokiej listwie, lubiły bowiem dość mocno korodować, a to właśnie z uwagi na wilgoć gromadzącą się pod owymi ozdobnymi panelami. Dotyczyło to właśnie m.in. Mercedesów W124, ale również i 190-tek W201.
Najeździłem się takimi taksówkami za dzieciaka i nastolatka
Każdy, kto interesuje się motoryzacją od co najmniej początku XXI wieku, czuje wątek "Balerona w budyniu", czyli wspomnianego Mercedesa pracującego w roli taksówki. Starsze pokolenia kojarzą również modele W123, a nawet W115, ale mój rocznik związany jest najbardziej z przejazdami W124 - czy to z rodzicami za małolata, czy później samodzielnie za nastolatka i dorosłego człowieka.
Dzisiaj widok Mercedesa W124 na taksówce jest już bardzo rzadki, ale to też nie tak, że takie samochody wyginęły całkowicie. Kojarzę sprawne i wciąż użytkowane sztuki np. w nieodległym Bielsku-Białej, ale także i w mocno oddalonym Lublinie. Starsze auta odchodzą ze służby, ale trochę ciekawych egzemplarzy można jeszcze spotkać.
I to nie tylko Mercedesów i nie tylko w Katowicach. A skoro już jesteśmy w temacie, to pod katowickim dworcem przystaje też czasami inny rodzynek, a mianowicie Saab 9000 - to już jednak temat na inne opracowanie.
Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.