REKLAMA

Będę godzinę jechał do Warszawy. Ale ja wolę do zoo w Zamościu

Z zainteresowaniem obejrzałem mapkę przyszłości polskiej kolei. Fajna, tylko dlaczego wszystkie drogi prowadzą do Warszawy? Do zoo w Zamościu pojedźcie.

Będę godzinę jechał do Warszawy. Ale ja wolę do zoo w Zamościu

Rząd pochwalił się programem Nasza Kolej. Będzie dobrze, a nawet jeszcze lepiej, i niedługo przewieziemy pół Europy albo nawet całą. Pociąg stanie się pierwszym wyborem w podróży, a całą Polskę przejedziemy w trzy godziny.

Rozwój kolei popieram całym sercem, ale dlaczego na mapce promującej projekt wszystkie drogi prowadzą do Warszawy? Ta destynacja i ultrakrótkie czasy podróży dobitnie pokazują, że jest to przyszłość przejazdów służbowych. A ja bym chciał dojechać pociągiem do zoo w Zamościu, bo trudno o bardziej zabawny kolejowy rozkład jazdy.

Nasza kolej na szybkie pociągi

Nie będę tu opisywał założeń programu promowanego hasłem "nasza kolej", niech politycy się tym zajmują. Przyznam tylko, że kolej faktycznie się rozwija, ale też ciągle przegrywa przy każdym mrozie, czego sam doświadczyłem wielokrotnie w tym roku. Mróz zapewne zostanie pokonany. Tak przedstawia to promocyjna mapka.

Tych map jest oczywiście więcej i sam dojazd do Warszawy to tylko część programu. Na tej widzimy niezwykle krótkie czasy dojazdu do stolicy z różnych miast Polski. Z Lublina będę mógł dojechać w godzinę. Radomianie uwiną się w 50 minut, a jeszcze szybciej poradzą sobie mieszkańcy Łodzi – w 40 minut. Gdańsk w 100 minut też robi wrażenie.

Piękna to wizja, ale niech ktoś powie, ile będzie kosztował bilet, który zapewni mi przejechanie połowy Polski w godzinę i 40 minut. Już teraz za bilety dla całej rodziny, z ulgami, z Lublina do Gdańska mogę zapłacić 580,28 zł, tylko w jedną stronę. Wystarczy zdecydować się na połączenie z wykorzystaniem Pendolino.

Po sukcesie programu pewnie będzie drożej, bo jeszcze szybciej. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jest to mapka podróży służbowych, a nie żaden plan, w którym rodziny z dziećmi rezygnują z samochodu na rzecz pociągu.

Nie wszyscy chcą jechać do Warszawy

Wszystkie pociągi prowadzą do Warszawy – to potwierdza, że pociągiem jeździ się załatwiać interesy. Jest to mapka podróży, w których bilety swoim pracownikom kupują korporacje. Dla kontrastu może opowiem, jak można dojechać z Lublina do zoo w Zamościu.

Są to dwa duże miasta we wschodniej Polsce, za wielu korporacji tu nie ma. Dlatego połączenia kolejowe między nimi wyglądają jak wyłamana rogatka.

Pewnego dnia wymyśliłem sobie, że pojadę z dziećmi do zoo w Zamościu. Droga samochodem nie jest specjalnie wdzięczna, ciągnie się niesympatycznie, mimo że miasta dzieli tylko 90 km. W ramach atrakcji chciałem skorzystać z kolei zamiast kisić się w samochodzie.

Połączenie kolejowe Lublin–Zamość

A połączenia prezentują się tak.

Lublin-Zamość

Pierwsze połączenie bezpośrednie jest o godzinie 13:32. Po dwóch godzinach jazdy – autem jedzie się półtorej godziny, a przypominam, że to tylko 90 km – wysiadamy o 15:32.

Od razu uprzedzę: nie mam wystarczająco dużo fantazji, by na dystansie możliwym do przejechania rowerem przesiadać się w Zawadzie – nawet nie wiem, gdzie leży Zawada – i tym samym korzystać z wcześniejszych połączeń.

Kasy zoo w Zamościu zamykają o godzinie 18. Trochę niewiele czasu pozostałoby na zwiedzanie. Ale, ale – o 18 to się do domu nie wraca, to jest za późno. Ostatni bezpośredni pociąg z Zamościa do Lublina odjeżdża o 13:36, czyli przed naszym przyjazdem.

Zamość-Lublin

Po godzinie 18 jest tylko jedna opcja powrotu do domu i trzeba się przesiadać. Jeśli się spóźnimy, czekamy do 5:41, ale za to na pociąg bezpośredni. Dzieci na pewno poznałyby wtedy na dworcu wiele nowych zwierzątek.

Może nie byłem najbardziej uważnym słuchaczem rządowego przekazu, ale nie do końca wychwyciłem, że informacje o poprawiającej się siatce połączeń między dużymi miastami położonymi w jednym województwie. Termin, kiedy poprawia sytuacja na takich odcinkach jak Lublin-Zamość, też nie jest znany.

Nie ma co się przejmować. Przecież w Warszawie też mają zoo.

Grzegorz Karczmarz
Redaktor

Redaktor prowadzący Autoblog.pl. Współtworzy dział Porady, choć stanowczo woli dział Jednoślady, gdzie testuje wszystko, co ma dwa lub trzy koła. Najchętniej jeździłby na co dzień Piaggio Ape, bo uważa, że koła z doczepionym dachem to wystarczający środek transportu. W połowie życia postanowił zostać dziennikarzem motoryzacyjnym i mu się udało. Pracował i wciąż współpracuje z DEKRA, a gdy nie ma go na Autoblogu, to jeździ po Polsce przeprowadzając audyty.