Wjeżdżasz w dziurę wielkości umywalki i próbujesz ustalić, do kogo wysłać rachunek za felgę. Brzmi jak zadanie na pół godziny. I tak powinno być, ale mieszkasz w Polsce.

Zacznijmy od dobrej wiadomości, bo tych nam wkrótce zabraknie. Na początek musimy sprawdzić, co mówi prawo, a ono jest tu zaskakująco proste. Ustawa o drogach publicznych w art. 19 mówi wprost, kto jest zarządcą:
- dla dróg krajowych – Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad,
- dla dróg wojewódzkich – zarząd województwa,
- dla dróg powiatowych – zarząd powiatu,
- dla dróg gminnych – wójt, burmistrz albo prezydent miasta.
Cztery kategorie, czterech zarządców, jeden artykuł ustawy. Można to przeczytać przy kawie. Problem w tym, że w praktyce musisz najpierw wiedzieć, jakiej kategorii jest droga. A tego asfalt ci nie powie. To wynika z uchwały. I tu zaczyna się polska rzeczywistość.
Teoria vs praktyka
Jeśli droga ma numer, masz fart. Krajowa to DK z numerem, wojewódzka to DW. Numer widać na mapie, kategoria wynika z numeru, zarządca z kategorii. Sprawa zamknięta, możesz adresować kopertę z fakturą. Tyle że większość dróg w Polsce żadnego numeru na tabliczce nie ma. To te wszystkie uliczki, dojazdy, łączniki i drogi przez wieś, którymi jeździsz codziennie i które są albo gminne, albo powiatowe, albo wcale nie są drogami publicznymi. I dopiero tutaj robi się ciekawie.
Jest jeszcze osobna kategoria, a mianowicie drogi wewnętrzne. Mieści wszystko to, co nie zostało zaliczone do żadnej kategorii dróg publicznych: osiedlowe parkingi, drogi w zakładach, dojazdy do pól, działek, posesji, część uliczek pod blokami. Tu zarządcą nie jest wójt ani dyrektor, tylko – cytując ustawę – zarządca terenu, na którym droga leży, a gdy go nie ma, właściciel terenu. Czyli spółdzielnia, deweloper, wspólnota, Lasy Państwowe albo pan Heniek, który nigdy się nie dowie, że jest zarządcą drogi.

Jak więc ustalić, kto odpowiada za konkretny kawałek nawierzchni? Teoria mówi: sprawdź ewidencję. Każdy zarządca z mocy ustawy zobowiązany jest do prowadzenia ewidencji swoich dróg. Pięknie. Tyle że nie ma jednej, ogólnopolskiej, w której wpiszesz adres i wyskoczy nazwisko. Jest blisko dwa i pół tysiąca gmin i 380 jednostek na szczeblu powiatowym, a każda prowadzi własną dokumentację. Osobno. Po swojemu. Część w BIP, część w segregatorze, część w notatniczku pani z wydziału ewidencji.
Przecież mamy XXI wiek
Pojawia się pokusa, żeby zrobiło to za ciebie narzędzie. Rządowy geoportal pokaże co prawda przebieg drogi, działkę, właściciela gruntu i numery dróg krajowych, ale pola „zarządca drogi” tam nie znajdziesz, bo go po prostu nie ma. Co gorsza, właściciel gruntu i zarządca drogi nie zawsze są tym samym podmiotem, więc nawet jak uda ci się coś znaleźć, szybko może się to okazać ślepym zaułkiem. Dosłownie.
Do QGIS-a wczytasz warstwy z OpenStreetMap z numerami i klasą drogi, podepniesz usługi GDDKiA, dorzucisz bazę topograficzną BDOT10k z kategoriami. Tylko QGIS niczego nie wie sam z siebie. Pokaże dokładnie tyle, ile mają warstwy, które do niego wrzucisz. Nie istnieje powszechnie dostępna, kompletna baza pozwalająca jednym kliknięciem ustalić zarządcę każdej polnej drogi. Nikt jej nie stworzył, bo to mrówcza robota. Stawianie QGIS-a, żeby ustalić winnego jednej dziury, to jak kupno tokarki, żeby zaostrzyć ołówek.
Realnie wygląda to tak, że robisz to wszystko ręcznie. Najpierw ustalasz, w jakiej gminie leży droga. Potem wchodzisz do BIP-u tej gminy i szukasz wykazu dróg albo uchwały o zaliczeniu do kategorii dróg gminnych. To dokument wiążący, publikowany w wojewódzkim dzienniku urzędowym, i to on przesądza sprawę. Jak droga figuruje w uchwale jako gminna, winny jest wójt. Jak jej tam nie ma, to prawdopodobnie powiatowa albo wewnętrzna, więc zaczynasz zabawę od nowa, piętro wyżej.
Łatwo nie jest
I tu liczby robią się złośliwe. Z danych GUS za 2024 rok wynika, że sieć dróg publicznych w Polsce ma ponad 421 tys. km. Drogi krajowe, te z numerami i jasnym zarządcą, to ledwie 19,5 tys., czyli 4,6 procent całości. Reszta to drogi wojewódzkie (29,5 tys. km), powiatowe (ponad 124 tys. km) i gminne (248 tys. km). Dwie ostatnie kategorie to razem to 88,4 procent całej sieci, a same gminne, czyli te najczęściej bezimienne, stanowią prawie 59 procent. A to dane sprzed ponad roku, więc liczby te jeszcze urosły. Innymi słowy: dla zdecydowanej większości polskich dróg odpowiedź na pytanie „Kto tu rządzi?” jest najtrudniejsza do znalezienia.

Co gorsza, kategorie potrafią spływać w dół jak woda. Ustawa przewiduje mechanizmy przekazywania odcinków między kategoriami dróg po zmianach przebiegu sieci. Po wybudowaniu nowego odcinka stary fragment drogi krajowej wpada do wojewódzkich, wojewódzki do powiatowych, a powiatowy do gminnych. Lasy Państwowe nierzadko przejmują drogi od gmin (albo odwrotnie). Twoja dziura mogła więc parę lat temu należeć do kogoś, a dziś być zmartwieniem kogoś zupełnie innego – najczęściej najbiedniejszego ogniwa w łańcuchu, czyli gminy.
Jak ustalić zarządcę drogi krok po kroku
- Sprawdź numer drogi.
- Sprawdź kategorię w Geoportalu.
- Poszukaj wykazu dróg gminnych w BIP.
- Jeśli nic nie znajdziesz – zapytaj starostwo albo powiat.
- Jeśli droga nie jest publiczna – ustal właściciela działki.
- Jeśli właściciel nie jest zarządcą – poproś o stosowne dane kontaktowe.
- Napij się melisy.
Co to mówi o Polsce?
Mniej więcej to, co dziura w jezdni mówi o stanie utrzymania. Dane o drogach są rozsypane między GDDKiA, szesnaście województw, ponad trzysta powiatów i blisko dwa i pół tysiąca gmin. Każdy zarządca pilnuje swojego i nikt nie ma obowiązku, żeby spiąć to w jeden rejestr, w którym zwykły człowiek kliknie i zobaczy odpowiedź. System był projektowany pod urzędnika, nie pod kierowcę z rozbitą felgą.
Mamy prawo, które jasno wskazuje winnego, i kompletny brak narzędzia, które pozwoliłoby tego winnego znaleźć bez obdzwaniania urzędów. Odpowiedzialność istnieje, tylko schowano ją tak, żeby samo jej szukanie zniechęciło większość ludzi przed napisaniem pierwszego pisma. Co, podejrzewam, jest funkcją, a nie błędem.
A felga? Prędzej naprawisz za swoje. Bo zanim ustalisz, czyja to droga, minie tydzień, guma i tak była już do wymiany, a życie jest za krótkie. W Polsce najszybszą metodą ustalenia zarządcy drogi wciąż pozostaje rezygnacja z ustalania zarządcy drogi.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.