REKLAMA

Te autobusy dotarły nawet na Kubę. Były tutaj bardzo popularne

Kuba to ciekawe państwo pod kątem motoryzacyjnym, o czym napisano już chyba wszystko. Oprócz krążowników szos drutowanych czym popadnie i samochodów z krajów demokracji ludowej, niezwykle licznym pojazdem był tam również Ikarus serii 200.

Te autobusy dotarły nawet na Kubę. Były tutaj bardzo popularne
REKLAMA

Dużo tutaj ostatnio o nich, ale tak jakoś wyszło, że algorytmy na Facebooku same podsuwają mi wskazówki. Wątek Ikarusa na Kubie jest o tyle ciekawy, że chociaż kraj ten jest oddzielony od Węgier całym oceanem, to pojazdy te reprezentowane były tam w tysiącach, a nie w zaledwie pojedynczych sztukach.

REKLAMA

Ikarusy były składane na miejscu przez firmę Giron

Część pojazdów trafiła na Kubę jako gotowe autobusy, większość natomiast przetransportowana została w częściach do samodzielnego montażu. Z Węgier trafiały nadwozia i komplet podzespołów, po czym wyjeżdżały poskładane jako autobusy marki Giron.

REKLAMA

Import komponentów do Ikarusów serii 200 zaczął się w 1979 roku i trwał do 1990 roku, czyli do momentu transformacji ustrojowej w Europie i zaprzestania dostaw części na Kubę. Przez ten czas wyprodukowano w ten sposób kilka tysięcy pojazdów różnych typów.

Dominował krótki Ikarus 260, ale wariantów było znacznie więcej

Krótkich Ikarusów pod marką Giron wyjechało ponad 4500 sztuk i to zdecydowanie najliczniejsza seria wyprodukowana na Kubie. Warto też wspomnieć, że każdy model miał swój indywidualny numer, tak że europejski Ikarus 260 oznaczony był jako Giron XIII, niczym papież albo król Hiszpanii.

REKLAMA

Oprócz modelu 260, na Kubę trafiały również przegubowe 280 i turystyczne 256, oznaczane kolejno jako modele Giron XVI i XV. Tych zbudowano wszakże znacznie mniej, a dokładnie po około 600 egzemplarzy każdego z nich.

REKLAMA

Autobusy były z grubsza takie same, jak ich europejskie odpowiedniki, ale w odróżnieniu do nich miały odwrotnie zamontowane okna - otwierana część znajdowała się na dole, a nie na górze. Widać bardzo dobrze tę modyfikację na załączonych do tekstu filmach.

REKLAMA

Poskładane z węgierskich części Ikarusy serii 200 to nie wszystko, co produkowano w ramach marki Giron

Podobnie, jak w polskim Jelczu, w kubańskim Gironie produkowano wiele innych pojazdów, które nie były oparte na Ikarusach. Przykładowo, model Giron VI bazował na podwoziu radzieckiego GAZ-a 53 niewielkim autobusem do przewozu pracowników albo dzieci do szkół, a Giron XVII podobnym do Ikarusa 256 autobusem turystycznym, tyle że na innym podwoziu.

Ciekawostką jest, że model VI miał silnik umieszczony z przodu - żaden Ikarus serii 200 fabrycznie nie był tak skonstruowany. Wyglądem był natomiast bardzo zbliżony do małego Ikarusa 211, jednak konstrukcyjnie to dwa zupełnie różne pojazdy.

REKLAMA
Giron VI na podwoziu GAZ-a 53. Urocze lampki od Kamaza na środku grilla.
Źrodło: ikarusvilag.hu

Wariacji było o wiele więcej, włącznie z… budowaniem osobowych naczep i kolejowych szynobusów z nadwoziem wzorowanym na Ikarusie. Jak się bawić, to na całego, aby było później co wspominać przy ognisku ze znajomymi.

Sama firma Giron powstała dużo wcześniej, bo już w 1959 roku

Warto dla uzupełnienia dopowiedzieć, że historia firmy Giron zaczęła się jeszcze na długo przed rozpoczęciem produkcji autobusów opartych na Ikarusach serii 200. Niemniej, współpraca kubańsko-węgierska również wystartowała wcześniej, bo zaczęła się od sprowadzenia wcześniejszych modeli typu 66 i 620, czyli starszych konstrukcyjnie poprzedników składanych na Kubie Ikarusów.

REKLAMA

Po zakończeniu produkcji autobusów, co miało miejsce niedługo po reformie systemu gospodarczego Węgier i reszty europejskiego Bloku Wschodniego, Giron przebranżowił się na produkcję rowerów i motocykli. Nadal jednak zajmował się prowadzeniem warsztatów naprawczych autobusów, ponieważ na tę gałąź działalności niezmiennie było duże zapotrzebowanie.

Z tego, co można przeczytać, Ikarusów w Hawanie nie ma już od prawie 10 lat

Girony oparte na zmontowanych na miejscu Ikarusach przestały kursować po stolicy Kuby w 2017 roku. Tak że jeżeli chcielibyście podziwiać je w ruchu, to niestety już jest na to za późno.

REKLAMA

Chyba, że media kłamią.

Michal Reicher
Redaktor

Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.

REKLAMA
REKLAMA