REKLAMA

Ford wymyślił sprytne koło zapasowe. Będzie wskakiwać do ręki

W swoim zgłoszeniu patentowym Ford opisał składany stelaż, który sam opuszcza koło zapasowe spod podwozia, dosuwa je do piasty, a na dokładkę ma wbudowany klucz. Jednocześnie producent studzi entuzjazm co do tego, czy i kiedy to rozwiązanie trafi do salonów.

Ford wymyślił sprytne koło zapasowe. Będzie wskakiwać do ręki
REKLAMA

Znamy ten upokarzający rytuał. Kładziesz się na ziemi, po omacku szukasz korby i kręcisz nią bez końca, żeby opuścić zapas schowany pod podwoziem. Tyle że on, latami obrywający błotem i solą, wcale nie ma ochoty się ruszać, a gdy już go przekonasz, spada na ziemię całym swoim ciężarem.

REKLAMA

Sama procedura nie zmieniła się od dekad: ręczny, poluzowanie śrub, podniesienie auta na lewarku. A bywa, że trzeba jeszcze przekonać zapieczone koło młotkiem, by w ogóle puściło. W wielu pickupach dochodzi do tego sześć śrub zamiast czterech. Nic dziwnego, że ktoś w końcu postanowił to usprawnić.

Ford najwyraźniej uznał, że tak być nie może

W końcu mamy XXI wiek, technologię, postęp, automatyzację. Koncern opisał w patencie ruchomy stelaż, który sam wysuwa koło zapasowe spod auta i ustawia je tuż przy ziemi. Zamiast mozolnie ciągnąć ciężką oponę do siebie, kierowca dostaje ją niemal do ręki.

REKLAMA

Pomysł jest zaskakująco kompletny, mimo że opis konstrukcji przypomina opowiadanie science fiction: stelaż opuszczany na lince z kołowrotkiem, teleskopowe ramiona regulujące wysokość i rozkładane nóżki, które trzymają całość w pionie. Co więcej, mechanizm potrafi przytrzymać zdejmowane koło, a potem obrócić się i ustawić zapas dokładnie naprzeciw piasty.

A to akurat najlepsza część. Moment, w którym trzeba ustawić ciężką, ubłoconą felgę zgodnie z otworami na śruby, podtrzymując ją kolanem, bywa najgorszym fragmentem całej operacji – zwłaszcza w wielkich pick-up’ach standardowo jeżdżących na wielkich kołach. Ford dorzuca jeszcze klucz do nakrętek wbudowany wprost w stelaż, żeby nie szukać go po bagażniku. A sam stelaż przechowa i przewiezie uszkodzone koło.

Fajne? No to właź pod auto

Niby gotowy produkt, ale tu trzeba zaciągnąć ręczny. Bo – jak to zwykle z patentami bywa – to dopiero pomysł przeniesiony na papier. Ford sam zaznacza, że zgłasza mnóstwo rozwiązań tylko po to, żeby je chronić i budować portfel. Na jego koncie jest choćby patent na wyświetlanie reklam na ekranie w aucie. Patenty motoryzacyjne to w dużej mierze gra „na wszelki wypadek”: producenci rejestrują dziś pomysły, żeby za kilka lat nikt inny nie mógł ich sobie przypisać. Większość takich szkiców nigdy nie dojedzie do salonu.

REKLAMA

Zabawne jest to, że Ford mozolnie kombinuje, jak wygodniej przechowywać koło zapasowe akurat wtedy, gdy branża w ogóle się go pozbywa. W nowych autach trudno dziś o pełnowymiarowy zapas – standardem bywa zestaw naprawczy, a koło, jeśli już jest, to najczęściej wąska dojazdówka. W części modeli zapasu nie da się już zamówić nawet za dopłatą, po prostu nie ma go w cenniku.

Amerykanie projektują więc futurystyczną szufladę na coś, co i tak powoli znika z bagażników. Zestaw naprawczy jest lżejszy, tańszy i zostawia więcej miejsca. Tyle że przy rozprutym boku opony nadaje się głównie do tego, by przy nim zakląć. Wtedy ratuje już tylko telefon po lawetę. A pełnowymiarowy zapas i tak najczęściej wożą dziś głównie pickupy i duże SUV-y – i to właśnie do nich celuje pomysł Forda.

REKLAMA

I tu jest sedno. Pełnowymiarowe koło wciąż bywa jedyną rzeczą, która ratuje wyprawę z dala od cywilizacji – a jeśli da się je wyjąć bez błotnej kąpieli, to w ogóle cud, miód i szklaneczka bourbonu. Narzekać na ciężki, brudny zapas jest łatwo, ale narzekania szybko cichną w momencie, gdy złapiemy gumę w gdzieś na odludziu, mając w bagażniku jedynie zestaw naprawczy.

Jeśli zapas ma przetrwać erę ogromnych pickupów i SUV-ów, to właśnie dzięki takim patentom, po których nie trzeba brać prysznica i się przebierać. Teraz łowcom przygód pozostaje czekać, żeby ktoś w Fordzie zechciał wyjąć ten patent z szuflady. Tak jak koło.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.

REKLAMA
REKLAMA