Wypadek na egzaminie na prawo jazdy. To nie musi być koniec
Egzamin na prawo jazdy to rzecz stresująca już sama w sobie, tak że wszystkie ewentualne dodatkowe atrakcje nie są już potrzebne. Ale co w sytuacji, kiedy podczas egzaminu kursant zaliczy dzwona? No, nie jest miło.

Niedawno miałem okazję zaobserwować taki przypadek, kiedy samochód egzaminacyjny uczestniczył w kolizji drogowej. Przejeżdżałem w pobliżu już post factum, nie znam więc przebiegu zdarzenia, ale skłoniło mnie to do napisania tekstu, jak sytuacja wygląda z perspektywy osoby zdającej egzamin. Oczywiście, nikomu nie życzę takiego ambarasu, ale wiecie, jak jest - licho nie śpi, tylko czeka w ukryciu na właściwy moment.

W rezultacie kolizji, egzamin zostaje natychmiast przerwany
To jest akurat rzecz, która nie podlega żadnej dyskusji - jeżeli podczas egzaminu doszło do incydentu, ten nie może być kontynuowany. Nie ma przy tym znaczenia, kto ponosi winę za kolizję - to jest dopiero następny etap dochodzenia.
"Tu i teraz" egzamin musi zostać przerwany, o czym jednoznacznie stanowi prawo. Dalsze kroki zależą już jednak od skali zniszczeń, aczkolwiek z perspektywy kursanta tak czy inaczej wyświetla się plansza z napisem "game over".
Jeżeli kolizja miała miejsce z winy kursanta, rezultat egzaminu jest oczywiście negatywny
Ten aspekt też raczej nie wymaga komentarza, bo sprawa jest oczywista. Szczegół ten jest ponadto zapisany wprost w ustawie, jako jeden z potencjalnych powodów skutkujących przerwaniem egzaminu i uzyskaniem negatywnego rezultatu.
Wówczas zdający przyjmuje na klatę wszystkie ewentualne konsekwencje tego zdarzenia, z mandatem za spowodowanie kolizji włącznie. Nie jest wszakże tak, że kursantowi z urzędu z hukiem spada na głowę fortepian - jeżeli była to kolizja pokroju drobnej stłuczki albo urwanego lusterka w zaparkowanym samochodzie, nikt nie będzie dalej drążył.
W przypadku kolizji z winy osoby trzeciej, kursant jest czysty, a całą odpowiedzialność przejmuje WORD do spółki ze sprawcą kolizji
Przyjmijmy, że taka osoba po prostu otrzepuje się z kurzu i bez żadnych wyrzutów może podejść do egzaminu kolejny raz. Nie ponosi żadnych prawnych konsekwencji, bo nie ma ku temu żadnych przesłanek. Odpowiedzialność finansowa za powtórny egzamin spada natomiast na sprawcę kolizji, a dokładnie na jego polisę OC.
W sytuacji, kiedy egzamin został przerwany z przyczyn obiektywnych, to jest niezależnych od kursanta, nie musi on wnosić opłaty za kolejne podejście. Egzamin, który został w rezultacie kolizji przerwany, systemowo jest po prostu anulowany - tak, jakby się po prostu nie odbył.
Co w sytuacji, kiedy do momentu kolizji wszystko szło dobrze?
Niestety - gucio. Jest to na swój sposób niesprawiedliwe, że przez jakiegoś pierdołę ktoś wraca z egzaminu na tarczy, ale tak niestety musi być. Jeżeli podczas egzaminu zdający nie wykonał wszystkich wymaganych zadań, nie może uzyskać wyniku pozytywnego. Dura lex, sed lex.
Jest to z drugiej strony całkowicie zrozumiałe, ponieważ nikt nie może mieć gwarancji, że ten nie wyłożyłby się np. 5 minut później na kolejnym skrzyżowaniu. Tak że dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe, a nigdy nie jest tak dobrze, aby ostatecznie nie mogło być jednak źle.
Kto zawinił w przedstawionej na zdjęciu kolizji? Nie wiem, chociaż się domyślam
Tak, jak wspomniałem, momentu samej kolizji nie widziałem, dlatego nie mogę (i nie chcę) jednoznacznie wydać wyroku. W mediach pojawił się lakoniczny przekaz, że na warszawskim Bemowie doszło do incydentu z udziałem m.in. samochodu egzaminacyjnego, ale podkreślono zarazem, że szczegóły dotyczące przebiegu zdarzenia są na tamten moment nieznane.
Ale przestawić uszkodzone auta na bok to akurat by się dało
Mnie poruszył jeszcze inny aspekt - dlaczego nikt tych samochodów przez tak długi czas nie usunął z jezdni, kiedy uszkodzenia nie unieruchomiły żadnego z nich? Czarny wóz wygląda na mocno potłuczony, ale z tego, co widziałem, nie wylał się z niego żaden płyn, a straty ograniczały się do efektownie prawostronnie pogiętego zderzaka, błotnika i maski.
Według przekazów medialnych, kolizja zdarzyła się około godziny 10, ja zaś byłem w okolicy około godziny 13, a kolumna uszkodzonych pojazdów majestatycznie blokowała 3/5 szerokości jezdni. Pisałem o tym wątku niedawno TUTAJ.
Trudno, co robić.
Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.