Czechy niczym polska 10-15 lat temu. W małych miasteczkach gnije dużo gratów
Ostatnio z rozczarowaniem stwierdziłem, że czeskie miasta są już mocno wysprzątane ze starych aut. Co innego dzieje się zaś na prowincji, gdzie gratów nie brakuje, chociaż wiele z nich niekoniecznie nadaje się do jazdy.

Wiele z tych gratów to po prostu dobrze wysezonowane wrosty znajdujące się w różnych stopniach rozkładu i etapach integracji z naturą. Na całokształt składają się zwykłe osobówki, lekkie dostawczaki, ale też mocarne ciężarówki - spektrum gnijącego żelaza jest naprawdę szerokie.
Są takie miejsca na mapie, gdzie dosłownie na co trzeciej posesji stoi jakiś rozpadnięty staruszek, acz z pewnością nie jest to reguła - żebyście sobie nie pomyśleli, że Czechy to jakieś zadupie, bo w żadnym wypadku tak nie jest.
Pod kątem graciarstwa, prowincjonalne Czechy to taka Polska sprzed 10-15 lat
Stwierdzenie to ma całkowicie neutralny wydźwięk i charakter czysto informacyjny, natomiast absolutnie nie ma na celu wyszydzania. Fakty są natomiast takie, że o ile w Polsce dużo wrastającego złomu zostało uprzątnięte, to w Czechach wciąż zupełnie naturalnym widokiem jest np. zgniła Skoda Octavia z lat 60. wciśnięta w krzaki.


Niestety, bardzo mało takich aut w tego typu miejscach pozostało w czynnym ruchu - elegancko odrestaurowane egzemplarze to raczej domena dużych miast pokroju Pragi czy Brna, nie zaś kilkutysięcznych małych miasteczek. Czynne Felicie czy “najntisowe” Octavie można spotkać bez problemu, ale starsze wozy pokroju np. “stopiątek” raczej już tylko w postaci grata na podwórku.
Nie tak bardzo, jak Węgrzy, ale Czesi także lubili auta z NRD
Co ma swoje odbicie w liczbie trzymanych na podwórkach gnijących Trabantów, Wartburgów czy Barkasów. I to głównie tych starszych i dwusuwowych - późnych “czterotaktów” nie zaobserwowałem nigdzie. Inna sprawa, że na tle czechosłowackich samochodów tych NRD-owskich i tak nie było wcale dużo.



Bogatą reprezentację mają stare ciężarówki
Co być może nieco zaskakuje, ale duże grono wrastającego złomu stanowią ciężarówki pokroju starej Tatry, LIAZ-a czy Pragi V3S. Warto podkreślić, że te ostatnie, chociaż mają już kilkadziesiąt lat na karku, nadal aktywnie pracują na robocie, chociaż ich populacja mocno się skurczyła w ciągu ostatniej dekady.


Natomiast widok zapadniętej w trawnik Tatry 148 albo robiącej za kurnik kabiny od LIAZ-a jest zaskakująco powszechny. Tak, jakby ich operator przeszedł na emeryturę, a wóz stracił zatrudnienie, chociaż pozostał na posterunku “na wszelki wypadek”.

Oprócz wagi ciężkiej, jest też sporo wagi średniej w postaci różnych odmian lekkiej ciężarówki Avia. Sporo tych pojazdów wciąż pracuje ku chwale ojczyzny, ale kiedy niektóre skończyły już służbę, skończyły jako wrosty na posesji.
O ile większe miasta graciarsko się wyludniły, to te prowincjonalne nadal trzymają poziom
Wiadomo, że liczba wrastającego złomu nie jest raczej wyznacznikiem sukcesu gospodarczego, ale dla mnie jest to jeden z wielu powodów, dla których uwielbiam jeździć do tego kraju.
A je to!
Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.