REKLAMA

W stodole odnalazł się stary grat. To zaginiony prototyp

Jaki kraj, taka Syrena Sport albo Warszawa Ghia. W Niemczech niedawno odnalazł się prototyp, który miał być tylko legendą, a okazało się, że istnieje naprawdę. Wóz właśnie trafił do muzeum.

W stodole odnalazł się stary grat. To zaginiony prototyp
REKLAMA

Tym pojazdem jest nietypowy model AWZ P70, czyli prototyp czterodrzwiowej limuzyny będącej protoplastą popularnego Trabanta. Prosimy nie regulować odbiorników - to nie sztuczna inteligencja, taki samochód naprawdę kiedyś powstał, natomiast teraz po wielu latach się odnalazł. Wersji czterodrzwiowej nigdy oficjalnie nie produkowano - powstało po partyzancku raptem kilka sztuk. Dwie, trzy, ewentualnie siedem albo dwanaście.

Przez lata nikt nie był pewien, czy taki samochód naprawdę kiedykolwiek powstał

Pasjonaci wychowani na polskiej motoryzacji znają to uczucie, gdzie o czymś się mówi, ale nie ma na to namacalnych dowodów, zaś jedynym punktem podparcia jest przekazywana historyjka, która już zdążyła się po drodze 2137 razy zniekształcić. Tak było swego czasu ze słynnymi prototypami wspomnianej w nagłówku Warszawy Ghia - dopóki nie wypłynęły jej prawdziwe zdjęcia, istnienie i wygląd samochodu poddawano w wątpliwość.

Podobna historia związana jest z czterodrzwiowym P70. Nie udało mi się do niej dotrzeć, ale wszystkie piszące o odnalezionym prototypie media wspominają o tajemniczej fotografii, na której ów pojazd został uwieczniony. Oprócz niej, namacalnych dowodów brakowało, a za jedyne potencjalne źródła uchodził przykładowy siostrzeniec ojca macochy brata ciotecznego wujka kochanki dziadka jednego z pracowników fabryki w Zwickau, który 70 lat temu wbijał gwoździe w jeden z elementów ramy czterodrzwiowej “Petki”. Czyli źródło z gatunku “ej, stary, zaufaj mi!”.

Prototyp okazał się znajdować w kolekcji NRD-owskich drewniaków trzymanej w stodole

We wschodnioniemieckiej miejscowości Dahlewitz mieszkał sobie pewien kolekcjoner, który w zbiorach miał ponad 30 samochodów produkcji IFA, AWZ oraz DKW. Znajdowały się w niej różne ciekawostki, jak np. AWZ P70 Coupe, czyli niepoprawna politycznie wersja naszej “Petki” o bardziej dynamicznym wzornictwie nadwozia.

Ale kij tam z nimi, tego akurat jest pełno. Najważniejsze, że pośród tej stery złomu i badziewia czaił się ON - zaginiony prototyp czterodrzwiowego P70. Zmęczony, poobijany, ale prawdziwy. Sprawa ujrzała światło dzienne, kiedy kolekcja została wystawiona na sprzedaż, a podczas porządkowania bałaganu w ciemnej stodole odnalazł się nasz bohater.

P70 trafił do Muzeum Augusta Horcha w Zwickau, czyli do swojego domu

Można w tym miejscu od razu napisać, że historia odnalazła swoje szczęśliwe zakończenie. Samochód nie trafił ani na handlarza, ani do kubła na odpady zmieszane, ani na nikogo pozbawionego pojęcia, z czym ma do czynienia, lecz trafił pod skrzydła ludzi pracujących w Muzeum Augusta Horcha w Zwickau - miasta i fabryki, gdzie ponad 70 lat temu został wyprodukowany.

Zresztą kto inny, jak nie pracownicy muzeum w Zwickau rozpoznaliby lepiej, że ten biedny samochodzik to Święty Graal, a nie jakiś domorosły, do tego lekko nieudolny samodział? Zgadzało się mnóstwo pobocznych detali, np. takich jak lusterko zamontowane na prawym przednim błotniku. I tak historia zatoczyła piękne koło - P70 wrócił na tereny, gdzie kiedyś on i jego bracia byli produkowani.

Czterodrzwiowy P70 powstał po kryjomu jako tester nowych paneli nadwozia z duroplastu

Projekt tego samochodu nigdy nie został oficjalnie narzucony ani nawet zaakceptowany - z tego, co mówią o nim znawcy, powstał wyłącznie z oddolnej inicjatywy pracowników Automobilwerke Zwickau. Założeniem była próba własnych możliwości na żywym organizmie.

Nie jest też nigdzie odnotowana liczba powstałych w ten sposób egzemplarzy. Jedni mówią o zaledwie kilku, inni o aż kilkunastu pojazdach. Najwięcej źródeł wspomina o czterech egzemplarzach, ale trudno jest to zweryfikować. Wiadomo zaś, że jeden został zbudowany na pewno.

W prototypie w istocie dołożono po prostu drugą parę drzwi

Czterodrzwiowa “Petka” to w rzeczywistości ten sam samochód, co dwudrzwiowa. Rama nie została wydłużona, lecz po prostu skrócono przednie drzwi, wycięto dziurę na drugie, trochę gwoździ, trochę kleju i cyk - gotowe.

Tak powstały automobil był o wiele bardziej praktyczny od pierwowzoru, ze względu na łatwiejszy dostęp do drugiej klasy. Kwestia urody jest rzeczą subiektywną, ale jak na projekt powstający po partyzancku i składany zapewne gdzieś po godzinach urzędowej pracy, wyszło nawet zupełnie zgrabnie.

Samochód wymaga prac konserwatorskich, ale zachował się w dobrze rokującym stanie

P70 stał bezczynnie przez wiele lat, dlatego aby przywrócić go do muzealnej kondycji, wymaga licznych prac restauracyjnych. Na pewno duże znaczenie ma drewniany szkielet nadwozia, do którego potrzebny będzie znający się na robocie stolarz.

Niemniej, nawet gdyby wóz został w takim stanie, w jakim wyjechał ze stodoły - wspaniale, że trafił na dobrych ludzi.

Najnowsze
Aktualizacja: 2026-06-07T11:01:41+02:00
Aktualizacja: 2026-06-06T14:46:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-06T13:54:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-06T10:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-06T08:20:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-05T21:53:45+02:00
Aktualizacja: 2026-06-05T19:03:13+02:00
Aktualizacja: 2026-06-05T09:37:44+02:00