Nowe Audi Q7 taniej o 100 tys. zł. Bierz, póki są
Nowe Audi Q7 zostało już oficjalnie zaprezentowane, a to oznacza jedno - można kupić nowe-stare Q7 w cenie, która przy nowym-nowym Q7 będzie się wydawała niesamowitą okazją.

Dla szybkiego przypomnienia - o nowym Audi Q7 możecie przeczytać tutaj, a jego cena będzie się zaczynać od 87 900 euro za słabszą wersję lub od 90 500 eur za mocniejszą. Czyli, odpowiednio, równowartość około 374 tys. i 385 tys. zł.
Na ile bezpośrednio przełoży się to na polskie ceny - jeszcze nie wiadomo. Wiadomo jednak, że do tej ceny trzeba będzie doliczyć pewnie kilkadziesiąt tysięcy złotych w opcjach, żeby była pełna radość, więc bez 400 tys. zł z dużym hakiem lepiej nie podchodzić.
Chyba że zdecydujemy się na "schodzącą" generację Q7 - sprawdzoną, dopracowaną i w sumie dalej będącą świetnym autem. A do tego... mocno przecenioną.
Ile kosztuje nowe (ale stare) Audi Q7?
Do produkcji raczej nie uda nam się już zamówić egzemplarza z poprzedniej generacji, więc zostaje to, co stoi na placach dealerskich. Teoretycznie najtańsze egzemplarze kosztują ok. 415-430 tys. zł, więc pewnie mniej więcej tyle, ile przyjdzie zapłacić za nowe Q7 z jakimiś dodatkami.
Tyle tylko, że Audi postanowiło ściąć te ceny i to tak z kategorii "na grubo". Niemal standardowa jest obniżka o około... 100 tys. zł.

Co dość zaskakujące, całkiem sporą część najtańszych ofert stanowią nie diesle, a hybrydy plug-in, z oznaczeniem TFSI e. Ba, najtańszy egzemplarz to właśnie wariant z niemal 400-konnym napędem, rozpędzający się do setki w 5,7 s. Cena? 315 615 zł po rabatach.
I, wbrew obawom, nie jest to wcale jakaś przyziemna wersja wyposażenia. Jest wnętrze S line (podobno dalej kupujący Audi już nie pytają), 21-calowe felgi, pakiet naprawczy na 4 lata, matrycowe reflektory, przyciemniane szyby, pakiety systemów bezpieczeństwa i pakiet optyczny Czerń. Do "pełnej opcji" trochę brakuje, ale może przypomnę, że obecne X5 xDrive50e startuje katalogowo od... 472 500 zł.
Jeśli komuś TFSI z dopiskiem "e" nie robi, to spokojnie - dolna część listy gotowych do odbioru jest pełna niewiel droższych 3-litrowych diesli. 286 KM może aż takiego wrażenia nie robi, ale że nie trzeba ze sobą wozić akumulatorów i innych dodatków, sprint do setki też będzie sensowny - potrzeba na to tylko 6,1 s.
Do tego - za 328 693 zł zamiast 432 490 zł - dostajemy podobny zestaw wyposażenia. Z wewnętrznym S line'em, 20-calowymi felgami, matrycowymi reflektorami i tak dalej.
I ta lista się ciągnie.
Egzemplarzy "do odbioru" jest według oficjalnej strony Audi - ponad 100. Do tego, sortując od najtańszych, trzeba się nieźle naklikać, żeby dotrzeć do modeli, które kosztują 350 tys. zł.
I, jak to zwykle bywa - im wyższa cena startowa, tym rabaty wyższe. Przy promocyjnych 360 tys. zł obniżka ceny sięga 110 tys. zł.:

Oczywiście najprzyjemniej wyglądają różnice w cenach na samym szczycie listy. SQ7 potrafi być przecenione z 696 000 zł na 528 960 zł. Czyli mowa o ok. 170 tys. różnicy między ceną katalogową a tym, co potencjalnie zobaczymy na fakturze.
Gdyby ktoś przy tym pytał, to najtańsze SQ7 można kupić za... 455 522 zł. Czyli za mniej więcej dokładnie tyle, ile "katalogowo" wspomniane plug-inowe BMW X5.
A może lepiej poczekać na nowe-nowe Audi Q7?
Z odpowiedzią na to pytanie przyjdzie nam poczekać do momentu, kiedy dostaniemy się do egzemplarzy testowych. Ale z drugiej strony - mimo zamiłowania Audi do rabatów, to raczej nowe Q7 aż tak korzystnie wycenione nie będzie.
A SQ7 za takie pieniądze brzmi jak potencjalnie złoty interes.



















