REKLAMA

Rozgryzam szeryfów drogowych. Widzę ich początki

W swojej pracy instruktora nauki jazdy natrafiłem na różne trudne charaktery, ale człowieka z ewidentnymi zadatkami na drogowego szeryfa spotkałem po raz pierwszy. 

Rozgryzam szeryfów drogowych. Widzę ich początki
REKLAMA

Na czym polega takie zjawisko? Drogowy szeryf w uproszczeniu jest osobą, która uważa się za upoważnioną do wyciągania konsekwencji wobec innych kierowców, którzy w jej mniemaniu łamią przepisy ruchu drogowego. Czy rzeczywiście je łamią, to już zupełnie inna kwestia, ale szeryfowi nie przeszkadza to w machaniu szabelką.

Mogłoby się wydawać, że kiedy ktoś dopiero uczy się jeździć, do postawy takiego jedynego sprawiedliwego będzie mu daleko. Niestety, rzeczywistość po raz kolejny pokazała mi, jak bardzo się myliłem.

Gość specjalnie prowokuje niektóre sytuacje, aby móc tylko mieć do kogoś pretensje

Przypadki, gdzie ktoś inny faktycznie popełnił błąd, nie podlegają dyskusji. Tymczasem tutaj mam do czynienia z syndromem oblężonej twierdzy - trzeba bez przerwy bohatersko rozwiązywać problemy, które stwarzają wszyscy naokoło. Oczywiście, przez bezmyślność i złośliwość, nigdy przez czysty przypadek czy zbieg okoliczności.

Przykładowa sytuacja? Pani wyjmowała coś z zaparkowanego na ulicy samochodu, którego otwarte drzwi nieco utrudniały przejazd. Miejsca było wystarczająco dużo, aby zrobić delikatny unik i przejechać obok, ale szkoda było zmarnować tak doskonałą okazję do zrobienia dramatu - człowiek podjechał ostentacyjnie pod zaparkowane auto i teatralnie rozłożył ręce z pretensjami, że nie ma jak przejechać.

Inny przykład? Dość podobny, zakończony równie bezsensowną demonstracją “bezradności” wobec zachowania innych uczestników ruchu. Kierowca cofał z miejsca do parkowania i wyjechał odrobinę zbyt daleko, tak że odwłokiem zajmował część pasa ruchu. Tak samo, jak w przytoczonej wcześniej sytuacji, wystarczyło odbić nieco w lewą stronę i rozwiązać problem w najprostszy możliwy sposób. Wystarczyło, ale po co życie sobie ułatwiać, skoro można je pokazowo utrudnić, aby tylko zrobić komuś na złość?

Na wszystkie moje uwagi, że np. spokojnie mógł jakiemuś zdarzeniu zapobiec i to bez szczególnego wysiłku, odpowiedzią za każdym razem jest, że wcale nie mógł, bo [tu wstaw losowy argument o ewentualnym stwarzaniu zagrożenia].

Wszyscy kierowcy jeżdża źle i utrudniają ruch, a mój kursant musi bohatersko z nimi walczyć

Tak w uproszczeniu wygląda jego podejście do jazdy - on, będąc dopiero kandydatem na kierowcę, jest tak zajebisty, że na drodze musi ciągle prostować rezultaty zachowania pozostałych. Sam nie popełnia przy tym żadnych błędów, a jeżeli jakiś zauważę i o nim wspomnę, to oczywiście był on efektem błędu innego kierowcy - człowiek musiał ratować świat przed nieuchronną zagładą i dlatego prawie przejechał rowerzystę na jezdni.

Momenty, kiedy chce dyrygować całą orkiestrą, są nagminne. Ciągle a to ktoś nie włączył kierunkowskazu, a to zmienił pas na linii ciągłej, a to przekroczył prędkość. Przez cały czas słyszę tylko zirytowane “widziałeś?!” w odniesieniu do każdego tego typu zdarzenia. No widziałem, i co w związku z tym? Nie mam wpływu na zachowanie innych uczestników ruchu i nie czuję odpowiedzialności za błędy przez nich popełniane, a i wolę przy tym skupić się na swoim zachowaniu, bo na nie akurat mam wpływ.

Jeszcze cięższy jest temat pieszych, którzy w każdej sytuacji zachowują się nie tak, jak powinni się zachować

Mieliśmy twarde przyziemienie, bo gość nie zauważył pieszego wchodzącego na jezdnię? Wina pieszego, bo wykonał jakiś niespodziewany ruch i nie dał kursantowi szansy na reakcję. To nie ważne, że idącego człowieka było widać z trzech kilometrów - najwidoczniej powinien oddać salwę ostrzegawczą przed planowanym wejściem na jezdnię.

Innym razem zatrzymał się bez sensu w sytuacji, kiedy pieszy nie dość, że był jakieś trzy metry od przejścia, to jeszcze w dodatku w ogóle nie wyrażał zainteresowania przekroczeniem jezdni. Kto popełnił błąd? Oczywiście, że pieszy. Bo wykonywał jakieś ruchy i wyglądał tak, jakby miał wejść na pasy. Nie ma znaczenia fakt, że człowiek na chodniku szedł w zupełnie inną stronę - widocznie pomyślał o ewentualnym przejściu na drugą stronę i popełnił myślozbrodnię.

Cóż z tego, że człowiek technicznie jeździ dobrze, jeżeli nie dojeżdża mentalnie

To jest zawsze mój odwieczny problem w ocenie drugiej osoby. Jeżeli miałbym spojrzeć wyłącznie na samą wiedzę i umiejętności, to trudno mi wskazać słabe punkty. Tyle, że kiedy zejdziemy na temat zachowania na drodze i samego nastawienia, to już jest dramat.

Przynajmniej wiem, jak od fundamentów rodzi się szeryf.

Michal Reicher
Redaktor

Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.