REKLAMA

Bardzo rzadki klasyk na lawecie. To jeden z kilkunastu na świecie

Jak to zauważył mój kolega robiący poniższe zdjęcia, w Polsce jest prawdopodobnie przynajmniej jeden egzemplarz każdego wyprodukowanego na świecie samochodu. Przed Wami Stutz Blackhawk, o którego istnieniu pewnie dowiedzieliście się właśnie teraz.

Bardzo rzadki klasyk na lawecie. To jeden z kilkunastu na świecie

Rzecz miała miejsce pod osłoną nocy i bardzo możliwe, że właśnie wyjawiam szczelnie strzeżoną tajemnicę, za co wyląduję z betonowym obuwiem w Zalewie Zegrzyńskim. Trudno, sprawa jest tego warta. Kolega uchwycił bowiem przewożony na lawecie prawdziwy unikat - samochód Stutz Blackhawk.

Stutz Blackhawk to iście amerykańska próba stworzenia najbardziej luksusowego samochodu świata

Europejczycy mają Rolls-Royce'a, więc dlaczego Amerykanie nie mogliby mieć swojego? Taki był plan na ten samochód, a projekt tak bardzo ociekał bogactwem, że aż idzie się udławić. Model Blackhawk był jednym z kilku przedstawicieli rodziny marki Stutz, ale i tak nie najbardziej luksusowym ze wszystkich, ani też najbardziej unikatowym. Niemniej, taki właśnie dziwoląg przemieszczał się po Warszawie.

fot. Maciej Zalewski

Projektantem Blackhawka był sam Virgil Exner, ojciec legendarnych płetw ogonowych

Virgil Exner ogromny wpływ na to, jak wyglądały amerykańskie drogi w latach 50. i 60., ponieważ to jemu przypisuje się w głównej mierze koncepcję słynnych płetw ogonowych, które zdominowały samochodowe wzornictwo w tamtej epoce. Subiektywnie, był to jeden z ciekawszych smaczków stylistycznych w historii motoryzacji, aczkolwiek całkowicie bezużyteczny.

Model Blackhawk produkowany był od 1970 do 1987 roku

Projekt powstał pod koniec lat 60., natomiast produkcję rozpoczęto w 1970 roku... we Włoszech. Pierwszy, prototypowy egzemplarz zbudowano w warsztatach Ghia, kolejne powstawały w mniej znanych firmach nadwoziowych Officine Padane i Carrozzeria Saturn. Gotowe auta był następnie transportowane do Stanów Zjednoczonych kontenerami, albo też zostawały w Europie, ponieważ tutaj też miały wzięcie.

Blackhawk na przestrzeni kilkunastu lat produkcji doczekał się licznych modernizacji, przeprowadzanych niemalże corocznie. "Warszawski" egzemplarz sprawia wrażenie późnego modelu, bez charakterystycznego stojącego na tylnym zderzaku koła zapasowego. Zamiast tego, wyraźne zarysowany "zapas" wpisany jest w pokrywę bagażnika.

Oprócz hardtopu Blackhawk produkowano również kilka wariantów sedana oraz kabriolet Bearcat

Zasadniczo, linia modelowa nowego Stutza była całkiem rozbudowana, ponieważ w momencie kulminacyjnym składała się z kilku modeli produkowanych jednocześnie. Najbardziej godne podkreślenia są modele Royale i Bearcat, czyli odpowiednio luksusowy, czterodrzwiowy sedan oraz kabriolet.

Ciekawostką jest, że Bearcat wdrożony do produkcji został dopiero w 1979 roku, jakąś dekadę po zbudowaniu prototypu. Dlaczego? Ponieważ ówczesne amerykańskie przepisy zakazywały... sprzedaży kabrioletów. Dzisiaj jest to przy okazji najrzadszy przedstawiciel marki Stutz, ponieważ zbudowano zaledwie kilkanaście egzemplarzy modelu Bearcat.

Stutz nie był autem wielkoseryjnym - wszystkich aut pod tą marką, z uwzględnieniem Blackhawka i jego braci, zbudowano zaledwie około 600 egzemplarzy. Samych Blachkawków powstało z tej ekipy najwięcej, niemniej nadal były to bardzo małe liczby, przez co samochód jest dzisiaj unikatem.

Ówczesna marka Stutz nie miała nic wspólnego z niegdysiejszą marką Stutz

Chociaż nazwa znana była już od dawna, to ostatni na tamtą chwilę samochód pod marką Stutz wyprodukowany został w latach 30., a więc ponad trzy dekady przed zaprojektowaniem wspomnianych modeli. Firma Stutz Motor Car of America była zatem zupełnie nowym przedsiębiorstwem, założonym w 1968 roku.

Pierwsze od kury było jednak jajko, ponieważ marką Stutz “opakowano” projekt barokowej, neoklasycystycznej limuzyny, na którą pomysł powstał mniej więcej w połowie lat 60. Można w uproszczeniu powiedzieć, że biznes był połączeniem portfela amerykańskiego bankiera, Jamesa O’Donnella, a także projektu wspomnianego Virgila Exnera o nazwie Revival Car.

Mechanicznie nowy Stutz bazował na platformie General Motors

O ile projekt nadwozia był autorski, o tyle wnętrzności pochodziły od koncernu GM. Tytułowy model Blackhawk na przestrzeni kilkunastu lat produkcji bazował na kilku różnych konstrukcjach GM, z czego najdłużej opierał się na podwoziu Pontiaca Grand Prix. Przez kilka lat powstawał również na "bebechach" Pontiaca Bonneville.

Metkę General Motors miały również silniki, aczkolwiek wykorzystywano kilka różnych modeli. Pierwsze egzemplarze miały potwornej wielkości motory, o pojemnościach oscylujących wokół 7 litrów. Późniejsze auta wyposażano w 5,7-litrowe jednostki znane z Chevroleta Corvette C4.

Blackhawk, podobnie jak jego kompani, był wręcz obrzydliwie luksusowy

Coś, co miało stanowić o sile nowych samochodów Stutz, to absurdalny wręcz poziom luksusu. W połączeniu ze specyficznym, historyzującym wzornictwem nadwozia, samochód sprawiał wrażenie barokowego pałacu pełnego ornamentów. Klimatyzacja, skóra z jednorożca, barek dla pasażerów, a także elektryka wszystkiego, co się mogło poruszać - a wszystko w cenie wyższej, niż jakiegokolwiek innego samochodu. Stutz był zresztą reklamowany jako “najdroższy samochód Ameryki”, chociaż określenie odnosiło się do limuzyny Royale, a nie do hardtopa Blackhawk. Skóra, fura i fryzura.

Firma Stutz istnieje do dzisiaj, ale produkcji samochodów zaprzestała w 1995 roku

Patrząc na to, jak bardzo kiczowatym projektem była odrodzona marka Stutz, może to i dobrze. Najgorzej, że te samochody powstawały na poważnie, a nie dla beki jako np. body kit do jakiegoś Pontiaca czy innego Oldsmobile'a.

Amerykanie.

Michal Reicher
Redaktor

Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.